piątek, 21 lutego 2014

Dlaczego chorujemy - jeszcze jedna teoria

Często żyjemy wbrew naturze, wbrew naszym chęciom i pragnieniom. Poświęcamy się dla kariery czy pracy, która ma nam przynieść coraz więcej pieniędzy, a zaniedbujemy rodzinę i tracimy równowagę psychiczną. Czasami taki wybór to w naszych polskich warunkach po prostu konieczność - na zwiewnej ideologii zupy się nie ugotuje.

menstream.pl
Wierzę, że istnieje związek pomiędzy sferą psychiczną naszego życia - tym czy jesteśmy szczęśliwi, czy jest nam dobrze, a naszymi cierpieniami fizycznymi, dolegliwościami serca, układu oddechowego, pokarmowego, alergią. Nasze ciało odpowiada na to, co się dzieje w naszych emocjach. Przykłady? Pacjenci, którzy cierpią na chorobę nowotworową, a są pogodni, żyją dwukrotnie dłużej od tych, którzy popadają w depresję. U chorujących na depresję rozwija się wiele chorób somatycznych.

Czy zdarzyło się Wam przeżywać okresy, kiedy doświadczaliście ciągłego niepokoju, napięcia i było to jak choroba? U mnie pojawiały się one w ciągu ostatnich lat dość często, moje życie było pogmatwane, myślałam, że żyję w piekle: nowa, stresująca praca, wymagająca ciągłej dyspozycji, godziny nadliczbowe, a po powrocie do domu drugi etat - wszystko na mojej głowie (bo małżonek akurat przeżywał kryzys i pomagał sam sobie) w tym dwoje dzieci domagających się uwagi, kiedy ja na pysk już padałam. Weekendy wcale nie przynosiły ulgi, po wyczerpującym tygodniu pracy, często już w sobotni poranek dopadała mnie migrena i tak potężny spadek energii, że ruszyć się nie dawałam rady. Robiłam się słabsza z tygodnia na tydzień. W pewnej chwili wyczerpana pomyślałam, że oddam wszystko za spokój - KRÓLESTWO ZA SPOKÓJ!

Własne doświadczenia, choćby bolesne, potrafią dużo nauczyć, a edukacja zdobyta własnym kosztem na trwałe zapisuje się w mózgu. Dzięki nim wiem, że jednym z kluczowych elementów naszego zdrowia jest prawidłowa relacja z samym sobą, której najpełniej można doświadczyć jedynie w samotności. Będąc sam na sam ze sobą i swoimi myślami mamy szansę odkryć prawdziwą siebie, swoje potrzeby i swoje gorzkie żale oraz doświadczyć prawdziwego spokoju. Zastanówmy się ile takich intymnych chwil spędzamy w ciągu doby - prawie przez cały czas otaczają nas ludzie (kochana rodzina jak najbardziej się zalicza), ciągle też otaczają nas różne absorbujące dźwięki i wrażenia wzrokowe, a nasze myśli szybują od tematu do tematu, od przeszłości do przyszłości. Klasyczna gonitwa myśli - w takim stanie, nawet gdybyśmy się bardzo starali, nie odpoczniemy.

Moja propozycja to znalezienie gotowości i czasu, aby każdego dnia pobyć kilka minut w ciszy tylko ze sobą, przy czym wcale nie musi to być podręcznikowa medytacja, do której trudno się zabrać, bo niektórych sama nazwa odstręcza. Wystarczy, jeśli poświęcimy kwadrans rano na spokojne, świadome wypicie kubka herbaty lub po powrocie z pracy na popołudniową drzemkę, która pozwoli odciąć się od nagromadzonych wydarzeń. Wieczór też może być idealną porą na znalezienie tych kilku naprawdę zbawiennych minut. Od tego nasze życie nie stanie na głowie, a wręcz przeciwnie, nabierze nowej jakości. Bardzo łatwo nauczymy się, że chwila świadomego odpoczynku, bez gonitwy myśli, naprawdę relaksuje i jednocześnie dodaje energii. W ciszy możemy usłyszeć samych siebie, dlatego nie nudźmy się ciszą, nie zakłócajmy jej bez przerwy ulubioną muzyką czy serialem - siebie też czasami warto posłuchać, a to może stać się impulsem do zmiany - zawsze na lepsze!

A kiedy całe ciało i umysł krzyczy STOP, nie poddawajmy się presji gapiącego się na nas brudnego prania czy listom spraw do załatwienia, po prostu dajmy sobie wolne - czas tylko dla siebie i nie ma, że to niemożliwe. Tak jak samochód na pustym baku daleko nie ujedzie, tak też i my też musimy dbać o odnowienie naszej energii. Doświadczyłam, co oznacza wyeksploatowanie i nie zamierzam tego powtarzać. Dzisiaj potrafię odpoczywać wiedząc, że na suszarce czeka nie zebrane pranie, bo wiem, że ja jestem ważniejsza od tej kupki szmat.

Chorujemy, bo zaniedbujemy siebie jako całość, a każda choroba to niepotrzebna strata naszego życia. Już dzisiaj róbmy wszystko, żeby do tego nie doszło, po co uczyć się na własnych błędach, skoro już dużo wcześniej ktoś za nas odkrył zasady. I pamiętajmy - nie istnieją żadne usprawiedliwienia na bycie dla siebie okrutnym.



74 komentarze:

  1. Gaja, zgadzam się z każdym słowem :-) mądrość przez ciebie przemawia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że jak zwykle okupiona własną szkodą ;)

      Usuń
    2. oj tam, od razu szkodą.
      nie ma tego złego :-)

      Usuń
  2. Jeśli człowieka męczy jego życie (praca, rodzina, dom) trzeba to zmienić. Ale nie rzucać tego do razu, tylko właśnie przegrupować to. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak i to koniecznie! Zmęczenie życiem paskudnie odbija się na zdrowiu i samopoczuciu. Zawsze jest jakieś wyjście, tylko trzeba poszukać i działać :)

      Usuń
  3. Gaja nic dodać, nic ująć.
    Podpiszę się pod Kate, mądra z Ciebie kobieta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak myślisz :) ale wolę za bardzo się tym nie cieszyć. Ilekroć wydawało mi się, że osiągnęłam już najwyższy szczebel rozwoju, zaraz nadarzała się okazja by to sprawdzić i okazywało się, że niestety ciągle muszę się uczyć ;)

      Usuń
  4. Napisałaś tyle mądrych słów, że nic już nie mogę dodać...
    Mnie stress o mało nie zabił... Ostatnie kilka lat było koszmarem, ale ostatnio już wszystko powoli się normuje więc mam nadzieję że i ciało na tym zyska...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy byłam młodsza, moje ciało aż tak bardzo nie reagowało na stres, jak teraz. Zdarzenie z ostatniej chwili: tydzień temu w weekend przeżywałam trudne chwile (spora nerwówka, dużo niepotrzebnych emocji). W poniedziałek nie byłam w stanie pójść do pracy, zaczęło mnie łamać, okazało się, że mam zapalenie krtani. To nie jest odosobniony przypadek. Moje ciało nie znosi stresu i zawsze podobnie reaguje na kryzysy emocjonalne. Nie ma wyjścia, muszę znaleźć jakiś sposób, żeby aż tak się nie przejmować, bo kiedyś naprawdę się wykończę!

      Usuń
  5. Miałam tak już kilka razy, teraz mój mały azyl to czas na kawę i 15 min. dla siebie. Na każde pytanie przy piciu mojej ulubionej kawy w ulubionej filiżance odpowiadam: za 15 min.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie, w domu wszyscy muszą się nauczyć szanować nasz wolny czas. Niestety, sami nie wpadną na to, że my też jesteśmy tylko ludźmi i potrzebujemy regeneracji więc muszą być przez nas wyraźnie informowani. W końcu się przyzwyczają ;)

      Usuń
  6. Zgadzam się z Tobą w 100% choroba fizyczna jest wynikiem "ogólnego zaniedbania zdrowego stylu życia", przepracowania się oraz STRESU.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi mówi, że to prawie w 100% prawda, na takiego przykładowego raka też pracujemy przez lata, prawie, bo mam jedną wątpliwość - chorują na to dzieci i to jest zastanawiające.

      Usuń
  7. Sama prawda w tym co napisałaś. Też widzę u siebie związek pomiędzy stanem psychicznym, a zdrowiem fizycznym. I tak trudno czasem w natłoku obowiązków o siebie zadbać, a człowiek bierze się za siebie dopiero gdy osiąga moment krytyczny :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda to prawda, dopóki jeszcze da rady się ruszać, to zwleka się z wyra i idzie do pracy. A przecież wszyscy wiemy, że ciało wysyła sygnały w postaci zmęczenia, bólu czy choroby na które należy reagować. Każdy jest mądry po szkodzie ;)

      Usuń
  8. Dobrze napisane. Choć niestety to bardzo trudne, by nie dać się ponieść temu szalonemu tempu dzisiejszego świata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szaleństwo jest, to prawda. Bardzo zauważam różnicę w jakości mojego codziennego życia, kiedy przyjeżdżam na kilka dni do mamy, na wieś. Na początku jestem zestresowana, że nic się nie dzieje, niczego nie muszę, potem poddaję się powolnemu rytmowi dnia i naprawdę odpoczywam :)

      Usuń
  9. Dokładnie. Teraz świat pędzi a my razem z nim, nie dbając o siebie a tym bardziej o innych. Podstawą do szczęścia jest spędzanie chwili czasu z samym sobą... Niestety teraz bardzo ciężko o to...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie rozumiem co się z tym czasem porobiło, albo po prostu pęd mamy zakodowany w umysłach. Przecież każdy posiada urządzenia ułatwiające pracę w domu, poruszamy się prywatnymi samochodami, a mimo to każda minuta dnia zajęta. Już nie pamiętam co to nuda:)

      Usuń
  10. też uważam, że istnieje związek pomiędzy sferą psychiczną, a fizyczną naszego życia

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo trafnie to napisałaś... zgadzam się w 120% z takim podejściem, tylko nie wiem, czy tak każdemu uda się bez własnego doświadczenia... bo nam się zawsze wydaje, że my damy radę;)

    pozdrawiam...
    a wiesz, że pochodzę z bydgoszczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się myśli, aż do momentu, kiedy padamy na "pysk" ;) Łatwiej jest mi pisać takie mądrości, bo nie mam już dzieci pod opieką, ale kiedyś było inaczej. Pamiętam, że nawet taki przysłowiowy kwadrans wtedy wydawał się często nierealny ;)

      Usuń
  12. Cisza i spokój - to jest to, co lubię ;] Ja chyba aż za dużo czasu spędzam sama ze sobą. W ogóle jestem typem samotnika więc to pewnie dlatego.
    Zgadzam się z tym, co napisałaś. Sama po sobie widzę, że jak się stresuję, jak jestem zła, jak nie ułożę sobie wszystkiego po swojemu w głowie, to łatwiej popadam w chorobę.
    No i świetny przykład podałaś z chorobą nowotworową, chociaż myślę, że to dotyczy każdej choroby - nasze nastawienie, podejście do sprawy ma ogromny wpływ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też raczej jestem typem, który musi mieć przestrzeń tylko dla siebie. W pewnym okresie mieszkałam z mężem i dwójką małych dzieci w dwupokojowym mieszkaniu, a nasza sypialnia będąca jednocześnie salonem, stanowiła pomieszczenie przechodnie do pokoju dzieci i kuchni i wyjścia. To był koszmar. Ratowałam się w taki sposób, że męża zostawiałam z dziećmi, a sama szłam nad samotny spacer brzegiem Zalewu Zegrzyńskiego.

      Usuń
    2. Taki spacer czasami bywa niezastąpiony ;)

      Usuń
  13. Dziękuję za komentarz na moim blogu :)

    Jeżeli chodzi o zamawianie-
    -można zamówić na stronie (jutro dodam kilka nowych produktów)
    http://srebrnaagrafka.pl/sklep/lex
    -lub napisać co być chciała na maila

    OdpowiedzUsuń
  14. ciekawe pytania.. na pewno ich nie pominę :)


    a co z poświęcaniem się dla rodziny, a zaniedbywanie edukacji, kariery itd?
    niestety takie objawy, niepokój pojawiają się systematycznie - przed sesją
    niektóre doświadczenia zbyt boleśnie potrafią nauczyć nas życia
    ja tych kilka minut zawsze mam wieczorem, tuż przed snem :) etedy i czas na refleksje i plany bliższe lub dalsza oraz marzenia (chyba, że już usnę)
    może ze mną nie będzie tak źle zwłaszcza, że czas na wysokich obrotach się zapowiada
    a bycie dla siebie okrutnym za nieprzestrzegnie diety albo wylegiwanie się przed TV przez 3 godziny zamiast ćwiczenia 30min?

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieto, milion myśli przeskoczyło właśnie przez moją głowę ;) Ja najchętniej wybieram 15-30 min. po pracy, później robię sobie coś na ciepło i dalej mam energię do działania. Próbowałam wyciszać się przed snem, ale zawsze w trakcie usypiałam ;)

      Usuń
  15. Kurczę, na świecie jest tak, że zawsze do czegoś dążymy, ale mało kiedy jest tak, że ludzie dążą do założenia rodziny. Nie wyobrażam sobie tego, kiedy będę musiała już normalnie pracować i wiecznie do czegoś dążyć. To jest smutne. W Polsce dziwią się, że wszyscy chcą się dorobić, a dopiero potem zakładać rodziny. Gdyby były inne realia, to mogłabym zostać "matką Polką" i rodzić dzieci, ale chyba nigdy tak się nie stanie. Wybacz mi moje wywody, bo odbiegłam od tematu. :D
    Ale pierwsze zdania skłoniły mnie właśnie do takiego komentarza. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodzi i wykształceni ludzie rzeczywiście zastanawiają się 5 razy zanim założą rodzinę i wreszcie zdecydują się na dziecko. Nawet kiedy już to mają to i tak pracują i pracują, żeby mieć jak najwięcej. Znam pewnego świetnie sytuowanego chirurga, który mimo, że ma już w moim przekonaniu wszystko, do domu wraca ok. 22-giej z różnych dodatkowo płatnych zajęć, by od rana pojawić się na dyżurze w swoim szpitalu. I o czym to świadczy? Pieniądz przysłania nam oczy, czy go nie mamy, czy w nim się taplamy. A z tym zakładaniem rodziny to może być też tak, że jak się znajdzie rodzina, to i znajdzie się pomysł na życie ;) Choć nie zawsze luksusowe, o czym ja mówię, dostatnie by wystarczyło.

      Usuń
  16. Szczerze mówiąc już od lat się oszczędzam :)
    Jak miałam koło 30-tki wtedy zasuwałam 7 dni w tygodniu. Teraz się lenię - wstaję o której chcę, pracuję kiedy chcę. Dość się natyrałam na 4 etatach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo też prawda jest taka, że w "pewnym wieku" siły i energii jest coraz mniej. Powoli, ale jednak, nasza witalność spada, stąd częściej myślimy o sobie. Dobrze, że mogę sobie na to pozwolić bez wyrzutów sumienia, a co mają powiedzieć te kobiety, które po czterdziestce wychowują małe dzieci?

      Usuń
  17. zgadzam się z Tobą, bardzo często jest tak, że coś jest nie w porządku, psuje się i wtedy jestem " chora", u mnie bardzo szybko następuję na szczęście przypływ nowej energii, ale czy wszystko jest dobrze... właśnie często niestety nie, tłumię to co mnie boli, bo nie mam odwagi wykrzyczeć, że jest źle, że nie daję rady i że chcę pożyć przez chwilę inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo właśnie chodzenie do pracy, kiedy całe ciało krzyczy "muszę odpocząć - jestem chora". Zauważyłaś, że nawet w reklamach lansowany jest schemat: boli, weź pigułkę i pracuj dalej!?

      Usuń
  18. dokładniej :) a dokładniej... Finanse i Rachunkowość
    wiem coś o tym. ja szukam już roboty ponad rok :/
    taaa... odnajdywanie szczęścia w jakiejś czynności to już bardzo dużo...

    OdpowiedzUsuń
  19. "Dzisiaj potrafię odpoczywać wiedząc, że na suszarce czeka nie zebrane pranie, bo wiem, że ja jestem ważniejsza od tej kupki szmat." ...Jejku zazdroszczę ! ja się jeszcze tego nie nauczyłam zazwyczaj mam chwilę dla siebie zaraz po tym jak pozmywam, posprzątam, poukładam ... dopiero wtedy się odprężam i wiem że mogę spokojnie usiąść i się zrelaksować z kubkiem kawy, patrzeć jak słonko wpada do mojego czyściutkiego mieszkanka ... może komuś może wydać się to chore ale niestety tak mam, tak zostałam wychowana najpierw obowiązek potem przyjemność. Czasem jednak chciałabym mieć większy luz i zazdroszczę ludziom którzy piją kawę podczas gdy w kuchni piętrzą się naczynia ...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię, bo tak samo nie znoszę bałaganu, ale oderwanie się na 15-30 minut tak naprawdę niczego nie zaburza, to tylko nasz nakręcony umysł szaleje. A kiedy odpocznę, to przynajmniej mam więcej energii na resztę dnia i nie włóczę się po domu jak zombi:) Kiedy działałam wg Twojej taktyki, to z reguły tupanie nie miało końca, bo ciągle natrafiałam wzrokiem na coś, co nie pozwalało mi usiedzieć. Teraz siedzę i dobrze. Skoro w domu mieszka 4 osoby i nikomu więcej nie przeszkadza nieporządek, to i ja się do nich dopasuję.

      Usuń
  20. Oj dałaś mi do myślenia. Ostatnio ciągle żyję jak w piekle ciągle czymś się martwię. A później człowiek myśli skąd te choroby. :) Na jutro rezerwuję sobie trochę luzu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Ci się udało przegonić zmartwienia. Już Kochanowski wieki temu pisał:
      "Ale kogo gryzie mól zakryty,
      Nie idzie mu w smak obiad obfity;
      Żadna go pieśń, żadny głos nie ruszy,
      Wszystko idzie na wiatr mimo uszy.
      Dobra myśli, której nie przywabi,
      Choć kto ściany drogo ujedwabi,"
      :)

      Usuń
  21. Moja mama zawsze mówi: Jesli Ty o siebie nie zadbasz to kto???
    I to święta racja Czy jak nie zetrę kurzu pod łóżkiem przez jeden dzień to świat się zawali? Zgadzam się Gaju z tym co napisałaś .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo ludzi mówi "nie potrafię odpoczywać, kiedy widzę to czy tamto", też tak mówiłam, i wiem, że to bardzo wciągające. Ale jak powiedział Henry Ford: "Jeśli myślisz, że potrafisz, czy też myślisz, że nie potrafisz, w obu przypadkach masz rację”.

      Usuń
  22. rewelacyjny post :)
    ja żyję w ciągłym stresie, od kiedy pamiętam ;) już się pogodziłam z tym, choć z zazdrością patrzę na mojego brata, który jest spokojny i "wyluzowany" ;)
    niestety to co siedzi w mojej głowie odbija się na zdrowiu...
    powinnam nauczyć się, że ja jestem najważniejsza. w obecnej chwili nie zaznam spokoju, gdy pranie czeka ;)
    a co do relaksu, najlepiej odpoczywa mi się w ciszy, ale nie w samotności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam na myśli bycie sam na sam ze sobą, to jest np. wyjście do drugiego pokoju. Nie jakąś zupełną samotność. Jednak warunek bycia samą w tym momencie jest dla mnie ważny. Może to efekt bycia jedynaczką, albo taki charakter, ale ciągle przebywanie w grupie męczy mnie i po pewnym czasie potrzebuję "izolatki", a przynajmniej, żeby nikt do mnie nie mówił ;)

      Usuń
    2. źle to napisałam. wiem co miałaś na myśli :) chodziło mi o to, że wolę być wtulona w mojego M. niż siedzieć sama np w drugim pokoju :) lubię słyszeć innych i sama lubię mówić ;) dobrze, że jak jestem sama w domu to świnki morskie kwiczą ;) cisza mnie chyba przygnębia.

      Usuń
    3. a jeśli nie słyszeć, to chociaż czuć, że ktoś jest obok.

      Usuń
    4. Jestem w stanie Cie zrozumieć - każdy z nas (na szczęście) jest inny - moja córka ma podobnie jak Ty. Kiedy wracam do domu, a ona już tam jest, to najczęściej w salonie jest włączony telewizor. Na początku wkurzałam się, że to głupie, ale w końcu zrozumiałam, że ona tak musi. Jest niezwykle towarzyska osobą i jeśli już naprawdę nie ma możliwości rozmawiać, to przynajmniej musi słyszeć ludzkie głosy, nawet jeśli dobiegają one z telewizora :)

      Usuń
  23. Zgadzam się z tym że ludzie chcą mieć dużo pieniędzy a zaniedbują wszystko do okoła ;/

    endrie-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co najciekawsze, nigdy nie powiedzą "dość, mam już wszystko", a przynajmniej znakomita większość tak nie zrobi, bo od czasu do czasu słyszy się o ludziach, którzy zostawiają miasto i karierę, a osiedlają się gdzieś na zapadłej wsi, żeby wieść życie zgodne z naturą :)

      Usuń
  24. "Myśl o chorobie, a będziesz chory. Myśl o zdrowiu, a będziesz zdrowy." :) Ja mam mniej więcej takie podejście do zdrowia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dobre :) Zauważyłam nawet, że choroba szybciej mija, kiedy nie koncentruję się za bardzo na objawach. Na pewno nie można odmówić całkowitej racji temu stwierdzeniu, choć myślę, że wiele osób mogłoby próbować je podważyć. Jednak bezsprzecznie nastawienie odgrywa dużą rolę w naszym życiu...

      Usuń
  25. Bardzo mądry tekst! Zdanie z kupką szmat, która nie jest ważniejsza od nas jest bardzo trafione! Temat zdrowia jest tematem bardzo ważnym w moim życiu ze względu na przygody ze zdrowiem, które doświadczyłam na własnej skórze będąc w młodym wieku. Stałam się przez to chodzącą hipochondrią, z której dopiero całkiem niedawno się wyleczyłam. Wszystko zaczyna się w naszej głowie i chore myśli, jakoś życia i cała reszta o której napisałaś przyczyniają się w dużej mierze do chorób. Szkoda tylko, że ludzie wolą wierzyć w to, że lepiej wziąć pięć pigułek na ból głowy niż poszukać przyczyny bólu ale to oczywiście jeden z miliarda przykładów. dbania o siebie chyba powinni uczyć w szkole:D
    pozdrawiam pozytywnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspomniałam już pod jednym z komentarzy, wystarczy przyjrzeć się reklamom - padamy z nóg? Nic nie szkodzi, bierzemy tabletkę i znów jesteśmy na chodzie, nie będziemy przecież przerywać pracy z powodu czegoś tak błahego jak ból. Jaką postawę się kreuje? Właśnie braku poszanowania dla własnej osoby, bo właśnie to, że boli powinno zmusić nas do zatrzymania.

      Usuń
  26. Pozytywne myślenie przede wszystkim :) Tym naprawdę wiele można zdziałać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również jestem jego fanką, chociaż czasami ciężko przychodzi, ale to lepsze niż narzekanie i chorowanie :)

      Usuń
  27. Żeby to było jeszcze takie proste w codziennym życiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest,wiem. I przyznam szczerze, że jeszcze kilka lat wcześniej popylałam jak motorek na oparach paliwa. Dopiero, kiedy odpadły mi obowiązki związane z dziećmi, wreszcie mogłam częściej stawiać na zdrowy i rozsądny styl życia. Masz racje, nie wiem dlaczego, ale jest to cholernie trudne, co nie oznacza, że jest niemożliwe.

      Usuń
  28. Powiązanie formy psychicznej z fizyczną to nie teoria, a fakt. Oczywiście nie jest to jedyna kwestia i istnieją setki chorób w ogóle nie zależnych od naszego samopoczucia, jednak długotrwały, silny stres potrafi bardzo wyniszczyć organizm. Widać to szczególnie po osobach wykonujących niektóre "ekstremalne" zawody.
    Jednak w przypadku większości ludzi jest to kwestia zaniedbania i złej organizacji czasu bez chwili dla siebie.
    Odpoczynek, o którym piszesz, jest bardzo ważny. Ja też chyba nie umiałabym zabrać się za medytację z prawdziwego zdarzenia (zresztą wcale nie uważam jej za potrzebną), jednak nie wyobrażam sobie życia w ciągłym biegu, bez chwili wytchnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że to często wypowiadane "muszę" wiele razy można by sobie odpuścić. Kiedy ktoś jest dobrym organizatorem, to wiele spraw potrafi pogodzić. Chociaż bywają ciężkie okresy w życiu, to warto pamiętać o chwili dla siebie, pomimo trudności. Osobiście bardzo nie lubię pracować resztkami sił. To takie wykańczające, a później trudniej przychodzi regeneracja. "Nie mogę odpoczywać, kiedy jest brudno" - trudno, też uważam,że jeśli jest siła, żeby to posprzątać, to nie ma sprawy, ale najważniejsze, żeby nie padać na przysłowiową twarz ze zmęczenia. Żeby przemęczanie się nie weszło w krew.

      Usuń
  29. Mnie się wydaje, że kiedy duszy jest źle to i ciało choruje, przynajmniej ze mną tak jest. I czasem aż mnei to zadziwia. Wiem, że sie pochoruję np jak nie zdam egzaminu. Straszne czasami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest. Ja też zawsze chorowałam po tygodniu z nadliczbowym w pracy, czyli codziennie od 7:00 do 21:00. Dobrze, że już nie mamy takich maratonów i oby nigdy nie wróciły.

      Usuń
  30. Dokładnie!!!! Zgadzam się w 100 %. Wiesz, że jestem typem niepoprawnej optymistki, jestem też co prawda cholerykiem ale uważam że to też dobrze - bo nigdy nie trzymam urazy, nie zżera mnie złość....gdy jest cos nie tak - muszę od razu to wykrzyczec i zapomniec o sprawie....nigdy nie marudzę, nigdy nie narzekam....uwaga: nigdy nie choruję.

    To potwierdza Twoją tezę: nasze zdrowie to przede wszystkim nasza dusza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz stabilną konstrukcję psychiczną. Ja też jestem raczej optymistką, natomiast - szczerze - co jakiś czas muszę sobie przypominać, że przecież już dawno wybaczyłam temu i tamtemu, więc nie ma potrzeby przeżywać tego ponownie.

      Usuń
  31. ;) bardzo dobre spostrzeżenie... ja tak traktuję branie prysznica... jeśli biorę go sama ;p a zwykle tak właśnie jest ;D albo basen. Kiedy pływam, nawet ludzie wokół pozwalają mi być tylko ze sobą, pod wodą cisza... regularny oddech... moje myśli :)


    P.S. Moje Elle kosztowało 40 pln! ;D tym większe rozczarowanie jak na tą chwilę... być może nadrobią na kolejnych stronicach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - łazienka też może być dobrym azylem :)

      Usuń
  32. Zgadzam się w 100%. Jesteśmy dla kogoś, ale tak samo istniejemy sami dla siebie. Żeby kogoś uszczęśliwić, musimy zacząć od siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a kiedy my będziemy szczęśliwi, to i towarzystwo obok na tym bezsprzecznie zyska :)

      Usuń
  33. Mój mail jest w zakładce "sugestie". W sumie nie dziwię się, dlaczego go nie znalazłaś. Muszę umieścić go w bardziej widocznym miejscu. Zapraszam do napisania: cakes.lex@onet.pl ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja staram się myśleć pozytywnie przy każdej możliwej okazji, ponieważ czuję wtedy, że coś mi się uda, coś osiągnę i zaraz poprawia mi się humor. ;] Przestaję się stresować. Bądźmy realistami jeśli chodzi o np. przedsiębiorczość czy inne formy zarabiania ...ale pesymistami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Optymizm wiele dla mnie znaczy, od lat się obserwuję i wiem, że to paskudne uczucie zadręczać się myślami. Tak jak powiedziałaś - trzeźwa ocena sytuacji, ale bez krakania. To wszystko składa się na nasze zdrowie.

      Usuń
  35. Podpisuję się pod każdym Twoim słowem!
    Ręką, nogą, wszystkim!!!!
    Kurczę ludzie te wszystkie cenne wskazówki doceniają wtedy kiedy coś zaczyna się dziać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest niestety prawda. Nawet po komentarzach widać, że tak jest. Dopóki są siły nie zamierzamy spasować i bierzemy się z bykiem za rogi. A każda taka zapaść na pewno coraz bardziej nas osłabia, co wyjdzie w praniu, kiedy będziemy starsi.

      Usuń
  36. Dużo prawdy w tym co napisałaś. Znałam człowieka który z nowotworem żył ponad 8 lat. Zwykle nie przejmował się własną chorobą i do ostatnich dni starał się by pogodny i czerpać z życia ile się tylko da.
    Sama również doświadczyłam czegoś podobnego. Jak miałam ogromne dawki stresu poprzez pracę, byłego męża i wszystko co tylko wokół mnie otaczało - chwilę później zaatakowała mnie z wycieńczenia choroba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie choroba murowana jeśli za bardzo wykończę się emocjonalnie, ale czasami pojawiają się takie sytuacje, że nie daję rady się nie martwić. Potem staram się porządnie odpocząć, odreagować. Moje ciało coraz bardziej buntuje się przeciwko stresowi, muszę wziąć to pod uwagę tak na poważnie...

      Usuń