wtorek, 25 lutego 2014

Zdrowy kręgosłup moralny

Stwierdzenie, że ktoś ma prawidłowy kręgosłup moralny oznacza z reguły prawidłową postawę społeczną danego człowieka. Jest on bardzo istotny i nie chodzi wcale o to, żeby stawiać sobie przesadne wymagania moralne, ale mieć kilka drogowskazów życiowych, wspólnych wszystkim ludziom. Takim zarysem kręgosłupa może być np. Dekalog, a z niego wynikałyby bardziej szczegółowe zasady postępowania.
źródło

Dużo pytań rodzi się w mojej głowie. Czy każdego człowieka da się nakłonić do złamania zasad moralnych, które wyznaje? Czy wszystko ma swoją cenę, a więc tym samym każdego można kupić? A może warto być mieć kręgosłup, tylko trochę bardziej elastyczny, wtedy i wilk syty i owca cała?
A ocena czyjegoś postępowania - może to jest trochę tak, że porównujemy je do zasad, które sami uważamy za godne pochwały?

Udało mi się zaobserwować, że nasze kręgosłupy najczęściej przechodzą próbę w sytuacjach kryzysowych czy takich, w których chodzi o zysk. Weźmy sobie na przykład taką zwyczajną pracę, jak moja. Sfera budżetowa, zarobki przeciętne, zero perspektyw na karierę czy choćby awans. Ot taka sobie praca dla chleba, chyba, że ktoś zobaczy w tym coś więcej. Wydawałaby się, że każdy powinien robić spokojnie swoje, bo i tak wyżej siebie nie podskoczy, a tymczasem co się dzieje? "Szczury" się ścigają, kto szybciej, kto więcej, kto fajniejszy. Byle szef zauważył, dał więcej obowiązków, bo wiadomo - wtedy Cię ceni, a może przy okazji wpadnie trochę więcej premii, będzie jak znalazł. Były nawet akcje zostawania po godzinach, żeby wszyscy widzieli ile ma się w firmie do zrobienia. Ostatnio coraz częściej mowa o redukcji etatów, a to dodatkowa motywacja do starania się za dwóch i tym samym pokazania, że ta obok jest gorsza.  Dlaczego nie może być normalnie?! Przecież wystarczy, żeby każdy robił co do niego należy, nie ma konieczności dodatkowego wdzięczenia się i pokazywania "cuda-wianków na kiju" czy rycia pod innymi.

Strach pomyśleć, co może się dziać w firmach, gdzie ludzie zarabiają poważne pieniądze i mają perspektywy na awans. Nie mówiąc już o tym, że są zawody, w których o etyce lepiej nie wspominać, a do ich wykonywania trzeba mieć odpowiednią konstrukcję psychiczną oraz specyficzny kręgosłup moralny, bo nie wszyscy potrafią potrafią pracować w niezgodzie ze swoim systemem wartości. Specjalista ds reklamy przy produktach niezdrowych, pracownik lombardu, komornik, paparazzi, buzz marketer, pozycjoner czy sprzedawca kiepskiego produktu - w tych zawodach zdecydowanie przydaje się elastyczna moralność.

Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na wyżej postawione pytania - kiedy tak się napatrzę na otaczającą mnie rzeczywistość, to skłaniam się ku stwierdzeniu, że zdecydowana większość ludzi jednak swoją cenę ma, a sztywny kręgosłup moralny w wielu sytuacjach kojarzy się z donkiszoterią. Jednego jestem pewna: kręgosłup moralny to nasz charakter. Czy to oznacza, że nic nie możemy zrobić, bo tacy się urodziliśmy? Niech odpowiedzią będzie moja ulubiona sentencja, już raz cytowana przeze mnie na blogu tutaj:

Uważaj na swoje myśli, stają się słowami.
Uważaj na swoje słowa, stają się czynami.
Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami.
Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem.
Uważaj na swój charakter, on staje się twoim losem.
Frank Outlaw

oraz inne pasujące do tematu:

Bądź wierny sobie, a nie będziesz wierny innym. F. Bacon
Charakter człowieka poznaje się dopiero, gdy zostaje on przełożonym. E.M. Remarque
Człowiek hołduje chętniej dobru niźli złu, ale warunki nie sprzyjają mu. Bertold Brecht

Tak, wiem, marudzę, ale trochę niedobrze mi się zrobiło od myślenia o tym, jaką postawę powinnam prezentować w pracy, żeby wybrali właśnie mnie. Zdecydowałam, że mimo wszystko zostanę sobą. Nieważne czy ktoś to doceni, czy też będzie wolał tresowaną małpę. Mam rację, prawda?...


piątek, 21 lutego 2014

Dlaczego chorujemy - jeszcze jedna teoria

Często żyjemy wbrew naturze, wbrew naszym chęciom i pragnieniom. Poświęcamy się dla kariery czy pracy, która ma nam przynieść coraz więcej pieniędzy, a zaniedbujemy rodzinę i tracimy równowagę psychiczną. Czasami taki wybór to w naszych polskich warunkach po prostu konieczność - na zwiewnej ideologii zupy się nie ugotuje.

menstream.pl
Wierzę, że istnieje związek pomiędzy sferą psychiczną naszego życia - tym czy jesteśmy szczęśliwi, czy jest nam dobrze, a naszymi cierpieniami fizycznymi, dolegliwościami serca, układu oddechowego, pokarmowego, alergią. Nasze ciało odpowiada na to, co się dzieje w naszych emocjach. Przykłady? Pacjenci, którzy cierpią na chorobę nowotworową, a są pogodni, żyją dwukrotnie dłużej od tych, którzy popadają w depresję. U chorujących na depresję rozwija się wiele chorób somatycznych.

Czy zdarzyło się Wam przeżywać okresy, kiedy doświadczaliście ciągłego niepokoju, napięcia i było to jak choroba? U mnie pojawiały się one w ciągu ostatnich lat dość często, moje życie było pogmatwane, myślałam, że żyję w piekle: nowa, stresująca praca, wymagająca ciągłej dyspozycji, godziny nadliczbowe, a po powrocie do domu drugi etat - wszystko na mojej głowie (bo małżonek akurat przeżywał kryzys i pomagał sam sobie) w tym dwoje dzieci domagających się uwagi, kiedy ja na pysk już padałam. Weekendy wcale nie przynosiły ulgi, po wyczerpującym tygodniu pracy, często już w sobotni poranek dopadała mnie migrena i tak potężny spadek energii, że ruszyć się nie dawałam rady. Robiłam się słabsza z tygodnia na tydzień. W pewnej chwili wyczerpana pomyślałam, że oddam wszystko za spokój - KRÓLESTWO ZA SPOKÓJ!

Własne doświadczenia, choćby bolesne, potrafią dużo nauczyć, a edukacja zdobyta własnym kosztem na trwałe zapisuje się w mózgu. Dzięki nim wiem, że jednym z kluczowych elementów naszego zdrowia jest prawidłowa relacja z samym sobą, której najpełniej można doświadczyć jedynie w samotności. Będąc sam na sam ze sobą i swoimi myślami mamy szansę odkryć prawdziwą siebie, swoje potrzeby i swoje gorzkie żale oraz doświadczyć prawdziwego spokoju. Zastanówmy się ile takich intymnych chwil spędzamy w ciągu doby - prawie przez cały czas otaczają nas ludzie (kochana rodzina jak najbardziej się zalicza), ciągle też otaczają nas różne absorbujące dźwięki i wrażenia wzrokowe, a nasze myśli szybują od tematu do tematu, od przeszłości do przyszłości. Klasyczna gonitwa myśli - w takim stanie, nawet gdybyśmy się bardzo starali, nie odpoczniemy.

Moja propozycja to znalezienie gotowości i czasu, aby każdego dnia pobyć kilka minut w ciszy tylko ze sobą, przy czym wcale nie musi to być podręcznikowa medytacja, do której trudno się zabrać, bo niektórych sama nazwa odstręcza. Wystarczy, jeśli poświęcimy kwadrans rano na spokojne, świadome wypicie kubka herbaty lub po powrocie z pracy na popołudniową drzemkę, która pozwoli odciąć się od nagromadzonych wydarzeń. Wieczór też może być idealną porą na znalezienie tych kilku naprawdę zbawiennych minut. Od tego nasze życie nie stanie na głowie, a wręcz przeciwnie, nabierze nowej jakości. Bardzo łatwo nauczymy się, że chwila świadomego odpoczynku, bez gonitwy myśli, naprawdę relaksuje i jednocześnie dodaje energii. W ciszy możemy usłyszeć samych siebie, dlatego nie nudźmy się ciszą, nie zakłócajmy jej bez przerwy ulubioną muzyką czy serialem - siebie też czasami warto posłuchać, a to może stać się impulsem do zmiany - zawsze na lepsze!

A kiedy całe ciało i umysł krzyczy STOP, nie poddawajmy się presji gapiącego się na nas brudnego prania czy listom spraw do załatwienia, po prostu dajmy sobie wolne - czas tylko dla siebie i nie ma, że to niemożliwe. Tak jak samochód na pustym baku daleko nie ujedzie, tak też i my też musimy dbać o odnowienie naszej energii. Doświadczyłam, co oznacza wyeksploatowanie i nie zamierzam tego powtarzać. Dzisiaj potrafię odpoczywać wiedząc, że na suszarce czeka nie zebrane pranie, bo wiem, że ja jestem ważniejsza od tej kupki szmat.

Chorujemy, bo zaniedbujemy siebie jako całość, a każda choroba to niepotrzebna strata naszego życia. Już dzisiaj róbmy wszystko, żeby do tego nie doszło, po co uczyć się na własnych błędach, skoro już dużo wcześniej ktoś za nas odkrył zasady. I pamiętajmy - nie istnieją żadne usprawiedliwienia na bycie dla siebie okrutnym.



poniedziałek, 17 lutego 2014

Moja przygoda z Yerba Mate

źródło
Na pewno większość z nas kojarzy tego Pana występującego zwykle z nieodłącznym matero - to właśnie W.C. był moją pierwszą inspiracją do przygody z Yerba Mate. Przez wiele lat przez mój umysł przebiegała myśl "a może by tak spróbować yerby?", a po chwili o tym zapominałam. Dopiero w ubiegłym roku w supermarkecie wypatrzyłam Yerba Mate z dodatkiem kakaowca (ekspresową). Była bardzo smaczna, co prawda nie spowodowała, że stałam się wulkanem energii, ale ziarno zostało zasiane...

W liście do Świętego Mikołaja poprosiłam o zestaw do Yerby, a później osobiście dopilnowałam, żeby to życzenie zostało spełnione. Pierwszy napój, zaparzony nieudolnie w zwykłym kubku - moja tykwa musiała być przed użyciem odpowiednio przygotowana - wypiłam już po Wigilijnej Kolacji i stwierdziłam, że właściwie mi nie smakuje. Nie zrażając się pierwszym wrażeniem, z uporem maniaka w dalszym ciągu parzyłam YM, oczywiście wg ogólnych zasad podanych na ulotce, a więc ok. 1/2 naczynia zalewamy wodą o temperaturze 70 stopni C, parzymy 5 minut i popijamy. Dłuższe zaparzanie powoduje zmianę właściwości "herbaty" -  uspokaja zamiast pobudzać. Wspomniano również o wielokrotnym zalewaniu tej samej porcji, co ewidentnie kłóciło mi się z czasem zaparzania. YM ciągle mi nie smakowała - była ohydnie cierpka i wcale nie stawiała na nogi, a kiedy idąc za radą znalezioną na forum, zwiększyłam dawkę wsypywaną do tykwy, zaczęło mi się po niej robić niedobrze. Zniechęcona odstawiłam zabawki w ciemny kąt kuchni, gdzie stały przez miesiąc. Przypadek sprawił, że po tym czasie trafiłam na stronę yerbamate.com.pl., po przyswojeniu zawartych tam informacji stwierdziłam, że po prostu do tej pory robiłam wszystko nie tak jak powinnam! Znów więc wyciągnęłam swoje akcesoria i parzę od nowa - z lepszym skutkiem. 
Niżej przedstawiam swoją matero, którą musiałam własnoręcznie oczyścić z resztek wysuszonego miąższu tykwy oraz bombillę - metalową słomkę do "siorbania". W zestawie była też Yerba Mate marki Pajarito, uznawana na całym świecie za luksusową, która ma wyraźny i ostry smak. Może to był mój błąd, że zaczęłam właśnie od niej, ale myślałam - Yerba to Yerba - tymczasem początkujący mogą sobie wybrać łagodniejsze odmiany: cytrynowe, pomarańczowe czy ziołowe. Był też termometr do mierzenia temperatury wody, z którego nie korzystam, zalewam po odczekaniu dłuższej chwili po wyłączeniu czajnika.






Według WC Pajarito to mate w stylu macho (smaki YM według WC klik)



Kupując Yerbę nie sądziłam,  że te wszystkie arkana, o których wcześniej coś tam słyszałam, mają większy wpływ na smak i działanie napoju. Myślałam, że to taka zabawa dla pasjonatów. Jednak się myliłam. Niżej podaję sposób przygotowania dobrej w smaku i pobudzającej Yerba Mate:

1. Wypełnij tykwę (lub kubek) w 3/4 objętości suszem Yerba Maté. Dlaczego tak dużo? Dlatego, że moc zasypki będziemy zużywać na raty. Czyli nie tak jak kawę i herbatę, tylko za każdym nalaniem będziemy wyciągać po trochę. Jest to związane z tradycja i ułatwianiem sobie życia, bo możemy też wsypać tyle, ile potrzebne jest na raz (1-2 łyżeczki), potem umyć naczynie, potem znowu zalać itd. Ale Yerbę zwykle pije się przez cały dzień, więc po co tyle razy myć to naczynie. 
2. Stukając lekko dłonią o naczynie umieść susz po jednej stronie tykwy, tak by utworzyć po przeciwnej stronie wolne miejsce na wodę. Zioła powinny być ułożone ukośnie - z jednej strony powinny sięgać szczytu naczynia, a z drugiej odsłaniać dno. Przy pomocy bombilli można przyciskać mate do ścianki. Taki zabieg powoduje, że mate zaparza się stopniowo, podczas kolejnych zalewań. Ja nie mając pojęcia o tym szczególe, po prostu wsypywałam dużą ilość suszu. 
3. Wlej do tykwy letnią wodę, tak by tylko zwilżyła susz (nie do pełna), poczekaj krótką chwilę, by woda wsiąkła w Yerba Mate. Tego nie znałam i szczerze mówiąc nigdzie nie mogę znaleźć racjonalnego wytłumaczenia tego działania. Mówi się tylko o zmęczeniu Yerby - cokolwiek to znaczy...
4. Włóż do naczynia bombillę (rurkę), a następnie dopełnij wodą o temperaturze ok. 70°C (trochę poniżej temperatury wrzenia). Zalanie wrzątkiem spowodowałoby tzw. zabicie yerby. Pierwsze zalanie byłoby bardzo mocne, ale jednocześnie napar straciłby swoje właściwości. Lejemy zawsze tylko tyle wody, ile możemy na raz wypić. Nie zostawiamy cieczy w naczyniu, bo wtedy woda naciągnie i będzie niedobra - i to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego moja YM miała wstrętny smak. Wodę lejemy na odsłonięte dno naczynia - im później zioło się wypoziomuje, tym lepiej.
5. Uzupełniaj tykwę wodą o temperaturze 70°C (najlepiej w tym celu używać termosu). Nie mieszaj zawartością naczynia. Raz przygotowany napar pozwala na kilku - kilkunastokrotne dopełnianie wodą. Oczywiście, ja za każdym razem mieszałam swoje mate, będąc przekonana, że dzięki temu równomiernie się zaparzy. Stąd na już początku uzyskiwałam szatański napar, który później sączyłam przez 2-3 godziny, a więc taka przestała yerba nie mogła mnie ożywiać.
Moja wina, że wcześniej nie doczytałam o co chodzi, ale też wina lakonicznej ulotki, z której dla laika niewiele wynikało. Proces przyrządzania wraz ze zdjęciami (niewiele mówią te zdjęcia - sama instrukcja jest równie czytelna) znajdziesz też tu.



W czym pomaga codziennie picie Yerba Mate? 

1. Naturalnie pobudza ciało i umysł. Dzięki zawartości m.in. kofeiny może z powodzeniem zastępować kawę, a jednocześnie dostarcza wielu pożytecznych składników (witaminy: A, B1, B2, C, żelazo, wapno). W przeciwieństwie do kawy posiada mniej skutków ubocznych, a jej działanie utrzymuje się dłużej.

2. Likwiduje objawy zmęczenia, rozluźnia.

3. Podnosi sprawność fizyczną, intelektualną, poprawia koncentrację.

4. Zwiększa zdolność odpornościową organizmu oraz posiada silne właściwości antyutleniające, przez co pozwala zachować nam młodość i zdrowie.

5. Zalecana jest do spożywania jako napój zawierający substancje odżywcze i zdrowotne, może sprawić, że chociaż jesteśmy głodni, to czujemy się nasyceni (zalecana przy odchudzaniu). Można ją spotkać w różnego rodzaju preparatach wspomagających utrzymanie właściwej wagi, np. YERBASlim

6. Wykorzystywana jest w medycynie jako stymulator Centralnego Ośrodka Nerwowego.

7. Reguluje przemianę materii, ułatwia trawienie pokarmów, odbudowuje zniszczone tkanki żołądka i jelit. Naukowcy pracują nad wykorzystaniem enzymów zawartych w naparze do niszczenia komórek raka jelita grubego.

8. Stymuluje osłabiony, zmęczony system nerwowy, likwiduje podenerwowanie.



Yerba Mate przyrządzona prawidłowo jest smaczna i łagodnie ożywia - nie tak, że od razu masz zawał, czujesz się raczej naturalnie wypoczęta i zrelaksowana. Jednak nie pozostanę przy Pajarito, wolę spróbować innych odmian - do konesera jeszcze mi daleko ;)

czwartek, 13 lutego 2014

Przesuwamy granicę młodości

elfograd.nmj.pl
- Jaka jest różnica między czarownicą a czarodziejką?
- ???
- Jakieś 20 lat.

Co prawda nie wiadomo dokładnie, jaki przedział wiekowy autor(ka) suchara miał(a) na myśli, ale na podstawie wieloletniej obserwacji męskiej logiki, mogę wywnioskować, że niestety bliżej mi jest do czarownicy, stąd coraz częściej moją głowę zaprzątają myśli, co mogę zrobić, żeby jak najdłużej zachować urodę oraz sprawność fizyczną i umysłową.

Ustalmy więc, na co rzeczywiście mamy wpływ, bo jeśli mamy, to niemądrze byłoby tego nie wykorzystać. Temat ten jest tak naprawdę aktualny w każdym wieku, ponieważ w tym wypadku, im wcześniej zaczniemy zbierać punkty, tym lepiej dla nas, do surowej postawy jest mi jednak daleko - młodość rządzi się swoimi prawami, tym bardziej, że wtedy szaleństwa uchodzą nam niemal bezkarnie.
Tak więc, jeśli czujecie się na siłach myśleć o tym, co czeka prędzej czy później każdą istotę na ziemi, zapraszam do wspólnych rozważań.

Istnieje wyraźny podział na tych, którzy starzeją się zaskakująco dobrze, i tych, którzy zdecydowanie potrzebują pomocy. Długowieczność i choroby są w dużej części dziedziczne, dlatego warto przeanalizować choroby rodziców i dziadków oraz ich długość życia, aby stosować odpowiednią profilaktykę i wiedzieć, jakie mamy zagrożenia zdrowia. Podobno naukowcy twierdzą (podobno - bo nie dokopałam się do źródeł), że od genów zależy około 40% naszego zdrowia i długości życia, 20% to inne zagrożenia (choroby o nieznanym pochodzeniu i niezależne od stylu życia czy wypadki), natomiast kolejne 40% zależy od nas samych. I to jest najlepszy moment na litanię złożoną z prozdrowotnych wskazówek, mających istotny wpływ na postępowanie procesu starzenia w naszym organizmie. Zalecane codzienne odmawianie!

1. Odpowiednie nawilżanie. Skóra sucha starzeje się dwa razy szybciej. Obliczono, że 28 latka z suchą skórą w wieku 36 lat będzie miała 52% więcej zmarszczek, podczas gdy jej rówieśniczka z odpowiednio nawilżoną skórą tylko 22%. Możemy nawilżać skórę za pomocą dobrze dobranych kosmetyków i tu warto chyba zwrócić uwagę na nanokosmetyki - preparaty produkowane za pomocą innowacyjnej metody, wykorzystującej cząsteczki nanowody, która jest doskonałym rozpuszczalnikiem dla aktywnych związków oraz dzięki nanorozmiarom (przyrostek nano w układzie SI oznacza część bilionową - poziom atomów i cząstek) jest także nośnikiem substancji odżywczych w głąb skóry. Takie kosmetyki nie należą do najtańszych - NANOwoda kosmetyczna 150 ml w dowolnie wybranym sklepie internetowym kosztuje 42 zł, za krem zapłacimy 150 - 400 zł, za balsam do ciała ok. 80 zł.

2. Odpowiednia dieta.  Natknęłam się wczoraj na recenzję książki dermatologa Howarda Murada "Tajemnica wody - sekret młodości", jej autor jest przekonany, że właściwe nawilżenie pozwoli nam zatrzymać młodość naszej skóry, a kluczem do sukcesu jest jest odpowiednio skomponowana dieta. Co ciekawe odradza on picie zbyt dużej ilości wody, gdyż wypłukuje ona składniki odżywcze. Radzi raczej spożywać produkty bogate zarówno w wodę jak i odpowiednie materiały, np. ogórki czy winogrona mają zdolność absorbowania wody, która przedostaje się do komórek spowalniając procesy starzenia. Ogólnie rzecz ujmując, w jego diecie chodzi o wzmocnienie błon komórkowych, co poprawi nawodnienie organizmu i zlikwiduje objawy gromadzenia się wody w niewłaściwych miejscach (obrzęki) oraz uwolni nas od balastu butelek taszczonych ze sobą przez cały dzień. Autor wspomina, że mieszkańcy niektórych europejskich krajów o niskim współczynniku umieralności, dziwili się dlaczego Amerykanie muszą mieć kubki w swoich samochodach. Dla bliżej zainteresowanych znalazłam artykuł  o książce na portalu polki.pl. Książka bardzo mnie zaciekawiła i prawdopodobnie ją kupię, a wtedy postaram się napisać porządną recenzję.

3. Zero papierosów. Palacze wyglądają starzej o 5-10 lat od swoich niepalących rówieśników, tym gorzej im więcej mają lat. Dym papierosowy to rodzaj "maseczki" ze szkodliwych substancji takich jak smoła, ołów, tlenek węgla, arsen. Zmiany  w głębi skóry (destrukcja kolagenu), wywołane paleniem papierosów, są na tyle silne, że nie ma dla nich żadnej pomocy. Ocenia się, że palenie papierosów sieje znacznie większe spustoszenie na buzi niż szkodliwe promienie słoneczne.

4. Ochrona przed słońcem. U osób przebywających często na słońcu, nie używających kremów z filtrami, mogą pojawić się głębokie zmarszczki i plamy starcze.

5. Wysypiajmy się. Dotyczy to wszystkich, ale szczególnie osoby bardzo młode oraz te po 40-tce powinny porządnie się wysypiać, bowiem sen pomaga w regeneracji komórek, a podczas jego trwania wydziela się hormon wzrostu.

6. Częściej uprawiajmy sport. Znaczenia aktywności fizycznej dla zdrowia i urody nie muszę chyba dokładnie tłumaczyć, dodam tylko, że wspomaga ona dopływ tlenu i składników odżywczych do komórek skóry, poprawia krążenie krwi, chroni przed wysokim ciśnieniem i poprawia przemianę materii.

7. Stosujmy peelingi. Poprawiają stan skóry poprzez złuszczanie martwych komórek naskórka.

8. Pijmy codziennie zieloną herbatę. Jest ona uważana za naturalne remedium przeciwko starzeniu.

9. Korzystajmy z innych produktów o właściwościach hamujących proces starzenia. Betakaroten, witamina C, witamina E, flawonidy, koenzym Q 10, selen, miłorząb japoński, lecytyna, nienasycone kwasy tłuszczowe.

10. Hormon młodości (DHEAS). Substancja wytwarzana w korze nadnerczy, częściowo przekształca się w testosteron. Powstrzymuje procesy starzenia się. Możliwe jest podawanie hormonu młodości - decyduje o tym endokrynolog.

11. Joga. W tym świadome oddychanie - znana od wieków recepta na długowieczność.

12. Unikajmy stresu i nauczmy się relaksować. Kiedy jesteśmy zestresowani, wtedy zazwyczaj nasza cera jest poszarzała i brakuje jej witalności. Wyraźnie widać spadek  jej jędrności i drobne zmarszczki. Hormony stresu (adrenalina i kortyzol) osłabiają cały system immunologiczny i powodują wzrost ciśnienia krwi.

13. Demakijaż! Aby skóra mogła swobodnie oddychać.


Niezależnie od powyższych zapisków, należy pamiętać, że młodość to coś więcej niż gładka buzia, giętkie ciało i doskonała pamięć. Myślę, że słowa wiersza, wyrażą to najlepiej...

 Młodość
    Młodość jest nie tylko okresem w życiu, 
    jest stanem ducha, wyrazem woli, 
    jakością wyobraźni, siłą emocji, 
    zwycięstwem odwagi nad nieśmiałością, 
    smaku przygody nad umiłowaniem przyrody.

    Nie zostaje się starym po przeżyciu pewnej liczby lat: 
    zostaje się starym, gdyż porzuciło się swój ideał. 
    Lata marszczą skórę, 
    odrzucenie ideału marszczy duszę.


    Młodym jest ten, kto się dziwi i zachwyca. 
    Pyta się, jak nienasycone dziecko: a potem? 
    Stawia czoło zdarzeniom i znajduje radość w grze życia.


    Jesteś tak młody jak twoja wiara. 
    Tak stary jak twoje zwątpienie. 
    Tak młody jak twoja ufność w siebie. 
    Tak młody jak twoja nadzieja. 
    Tak stary jak znużenie.


    Jesteś młody tak długo, jak długo jesteś wrażliwy. 
    Wrażliwy na to, co piękne, dobre i wielkie. 
    Wrażliwy na przesłania przyrody, człowieka i nieskończoności.


    Jeśli pewnego dnia twoje serce ugryzie pesymizm 
    i zacznie je trawić cynizm, 
    niech dobry Bóg ma w opiece twoją duszę starca.

    Generał Mac Arthur, 1945 r. 


    TKWI W TYM ZIARNO PRAWDY ;)


niedziela, 9 lutego 2014

Prawa Murphy'ego dla optymistów

źródło
Edward Murphy ur. 11 stycznia 1918 r. był amerykańskim pilotem wojskowym i inżynierem w przemyśle lotniczym - pracował przy testach systemu bezpieczeństwa. Podczas jednego z testów, asystent Murphy'ego schrzanił swoją robotę i eksperyment się nie udał. Usłyszano wtedy, jak wściekły Murphy powiedział o swoim asystencie "Jeśli są dwa sposoby zrobienia czegoś i jeden z nich doprowadzi do katastrofy, to on to zrobi w ten sposób". Najpierw podchwycili to jego współpracownicy, a po zakończeniu eksperymentów, na konferencji prasowej płk Stapp przypisał sukces zespołu jego woli przewidywania i przeciwdziałania wypadkom nazywając to PRAWEM MURPHY'EGO, które objaśnił jako "Cokolwiek może pójść źle, pójdzie źle". Prasa ochoczo podchwyciła termin i od tamtego dnia powoli zaczął się rozpowszechniać na cały świat.

Kto dzisiaj nie słyszał o Prawie Murphy'ego? Ewoluowało ono przez lata, sformułowano jego niezliczone wariacje, pasujące do niemal każdej dziedziny życia. Wzięli je sobie na sztandar wszyscy pechowcy świata, traktując jako usprawiedliwienie spadających na nich nieszczęść. Osobiście wiele razy zdarzyło mi się doświadczyć dziwnego oporu materii, szukając błędu w arkuszu danych - kiedy zaczynałam sprawdzanie od początku, błąd był na końcu, więc następnym razem od końca i co? Znajdowałam go oczywiście na początku arkusza! Czy słynne kolejki - ta którą wybiorę zawsze posuwa się wolniej albo taśma się w kasie skończy i muszę czekać dłużej niż przewidywałam. Dziwnym zbiegiem okoliczności, akurat w tym momencie zawsze zależy mi na czasie. Niżej przedstawiam wycinek popularnych rozwinięć do prawa podstawowego, a dla zainteresowanych wklejam link do strony, gdzie zebrane są prawdopodobnie wszystkie prawa. Prawdopodobnie, bo ciągle przecież powstają nowe, przygotowując się do tematu zauważyłam np. Prawa Murphy'ego dla ojców, czy  dotyczące opieki nad małym dzieckiem.

PRAWO MURPHY'EGO
Jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda.
Uzupełnienie:

  1. Nic nie jest takie proste jak się wydaje.
  2. Wszystko zabiera znacznie więcej czasu, niż by się wydawało.
  3. Jeżeli istnieje prawdopodobieństwo, że coś może pójść źle, to na pewno będzie to właśnie to, co spowoduje największe szkody.
  4. Jeżeli przewidzisz cztery możliwe sytuacje, w których coś może się nie udać i zdołasz je obejść, natychmiast wyłoni się piąta.
  5. Sprawy pozostawione samym sobie mają tendencję, aby zmieniać się ze złych na jeszcze gorsze.
  6. Zawsze, kiedy masz właśnie coś zrobić, okazuje się, że najpierw musisz zrobić coś innego.
  7. Każde rozwiązanie rodzi nowe problemy.
  8. Głupcy są tak pomysłowi, że niemożliwe jest stworzenie czegoś, z czym każdy głupi by sobie nie poradził.
  9. Natura jest zawsze po stronie ukrytych wad.
  10. Matka Natura jest suką.
FILOZOFIA MURPHY'EGO
Uśmiechnij się ... jutro będzie gorzej.
Czytaj dalej... http://zlotemysli.w.interia.pl/murphy/murphy_new.html
Można nazwać Prawo Murphy'ego mottem skrajnego pesymisty, jednak   wyczuwam w nim nutę optymizmu - każdy, kto myśli, że rzeczy pójdą źle, jest przygotowany na to, co się na pewno wydarzy, przez co może ominąć wiele pułapek losu. Zresztą takie było chyba pierwotne założenie praw: żeby osiągnąć sukces musimy przewidzieć każdą przeszkodę i skutecznie ją wyeliminować. Z drugiej strony można zauważyć, że podstawową cechą przedmiotów martwych jest złośliwość, do tego dochodzi czynnik błędu ludzkiego pod wpływem emocji, zmęczenia czy nieuwagi. Taki zestaw daje gwarancję, że każdy z nas znalazł się kiedyś lub znajdzie się w przyszłości pod jego działaniem. 

Jednym z przypadków, które dotknęły mnie osobiście jest moja podróż służbowa wysłużonym wojskowym pojazdem, z żołnierzem służby zasadniczej pełniącym funkcję kierowcy.
To była moja pierwsza praca. Pracowałam w jednostce wojskowej i zajmowałam się sprawami kadrowymi. Byłam umówiona w ZUS-ie na dostarczeniem dokumentów, oczywiście musiał to być najbardziej mroźny dzień zimy i na pewno nie uśmiechało mi się opuszczanie ciepłego biura. Najpierw czekałam godzinę na samochód służbowy, bo okazało się, że ktoś mi podkradł mój zamówiony. Kiedy w końcu  samochód się znalazł i mogłam wyruszyć, już spóźniona, to po drodze kierowca zaczął mnie wypytywać o różne szczegóły co do pojazdu i drogi, zdziwiona odparłam, że niestety nie znam się na samochodach i nie mogę mu pomóc, a on na to, że pierwszy raz w życiu prowadzi coś takiego. Załatwiłam sprawy w ZUS-ie i wyruszyliśmy w powrotną drogę do jednostki. Nasz pojazd co jakiś czas prychał i stawał dęba, a kierowca stwierdził, że nie wie co się dzieje, bo wszystkie wskaźniki są OK. I nagle stanęliśmy na amen, oczywiście na środku pasa. Trzeba było ruszyć tyłek i poustawiać jakieś oznaczenia, ostatecznie ja jako dysponent pojazdu odpowiadałam za wszystko, w tym za zachowanie kierowcy. Zadzwoniłam do jednostki po pomoc, zanim znaleźli kolejny wolny samochód upłynęły ze dwie godziny, spędzone w nieogrzewanym samochodzie. Wreszcie pomoc dotarła i zaczęli sprawdzać, co się stało. Okazało się, że ten typ samochodu miał dwa zbiorniki na paliwo, kiedy kończyło się w pierwszym, kierowca powinien przełączyć na drugi, a że mój nie miał pojęcia, czym jedzie to skończyło się rozkraczeniem na środku drogi. Oczywiście, któryś mądry jeszcze zadał mi wnerwiające pytanie "dlaczego ja nie wiedziałam o dwóch zbiornikach", jakby to było oczywiste, że dziewczyna z biura zna  ze szczegółami budowę każdego samochodu.

No i jak? Moim zdaniem, jak ulał pasuje do twierdzeń, które akurat przywołałam w tekście. Inne historie też były, a jakże. Najbardziej popularna kromka spadająca masłem na dół to już prawie klasyka. Ale jest tyle tych praw! Może Wy również doświadczyliście tego niebywałego uczucia, że wszystkie rzeczy martwe sprzysięgły się przeciwko Wam? Jeśli tak to nie krępujcie się i poprawcie mi humor! :))



środa, 5 lutego 2014

Kosmetyczny misz-masz

Kosmetyczny Misz-Masz to prezentacja ciekawszych kosmetyków, ostatnio przeze mnie używanych, idąca w kierunku opisu użytkowania i moich odczuć z tym związanych. Dla bardziej zainteresowanych produktami składy i opisy producenta zostały podlinkowane. Zapraszam!



Krem dezodorujący Yves Rocher do stóp. Zakupem tym kierował zwykły kaprys, gdyż zdecydowanie wolę dezodoranty w sprayu, ze względu na szybkość aplikacji - rano to bardzo ważna cecha. Krem kupiłam, żeby dobić do pułapu pozwalającego mi na wybór gratisu. Konsystencja kremu była w sam raz, a zapach lawendy z mentolem dawał gwarancję świeżości. I świeżość była, ale nie przez 12 godzin. Po powrocie z pracy i zdjęciu butów, nie było śladu po zapachu, a stopy jak najbardziej kwalifikowały się do umycia. Po aplikacji na rękach zostawał taki dziwnie szorstki film i zapach - od razu do zmycia. Opis producenta tutaj. Moja ocena: 3/5, na pewno nie wybiorę ponownie kremu do utrzymania świeżości stóp.

Aktywny  peeling cukrowy Eveline Cosmetics - ekspresowe pedicure 100 ml. Zauważyliście na zdjęciu uciętą tubkę? Inaczej nie dało się wydobyć z niej kosmetyku, ktoś nie pomyślał... Oprócz tej niedogodności, peeling jest naprawdę dobry. Gruboziarnisty i nawilżający, używałam go po kąpieli stóp (w misce - wanny brak), a że często zdarza mi się używać niektórych kosmetyków niezgodnie z ich przeznaczeniem, tego peelingu użyłam też do ciała i bardzo dobrze się spisał, a po wyjściu spod  prysznica nie potrzebowałam już używać balsamu. Skład tutaj. Inne czasami praktykowane przeze mnie sposoby podwójnego zastosowania kosmetyków to: krem do rąk i jednocześnie do szyi, płyn do higieny intymnej i jednocześnie do mycia twarzy, bardzo popularne golenie nóg na odżywkę do włosów. Są to sposoby gdzieś zasłyszane i mimo, że dwa pierwsze brzmią dziwnie, nigdy nie spowodowały u mnie niepożądanych objawów. Moja ocena: 4/5.




Olej łopianowy z papryczką kupiony na bioarp.pl, niestety nie widzę teraz w sklepie tego produktu i dlatego linku brak. Olej stosuje się w celu zmniejszenia wypadania włosów, na ulotce w języku polskim napisane było, że jest to produkt przeciwko łysieniu. Olej wciera się w skalp, ja przy okazji wykonywałam masaż i resztę produktu rozprowadzałam na całej długości włosów. Zostawiamy go na skórze 15-20 minut, po tym czasie myjemy głowę. Zostawiony na głowie dłużej, powoduje lekkie pieczenie. Zmywa się bez problemu, nie obciąża włosów. Olej wyleczył mi skalp ze skutków uczulenia (sama nie wiem tak naprawdę na co), a moje zakola pokryły się świeżymi włoskami. Jednak co do masażu głowy mam bardzo mieszane uczucia. To podobno bardzo dobroczynny zabieg, powodujący większe ukrwienie, a tym samym lepszy porost włosów. W każdym artykule o tym zabiegu znajdowało się ostrzeżenie przed zwiększonym wypadaniem włosów w jego trakcie, jednocześnie uspokajano, że to normalne - wypadają włosy osłabione, które i tak byśmy stracili w niedługim czasie. No nie wiem, odnoszę wrażenie, że gdybym nie przestała je czesać, to pewnie wyszłyby mi wszystkie! Naprawdę byłam delikatna, a one wypadały jak szalone. Moja ocena 5/5.




Regenerujący krem do rąk na noc Swedish Spa. Jeden z lepszych kremów do rąk jakich kiedykolwiek używałam. Upojny, imbirowy zapach oraz miłe w dotyku dłonie, wyraźnie nawilżone. Krem powinno się stosować na noc, jednak tak go lubię, że i w dzień nakładam w razie potrzeby (na przykład po sprzątaniu). Pojemność 75 ml. Składniki tutaj. Moja ocena: 5/5. To kosmetyk do którego często wracam, chociaż uwielbiam ciągle próbować nowych!

Złuszczający Scrub Swedish Spa Oriflame. aromatyczny scrub do ciała, który rzeczywiście wygładza skórę i nadaje jej cudowną miękkość. Oczywiście po wyjściu spod prysznica nie potrzebuję używać balsamu do ciała. No i ten energetyczny, kojarzący się z ciepłem, imbirowy zapach - w sam raz na tę porę roku. Również do niego wracam, w ogóle uważam, że to bardzo udana seria. Pojemność 150 ml. Składniki tutaj. Moja ocena: 5/5.




Odżywcza kuracja z marokańskim olejkiem arganowym do wszystkich rodzajów włosów, Advance Techniques. Jeden ruch pompką, jedna mała kropelka w zupełności wystarcza do aplikacji na moje delikatne, wysokoporowate włosy. Produkt rozprowadzamy równomiernie na umyte i wytarte ręcznikiem włosy, nie spłukujemy. Jednak ja używam tylko na bardziej suche końcówki, kiedy próbowałam stosować zgodnie ze sposobem użycia, już następnego rana po wieczornym myciu, włosy wyglądały na nieświeże. Najwyraźniej jest to produkt nie dla mnie, a używanie go po kropelce sprawia, że jak na złość wcale go nie ubywa. Może będę nakładała go na włosy przed ich umyciem, chociaż akurat olejów u mnie dostatek. Opis producenta tutaj. Moja ocena: 3/5. Produkt raczej kłopotliwy.




Żel do kąpieli i pod prysznic Wanilia z upraw Bio. Żel jak żel, nawet nawilża, ale na pewno nie tak jak w/w peelingi, a szkoda. Często, żeby skrócić sobie pobyt w łazience, używam oliwki pod prysznic, dla mnie to idealny produkt do mycia! Ciekawa sprawa z zapachem tego żelu. Na zimę marzyły mi się waniliowe kąpiele, jednak nic z tego, zapach wcale wg mnie nie przypomina wanilii. Moje pierwsze skojarzenie to syrop od kaszlu guajazyl, córka twierdzi, że to smekta od biegunki, a koleżanki zgodnie stwierdziły, że na pewno kojarzy im się z apteką. Opis producenta tutaj. Moja ocena 3/5 - zapach bardzo mnie zawiódł!




Pianka peelingująca do demakijażu. Bardzo dobry produkt, łagodnie oczyszcza twarz, nie wysuszając jej przy tym. Pachnie delikatnie i świeżo słabą herbatą. Konsystencja lekkiego kremu z drobinami peelingującymi. Opis producenta tutaj. Moja ocena: 5/5.

Aksamitne mleczko do demakijażu. Używam zamiennie z pianką. Bardzo przyjemny w użyciu produkt, aż chce się umyć twarz. Odświeża i delikatnie nawilża.  Zapach jak wyżej. Opis producenta tutaj. Moja ocena: 5/5. Oba produkty należą do serii 3 herbaty i nawet je polubiłam. Może jeszcze kiedyś kupię je ponownie.

Z kosmetykami tak jednak bywa, że nie wszystkim się jedno podoba - co ja mówię, ze wszystkim tak bywa i uważam to za całkiem naturalne. Jeżeli macie swoje opinię na temat prezentowanych kosmetyków, a może propozycje dobrych zamienników, to zachęcam do dzielenia się nimi w komentarzach. Taki misz-masz może stać się naprawdę dobrym kiermaszem pomysłów na pielęgnację!




sobota, 1 lutego 2014

Nieustanna chęć ulepszania

Nieustannie przyglądam się swojemu życiu i snuję plany, co by tu jeszcze ulepszyć, czego nowego spróbować. Jednak należę do osób, które mają sto pomysłów na minutę, a doba ma tylko 24 godziny, stąd sprawa często kończy się na chceniu.


źródło
Tak bywa, jeśli chce się złapać zbyt wiele srok za ogon. Na szczęście poznawszy swoje słabe punkty, mogę wiele zrobić dla lepszego wywiązywania się z podjętych zamiarów. Samo planowanie nie jest złe, bo przede wszystkim daje szanse na zmianę czy urozmaicenie swego życia. Z prawdziwą przyjemnością planuję na: swoje kolejne urodziny, Nowy Rok, a nadejście wiosny wręcz mnie uskrzydla. Ale żeby z tej mąki był chleb, muszę zastosować kilka chwytów, na które sama się nabiorę.

Zatem, ważne jest żeby:

1. Znaleźć motywację do wprowadzenia zmian. Planując aktywność fizyczną wybiegnijmy myślą w przyszłość i wyobraźmy sobie pozytywne skutki ćwiczeń, albo negatywne powstrzymywania się od nich. Obrazy muszą być sugestywne i działające na emocje - wtedy poczujemy motywacje do wprowadzenia zmiany.

2. Zaplanować zmiany tak, by czerpać z nich możliwie jak największą przyjemność. Jednym z najsilniejszych czynników skłaniających do działania jest uczucie przyjemności. Niektórzy wyobrażają sobie, że zdrowy styl życia składa się wyłącznie ze sztywnych reguł i wyrzeczeń, wtedy wprowadzenie zmian z góry staje się skazane na niepowodzenie. Przykład: nie cierpię reguł i życia w wojskowym drylu, a chcę schudnąć. Wszelkie diety wywołują u mnie odruch "w tył zwrot", więc tak modyfikuję swój rytm odżywiania, żeby nie stwarzał wrażenia spętania, a spożywane pokarmy wydawały się smaczne. Żadnych: śniadanie 1 kromka razowego chleba, pół pomidora, łyżeczka twarogu. Dieta, którą przedstawiłam w poprzednim poście moim zdaniem ma u mnie szansę na realizację, ale czas pokaże czy dobrze kombinuję. Wprowadzeniu zmian powinna nam towarzyszyć przyjemność, dlatego nawet jeśli musimy z czegoś zrezygnować, to lepiej jest znaleźć dla tego jakąś alternatywę np. smacznym zamiennikiem dla kawy czy herbaty może być herbata Rooibos.

3. Zmiany wprowadzać w najwygodniejszym dla siebie tempie. Nie lubię burzliwych zmian, wolę drobne przemiany wprowadzane etapami do których się przyzwyczajam, inni mkną przez życie jak burza. Można zaczynać od tego co najprostsze, albo najtrudniejsze - żeby szybciej mieć to za sobą, dlatego wybierajmy tempo, które sprawi, że przez okres zmiany przejdziemy zrelaksowani i uśmiechnięci.

4. Sprawić, by zmiany stały się nawykami. Podobno wystarczy przetrwać 21 dni, podczas których nasze czynności mają szansę stać się nawykami. Ale z doświadczenia wiem, że nawyki również mogą zanikać. Jeżeli dana czynność wyraźnie nie pasuje do naszej, to raczej trudno będzie na stałe wprowadzić ją do swego życia. Możemy gimnastykować się o poranku tzw. siłą rozpędu (z przyzwyczajenia) czy z rozsądku Jednak podczas pierwszego lepszego kryzysu gimnastyka pójdzie w odstawkę.

O osobach, które coś zaczynają, a często nie kończą mówimy, że mają słomiany zapał. 
WŁAŚNIE. Jeśli pozwolimy sobie odejść, zrezygnować, porzucić coś w połowie, świat z pewnością określi, że mieliśmy słomiany zapał czy że jesteśmy niepoważni. Jednak ja bym nie była aż tak surowa w ocenach. Bo skąd ta surowość? Czy nie mamy prawa próbować, a potem rezygnować jeśli okaże się, że to nie jest nasz cel, nasze miejsce, nasi przyjaciele? Myślę, że to nic złego. Wiele razy zdecydowałam, że z czymś kończę i nie towarzyszyły tej decyzji najmniejsze wyrzuty sumienia, za to zyskałam pewność, że to nie pasuje do mojego świata, a przy okazji zdobyłam nowe doświadczenia.

Oczywiście, najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich zainteresowanych wprowadzaniem pozytywnych zmian do swego życia, jest rozpoczęciem działań DZISIAJ. NIE dla jutra, TAK dla dzisiaj. Taką akcję podpatrzyłam na blogu Vea Loveliness i chętnych również zapraszam do uczestnictwa. Warunki uczestnictwa to: wklejenie baneru do swojej notki, wymienienie w niej 3 rzeczy, które zrobimy właśnie dzisiaj oraz zachęcenie do tego kroku innych.

http://vea-loveliness.blogspot.com/2014/01/nie-dla-jutra-tak-dla-dzisiaj.html
Oto co ja zrobię właśnie dzisiaj:
  1. Idę spać przed 22:00.
  2. Przeznaczam godzinę na czytanie książki.
  3. Ćwiczę z agrafką.