niedziela, 9 lutego 2014

Prawa Murphy'ego dla optymistów

źródło
Edward Murphy ur. 11 stycznia 1918 r. był amerykańskim pilotem wojskowym i inżynierem w przemyśle lotniczym - pracował przy testach systemu bezpieczeństwa. Podczas jednego z testów, asystent Murphy'ego schrzanił swoją robotę i eksperyment się nie udał. Usłyszano wtedy, jak wściekły Murphy powiedział o swoim asystencie "Jeśli są dwa sposoby zrobienia czegoś i jeden z nich doprowadzi do katastrofy, to on to zrobi w ten sposób". Najpierw podchwycili to jego współpracownicy, a po zakończeniu eksperymentów, na konferencji prasowej płk Stapp przypisał sukces zespołu jego woli przewidywania i przeciwdziałania wypadkom nazywając to PRAWEM MURPHY'EGO, które objaśnił jako "Cokolwiek może pójść źle, pójdzie źle". Prasa ochoczo podchwyciła termin i od tamtego dnia powoli zaczął się rozpowszechniać na cały świat.

Kto dzisiaj nie słyszał o Prawie Murphy'ego? Ewoluowało ono przez lata, sformułowano jego niezliczone wariacje, pasujące do niemal każdej dziedziny życia. Wzięli je sobie na sztandar wszyscy pechowcy świata, traktując jako usprawiedliwienie spadających na nich nieszczęść. Osobiście wiele razy zdarzyło mi się doświadczyć dziwnego oporu materii, szukając błędu w arkuszu danych - kiedy zaczynałam sprawdzanie od początku, błąd był na końcu, więc następnym razem od końca i co? Znajdowałam go oczywiście na początku arkusza! Czy słynne kolejki - ta którą wybiorę zawsze posuwa się wolniej albo taśma się w kasie skończy i muszę czekać dłużej niż przewidywałam. Dziwnym zbiegiem okoliczności, akurat w tym momencie zawsze zależy mi na czasie. Niżej przedstawiam wycinek popularnych rozwinięć do prawa podstawowego, a dla zainteresowanych wklejam link do strony, gdzie zebrane są prawdopodobnie wszystkie prawa. Prawdopodobnie, bo ciągle przecież powstają nowe, przygotowując się do tematu zauważyłam np. Prawa Murphy'ego dla ojców, czy  dotyczące opieki nad małym dzieckiem.

PRAWO MURPHY'EGO
Jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda.
Uzupełnienie:

  1. Nic nie jest takie proste jak się wydaje.
  2. Wszystko zabiera znacznie więcej czasu, niż by się wydawało.
  3. Jeżeli istnieje prawdopodobieństwo, że coś może pójść źle, to na pewno będzie to właśnie to, co spowoduje największe szkody.
  4. Jeżeli przewidzisz cztery możliwe sytuacje, w których coś może się nie udać i zdołasz je obejść, natychmiast wyłoni się piąta.
  5. Sprawy pozostawione samym sobie mają tendencję, aby zmieniać się ze złych na jeszcze gorsze.
  6. Zawsze, kiedy masz właśnie coś zrobić, okazuje się, że najpierw musisz zrobić coś innego.
  7. Każde rozwiązanie rodzi nowe problemy.
  8. Głupcy są tak pomysłowi, że niemożliwe jest stworzenie czegoś, z czym każdy głupi by sobie nie poradził.
  9. Natura jest zawsze po stronie ukrytych wad.
  10. Matka Natura jest suką.
FILOZOFIA MURPHY'EGO
Uśmiechnij się ... jutro będzie gorzej.
Czytaj dalej... http://zlotemysli.w.interia.pl/murphy/murphy_new.html
Można nazwać Prawo Murphy'ego mottem skrajnego pesymisty, jednak   wyczuwam w nim nutę optymizmu - każdy, kto myśli, że rzeczy pójdą źle, jest przygotowany na to, co się na pewno wydarzy, przez co może ominąć wiele pułapek losu. Zresztą takie było chyba pierwotne założenie praw: żeby osiągnąć sukces musimy przewidzieć każdą przeszkodę i skutecznie ją wyeliminować. Z drugiej strony można zauważyć, że podstawową cechą przedmiotów martwych jest złośliwość, do tego dochodzi czynnik błędu ludzkiego pod wpływem emocji, zmęczenia czy nieuwagi. Taki zestaw daje gwarancję, że każdy z nas znalazł się kiedyś lub znajdzie się w przyszłości pod jego działaniem. 

Jednym z przypadków, które dotknęły mnie osobiście jest moja podróż służbowa wysłużonym wojskowym pojazdem, z żołnierzem służby zasadniczej pełniącym funkcję kierowcy.
To była moja pierwsza praca. Pracowałam w jednostce wojskowej i zajmowałam się sprawami kadrowymi. Byłam umówiona w ZUS-ie na dostarczeniem dokumentów, oczywiście musiał to być najbardziej mroźny dzień zimy i na pewno nie uśmiechało mi się opuszczanie ciepłego biura. Najpierw czekałam godzinę na samochód służbowy, bo okazało się, że ktoś mi podkradł mój zamówiony. Kiedy w końcu  samochód się znalazł i mogłam wyruszyć, już spóźniona, to po drodze kierowca zaczął mnie wypytywać o różne szczegóły co do pojazdu i drogi, zdziwiona odparłam, że niestety nie znam się na samochodach i nie mogę mu pomóc, a on na to, że pierwszy raz w życiu prowadzi coś takiego. Załatwiłam sprawy w ZUS-ie i wyruszyliśmy w powrotną drogę do jednostki. Nasz pojazd co jakiś czas prychał i stawał dęba, a kierowca stwierdził, że nie wie co się dzieje, bo wszystkie wskaźniki są OK. I nagle stanęliśmy na amen, oczywiście na środku pasa. Trzeba było ruszyć tyłek i poustawiać jakieś oznaczenia, ostatecznie ja jako dysponent pojazdu odpowiadałam za wszystko, w tym za zachowanie kierowcy. Zadzwoniłam do jednostki po pomoc, zanim znaleźli kolejny wolny samochód upłynęły ze dwie godziny, spędzone w nieogrzewanym samochodzie. Wreszcie pomoc dotarła i zaczęli sprawdzać, co się stało. Okazało się, że ten typ samochodu miał dwa zbiorniki na paliwo, kiedy kończyło się w pierwszym, kierowca powinien przełączyć na drugi, a że mój nie miał pojęcia, czym jedzie to skończyło się rozkraczeniem na środku drogi. Oczywiście, któryś mądry jeszcze zadał mi wnerwiające pytanie "dlaczego ja nie wiedziałam o dwóch zbiornikach", jakby to było oczywiste, że dziewczyna z biura zna  ze szczegółami budowę każdego samochodu.

No i jak? Moim zdaniem, jak ulał pasuje do twierdzeń, które akurat przywołałam w tekście. Inne historie też były, a jakże. Najbardziej popularna kromka spadająca masłem na dół to już prawie klasyka. Ale jest tyle tych praw! Może Wy również doświadczyliście tego niebywałego uczucia, że wszystkie rzeczy martwe sprzysięgły się przeciwko Wam? Jeśli tak to nie krępujcie się i poprawcie mi humor! :))



62 komentarze:

  1. U mnie obecnie najgorsze są piątki. Jeśli z rana będzie jakiś dym (a jeszcze nie zdarzyło się by go nie było), to cały dzień taki będzie. Głównie dlatego, że są osoby, które lubią pastwić się na innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdej pracy musi się znaleźć jakiś(aś) mądralińska, która podbudowuje swoje samopoczucie w ten sposób. To już nie złośliwość przedmiotów martwych, która mimo wszystko jest mniej toksyczna :)

      Usuń
  2. Niezłą przygodę miałaś :D
    A z tym dymem z ogniska to najprawdziwsza prawda i zawsze na mnie dym leci :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jest z wiatrem, ten zimny i upierdliwy zawsze tak zakręca, że wieje prosto w twarz, zastanawiałam się jak to możliwe, ale jednak!

      Usuń
  3. ha ha, o tak to, że kolejka obok zawsze idzie szybciej to samo życie :)
    tak samo z pasem ruchu gdy jedziemy samochodem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie dla każdego jednak, bo ktoś stoi przecież w tej krótszej kolejce. I tu pojawia się dramatyczne pytanie "dlaczego ja?".

      Usuń
  4. Nieważne gdzie stoisz, dym i tak leci na Ciebie. Najlepsze!
    Czyli po prostu: biednemu zawsze wiatr w oczy i chleb masłem do podłogi. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami ma się takie dni, że wiatr cały czas w oczy. Dobrze, że to mija :)

      Usuń
  5. Nigdy nie myślałam, że prawa Murphy'ego są dla pesymistów. Wręcz przeciwnie, one są dla optymistów ze zdrowym podejściem do siebie, świata i tego, co nam się przytrafia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przede wszystkim ich lektura poprawia mi humor :)

      Usuń
  6. Bardzo fajnie się czytało ten wpis :). Uśmiałam się :). Twój blog to naprawdę miejsce, gdzie zawsze mogę doładować baterie. Dzięki za to!

    OdpowiedzUsuń
  7. Te prawa Murphy'ego są mi w pewnym sensie bliskie. Zawsze zanim się za coś wezmę, to biorę pod uwagę ten gorszy scenariusz, a dopiero później lepszy.
    A o złośliwości rzeczy martwych, to bym mogła dużo pisać..np zawsze, gdy mam coś ważnego do wydrukowania, to akurat albo psuje się drukarka, albo kończy tusz, albo komputer wariuje. Już tyle razy miałam z tym przygody, że się przyzwyczaiłam heh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo, nawet nie w tym sensie, że ma się nie udać, tylko po prostu wolę brać pod uwagę najgorszy scenariusz, żeby mnie później nic nie zaskoczyło :)

      Usuń
  8. No nieźle się ubawiłam czytając :)
    U mnie najczęściej się zdarza na powietrzu lecący dym z papierosa, gdziekolwiek bym nie usiadła to zawsze leci w moją stronę, może dlatego że nie palę i denerwuje mnie dym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi, że mój M. jest nawróconym, byłym palaczem, a jak mówią, ci nawróceni są najgorsi. Tak się wnerwia z powodu lecącego na niego dymu, że potrafi wykłócać się w ogródkach piwnych ;)

      Usuń
    2. Hahahaha ja też kiedyś paliłam, a teraz jestem niepaląca :D

      Usuń
  9. Dobre :) Współczuje tej wycieczki do ZUS-u.
    Bardzo często kiedy stoję w kolejce do kasy, jest tak że Pani musi zmienić rolkę, albo kończy się jej zmiana. Jeszcze bardziej lubię, kiedy cała kolejka czeka aż ktoś na sklepie znajdzie cenę produktu.
    A moim hitem są pękające reklamówki za kasami :). Kiedyś jedna Pani widząc mnie w takiej sytuacji podarowała mi swoją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w sklepach, w pracy i jeszcze na przystankach autobusowych prawa M. uaktywniają się najbardziej ;)

      Usuń
  10. Ja na przykład tak mam że jak od dłuższego czasu wszystko się dobrze układa to jestem niemal pewna że coś się zepsuje i faktycznie się psuje. Zawsze wtedy przeklinam że za długo dobrze było. Taka sytuacja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, to jedno z przeczuć, które czasami mnie nawiedza, drugie dotyczy śmiechu - kiedy dopada mnie głupawa, to od razu przychodzi myśl, że zaraz COŚ się wydarzy. I nie wiem, czy to nie głupie ziarno przesądu, zasiane kiedyś we mnie przez babcię. Zawsze mi tak krakała, a teraz próbuję to od siebie odczepić. No bo skąd u normalnego człowieka myśl, ze coś musi się zepsuć, żeby była równowaga. Przecież może być cały czas dobrze i wesoło, tylko trzeba w to wreszcie uwierzyć :)

      Usuń
  11. Hmm... sama nie wiem co myśleć o tym Murphym... Z jednej strony warto być przygotowanym na najgorsze (albo wziąć się porządnie do roboty), a z drugiej czasem takie myśli właśnie przyciągają niekorzystne wydarzenia. Ja chyba jednak zostanę przy typowo pozytywnym myśleniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam taką prawidłowość, że pech przydarza mi się, kiedy mam niespokojny, rozbiegany umysł, ale czasami tak już bywa, że trudno się opanować:) Jestem jak najbardziej ZA pozytywnym myśleniem, jednak zawsze wolę przewidzieć każdą sytuację i od razu zaplanować posunięcia awaryjne, jak mówią "ufaj Bogu, ale samochód zamykaj" :) Chyba moje myśli wymagają jeszcze sporo pracy...

      Usuń
    2. Jeszcze raz wszystko przemyślałam i zdecydowanie jestem za planowaniem pragmatycznym - wg mnie to nie jest pesymizm, bo przecież nie zakładam, że mi się nie uda. Wręcz przeciwnie! Zakładam, że musi się udać, a ja dokładam wszelkich starań, żeby tak się stało :)

      Usuń
  12. O kochana, mam ich tyle że trudno zliczyć. Namolne zwarcia w najmniej spodziewanym momencie, pobity żyrandol podczas mycia, potłuczone jajka po przyniesieniu do domu... Kiedyś miałam jechać na praktykę z kursu szczepień ok 60km, bo u nas to było niemożliwe. Jechałam po 12godzinnej nocce w pogotowiu, wybrałam się w listopadzie w zamszowych 12km szpilach do busu, po drodze spadło mnóstwo śniegu, bus przez to jechał ponad 2 godziny, wysiadłam z koleżanką, oczywiście zaliczyłam pięknego orła idąc do celu. Na miejscu pani powiedziała że niepotrzebnie jechałyśmy w taką pogodę, mogła nam zaliczyć bez niczego, składając podpis. Zaproponowała nam herbatę na rozgrzewkę ale my chciałyśmy szybko do domu... wróciłyśmy na przystanek, tam 2 godziny czekania na powrotny bus, nic nie jechało jak na złość. Jak przyjechał autobus, oczywiście z przesiadką, w końcu dotarłam do domu wyziębiona, chora z perspektywą pierwszej zmiany 12godzinnej oczywiście za 2 dni. Żeby było fajnie, zmiany na hucie, zaczynają się od 6 rano gdzie też się dojeżdża. :D Kurs zaliczony, zdany, niestety w konsekwencji innej choroby, brak zdolności do pracy. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też niezły maraton zaliczyłaś :) I teraz tak sobie myślę, skąd się to bierze i czemu służy. Wcześniej było o pozytywnym myśleniu, a może w takich przypadkach coś robimy, ale tak naprawdę jesteśmy na "nie"? A może nie ma na to żadnego wytłumaczenia - więc śmiejmy się, bo mimo wszystko ostatecznie i tak wydaje się to śmieszne :)))

      Usuń
    2. Śmiech to jest najlepszy wynalazek i lekarstwo na wszystko. :) No może nie zawsze, ale prawie zawsze. :)

      Usuń
  13. Dziękuję za komentarz. A okolice były ale Błonia :)
    Pozdrawiam i zapraszam
    www.antymarka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Muszę przyznać, że nie jestem osobą, która popiera w jakikolwiek sposób myślenie negatywne. :) Wiem, że myśląc w ten sposób można się uchronić przed wieloma wypadkami, ale można to zrobić również bez tego pesymistycznego nastawienia. No i tutaj pojawiają się te prawa, które dodają nieco zabawy naszemu pesymizmowi. :) Kiedy nadaje się tym prawom bardziej humorystyczny wydźwięk można tutaj żartobliwie porównać te je do rysopisu naszego rodaka jak postrzega swoją rzeczywistość. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie te prawa przede wszystkim brzmią jak dobry żart i tego się trzymajmy :) Natomiast dyskutowałabym ze wszystkimi, którzy twierdzą, że przewidywanie różnych zwrotów akcji podczas planowania czegoś, jest postawą negatywną. Przecież ja nie zakładam, że się nie uda - wtedy nie miałaby po co zaczynać! Dla mnie to bardziej pragmatyzm :)

      Usuń
    2. Oczywiście i ja biorę pod uwagę pragmatyzm, np. wyjeżdżając na wakacje zabieram apteczkę: plastry, wodę utlenioną, leki na przeziębienie, zatrucie pokarmowe. Ale nie popadam w paranoję i jak moja koleżanka nie zabieram ze sobą nad morze na wakacje parasola, kaloszy, płaszcza przeciwdeszczowego i dwóch kurtek wiatrówek. :D Jak będę mieć pecha z pogodą, to trudno, parasol i jedna kurtka musi wystarczyć. :D

      Usuń
    3. Też miałam na myśli zdrowy pragmatyzm, oczywiście :) A takiego chorego pragmatyzmu to napatrzyłam się z bliska. Znane mi małżeństwo spało w swojej sypialni z ośmioletnią córką, jej łóżko stało w "nogach" ich łóżka. Bo córka się rozkrywała i mogła się przeziębić ;) To działo się naprawdę!

      Usuń
  15. ja mam całą książeczkę z tymi prawami ;-) czasami to są na prawdę podbudowujące ;) A zasadę, że jutro będzie gorzej to chyba każdy z nas czasami ma w głowie i nie potrafi się jej pozbyć w chwili kryzysu. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się czy nie kupić sobie takiej książeczki, ale jeśli w środku są tylko same prawa, bez komentarzy, to raczej nie. W necie znalazłam stronę, gdzie są chyba wszystkie. Prawa są rozweselające, nawet, kiedy czasami mam niefart i przypomnę sobie któreś, to aż mi się lżej robi. A jutro to ZAWSZE BĘDZIE LEPIEJ, serio. Choćby się waliło i paliło to tylko tak myślę i to trzyma mnie przy zdrowych zmysłach :)

      Usuń
  16. ha ha prawa Murphyego sa takie prawdziwe! ;P normalnie jakby czytał mi w myślach =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo czasami jak się wali, to na całego! Zważywszy na ich popularność i mnogość osób dopisujących kolejne, można założyć, że wszystkich czasami dotyka niemoc i złośliwość rzeczy martwych :)

      Usuń
  17. W tych prawach ewidentnie coś jest :D i fakt, są mega prawdziwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomijając całą filozofię dotyczącą postępowania podczas osiągania celów (każdy ma swoją i dobrze, d..ę też każdy ma swoją), prawa są the best. Wszyscy od czasu do czasu jesteśmy pechowcami ;)

      Usuń
  18. Jakie prawdziwe są te prawa:D
    "Uśmiechnij się...jutro będzie gorzej" - świetne wprost :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku myślałam, że to co cytujesz, jest na wskroś przesiąknięte pesymizmem, ale i z niego da się coś wykrzesać: ciesz się chwilą, śmiej się, wykorzystaj okazję :)

      Usuń
  19. Nie wiem czy to z praw Murphiego, ale jako, że znam się jako tako na komputerach i czasem ludzie pytają co kupić, co jest z ich komputerami, czy komórkami nie tak zdarza mi się odpowiadać "Co się może popsuć - to się musi popsuć". Między innymi dlatego nie wierzę w żadne gwarancje sprzętu technicznego. Wszystkie gwarancje obejmują takie usterki, które się po prostu nie zdarzają podczas okresu gwarancyjnego. Natomiast tydzień po ustaniu gwarancji już tak :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nigdy bym nie przypuszczała, że jak nie idzie mi coś po myśli to jest na to uzasadnienie :)
    Obecnie nie mogę sobie nic przypomnieć. Ale jak przyjdzie coś do głowy to napiszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego to ludzie nie wymyślą :) Polecam lekturę Praw, ale tak bardziej dla poprawy humoru, niektóre twierdzenia wyglądają jak z życia wzięte.

      Usuń
    2. Jak np. Wracałam z integracji a raczej nie wróciłam, bo mi padło kompletnie sprzęgło to obwiniałam dzień, to był piątek 13-go. A dzień wcześniej jechałam i coś mi nie pasowało... a wina spadła po dogłębnych analizach na warsztat co mi po wypadku samochód robił :)
      Innym przypadkiem, jest chyba mój facet. Gdy u mnie ksiądz chodził, niestety musiałam iść do pracy, i został sam, nie chciał to go nie wpuszczał. U rodziców swoich też się jakoś wywinął. U moich go jednak dopadł ;)

      Usuń
  21. E tam Prawa Murphy'ego. Ludzie po prostu szukają wyjaśnienia/pretekstu by na coś zwalić swój pech, a to zwykły przypadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to też jest taka próba "oswojenia" pecha czyli splotu nie dających się przewidzieć, dziwnych wypadków. Dzięki Prawom łatwiej jest się z pecha śmiać.

      Usuń
  22. Najbardziej rozwalił mnie punkt "Matka Natura jest suką". Myślę, że to o czym napisałaś zdarza nam się często, ale punkt widzenia zależy właśnie od punktu siedzenia:D także ja nawet czekając w kolejce, która na początku wydawała się krótsza, a nagle się wydłużyła w magiczny sposób, jakoś sobie daję radę myśląc pozytywnie o czymś miłym:D ale jasne, że zdarzały się też "grubsze" sytuacje gdzie jak kostki domina jedna sytuacja nakręcała drugą. ale ja ich nie pamiętam i bardzo dobrze:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten punkt jest faktycznie trudny do interpretacji, w dalszej części (trzeba było kliknąć link) znalazłam jeszcze taką perełkę: "Ci którzy potrafią - robią. Ci, którzy nie potrafią - uczą. Rozwinięcie Martina: Ci, którzy nie potrafią uczyć - zarządzają."

      Usuń
  23. ach, ten Murphy to był mądry :D "uwielbiam" te jego prawa, najgorzej, jak coś mi się zgodnie z tymi prawami zaczyna pieprzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawa mnie rozbrajają - nawet kiedy rzeczywiście pech się przyplącze, to aż lżej na duszy się robi, kiedy sobie o nich przypomnę :)

      Usuń
  24. Cudnie wzbogacasz naszą blogową społeczność. Dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  25. Jak będę miała pechowy dzień to będę go tłumaczyć właśnie tym prawem :D Swoją drogą prawo Murphy'ego nawet mnie śmieszy, jak ludzie znaleźli ciekawe wytłumaczenia każdej pechowej sytuacji w życiu. :) Ale ja patrze optymistycznie, choć z niektórymi punktami tego prawa bym się zgodziła :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam autorów za spostrzegawczość, wyłapali tyle sytuacji. Na szczęście tak na prawdę to nie są prawa - nie zawsze przecież to wszystko działa, bo czy matka natura zawsze jest suką ;)

      Usuń
  26. heh, no pewnie i nie raz mi się zdawało, że wszystko przeciwko mnie... Jednak jestem niepoprawną optymistką i nawet, jeśli coś idzie nie tak, wiem, że to było po coś, by było lepiej i zawsze na coś się zda;)

    pozdrawiam serdecznie
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ja też tak mam, nawet jeśli dzień jest tak naprawdę do d..y, to i tak zawsze tłucze mi się po głowie, że zła passa wkrótce minie i spadnę na "cztery łapy" :)

      Usuń
  27. Słyszałam nieraz o prawach Murphy'ego... ale żeby doszukać się w nich optymizmu?! To ci dopiero! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonały przykład na to, że każda sprawa może być ujęta wg różnych punktów widzenia. W zależności od tego jak się patrzy, tak się widzi ;)

      Usuń
  28. Kolejne wariacje praw Murphy'ego są zabawne i takie prawdziwe, bo każdy kiedyś doświadczył takiej drogi pod górkę, ale chyba nigdy nie odbierałam ich jako "wyznania pesymisty". Wydaje mi się, że to przede wszystkim działa na zasadzie skupienia na danej rzeczy, siły myśli i samospełniającej się przepowiedni. Wiec praw a Murphy'ego są jak najbardziej pozytywne, bo pokazują nam jaką mamy moc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też brzmią właśnie zabawnie i prawdziwe, a pech towarzyszy ludziom od zawsze i jak widać dla niektórych jest nawet inspiracją :)

      Usuń