czwartek, 16 stycznia 2014

Kto się boi gafy

fot. Thinkstockphotos
Wpadka, kompromitacja, potknięcie, faux pas, gafa, kaszana, obciach, obsuwa itd. Kto z nas jej nie doświadczył? Kto jest tym Szczęściarzem - niech się zgłosi, żebym mogła go poznać! Żeby nie było niejasności, nie zamierzam tu pisać o wydarzeniach, przez które reputacja legnie w gruzy,  czy o czymś takim jak dotykanie jedzenia lewą ręką w Indiach (gdzie nie używa się papieru toaletowego, a lewa ręka służy do podmywania się), a jedynie o małych niegroźnych kompromitacjach, dzięki których co najwyżej możemy najeść się wstydu.

No właśnie - wstyd. To przez to uczucie czujemy tak ogromny dyskomfort po potknięciu. Może pojawić się zakłopotanie, żal, smutek, ale to z powodu wstydu czujemy podle. A wszystko dlatego, że podobno uczymy się wstydzić już jako dzieci, zanim jeszcze nauczymy się mówić, bo zawstydzanie dzieci to ciągle jedno z głównych narzędzi wychowawczych w naszej kulturze. W dzieciństwie nasiąkamy wstydem i tak już zostaje, pojawia się natychmiast kiedy tylko zrobimy coś wbrew panującym normom (ale w rozsądnych granicach - jest pożądany!).

Choć niektórym wolnym duszom może się to wydawać nudne, to jednak żyjemy w świecie pełnym norm, obyczajów i reguł savoir-vivre'u. Podoba mi się powiedzenie, że życie to metafora teatru. Obsadzamy się w rolach, a przez gafę na moment wypadamy ze swojego scenariusza. Nasz wizerunek chwieje się w posadach - co ludzie powiedzą???

Jeśli należymy do osób, które po wpadce palą się ze wstydu i przez dłuższy czas żyją w niepewności, zastanawiając się, czy wszyscy dookoła mówią tylko o nich, najlepiej nie narażać się na niepotrzebny stres i jak najszybciej załatwić sprawę ze sobą i z otoczeniem. Wprawdzie niewykluczone, że z powodu popełnionej przez nas gafy jedynie nasza duma ucierpiała, a ludzie dookoła trochę się pośmiali i zaraz wrócili do swoich zajęć, nieważne - nasze uczucia też się liczą. Zastanówmy się więc, co tak naprawdę się stało, bo jeśli gafa nie wyrządziła nikomu krzywdy, warto obrócić ją w żart - to będzie dobry test na poziom naszej samooceny! Gafa grubszego kalibru może wymagać przyznania się do popełnionego błędu, przeproszenia czy chęci zadośćuczynienia.

Mój życiorys aż kipi od nietrafionych wypowiedzi, żenujących wypadków i innych tym podobnych, mniej lub bardziej zabawnych okoliczności. Na szczęście, oprócz ogólnej wesołości, nigdy nic poważniejszego z nich nie wynikło i mam nadzieję, że tak już zostanie. Zżyłam się z moimi gafami, stanowią humorystyczną, nieodłączną część mojego życia. Zawsze jest się z czego pośmiać i coś wesołego powspominać na spotkaniach z przyjaciółmi, a śmiech to przecież najlepsze lekarstwo na bolączki ludzkiej egzystencji (galetologia - terapia śmiechem).

Żeby nie być gołosłowną przytoczę przykład:
Swego czasu dojeżdżałam do pracy z sąsiadami, którzy mieli czarne punto. Zwykle po pracy robiliśmy zakupy spożywcze, a dopiero później wracaliśmy z pełnymi siatami do domu. Idę więc z tobołami i patrzę, że stoi mój samochód, a wewnątrz za kółkiem czeka już sąsiad. Zatem bez zastanowienia otwieram tylne drzwi i ładuję się do środka, po czym rozpoczynam opowieść o tym, jak ktoś mnie w pracy wpienił. W tym momencie kierowca się odwraca i mówi do mnie "bardzo to interesujące, ale chyba pani pomyliła samochód". Wtedy zobaczyłam, że to jakiś obcy facet, tylko samochód był taki sam, więc przeprosiłam i potulnie wyszłam (targana śmiechem). A mogłam zerknąć na rejestrację...


ddwloclawek.pl
Popełnienie gafy to nie koniec świata! Spróbujmy spojrzeć na sprawę inaczej: nikt nie jest doskonały, a ludzie odbierani przez innych jako chodzące ideały są tacy... "odlegli" od zwykłych śmiertelników. Znacie takie "chodzące ideały"? Czy nie wydawali się bardziej ludzcy, kiedy udało im się wreszcie popełnić jakąś niezręczność? Oczywiście, o ile przy tym nie doznali załamania nerwowego, nie mogąc pogodzić się ze skazą...

Ludzie naprawdę nie zwracają w takim stopniu uwagi na nasze błędy, jak nam się wydaję - mówię o zwykłych, życzliwych ludziach, innymi nie warto zawracać sobie głowy. Złośliwiec, który chce nam dopiec zawsze znajdzie na to sposób, nawet kiedy  już zostaniemy "chodzącym ideałem". 

A może i Wy zechcecie podzielić się ze mną swoimi drobnymi, nieszkodliwymi wpadkami? Trochę śmiechu w obliczu tej "cudownej" pogody, którą mamy za oknem na pewno nikomu nie zaszkodzi. Białe szaleństwo wreszcie z nami jest - nie posiadam się z radości :/ 

Zatem na poprawę nastroju jeszcze jedna gafa - tym razem popełniona w pracy:
Zajmowałam się pisaniem informacji o wyróżnieniu nagrodą pieniężną pracowników. Robiąc to spostrzegłam, że jeden z wyróżnionych nosi takie samo nazwisko jak ja, więc zaczęłyśmy z koleżankami żartować, że tylko zmienię imię na zawiadomieniu i kasa będzie moja. W końcu zadanie zakończyłam, a podpisane przez szefa zawiadomienia zaniosłam do kancelarii do rozesłania. Następnego dnia rano przeglądam (zupełnie nie wiem dlaczego) wykonane pisma w komputerze i co widzę? Na zawiadomieniu NAPRAWDĘ wpisałam swoje imię i nazwisko!!! Z prędkością światła znalazłam się w kancelarii i udało mi się szczęśliwie odzyskać pechowe zawiadomienie. Nie muszę chyba dodawać, że wszyscy dookoła mieli z tego ubaw, tylko szef był dziwnie poważny, kiedy wręczyłam mu do podpisu nowy egzemplarz. I dobrze, że tylko na powadze się skończyło...


Oswajamy zimę :)) gifyagusi.pl


62 komentarze:

  1. Pierwsza sytuacja nie była jakaś strasznie wstydliwa, raczej śmieszna ;) Ta z pracą faktycznie obciachowa, ale cóż... Jesteśmy tylko ludźmi.
    Moja mała wpadka: 5-6 lat temu, szłam do szkoły z koleżanką. Zima, ślisko. Oczywiście musiałam włożyć buciki na obcasie :D Za nami szła grupka chłopaków... Co mogło się stać? Oczywiście upadłam, ale że było ślisko to skończyłam w pozycji krzyża (ręce rozjechały mi się na boki :D). Z koleżanką potem często to wspominałyśmy :) Nawet teraz mam z tego niezły ubaw ;)
    PS Niedawno napisałam post o podobnej tematyce - opublikuję go niedługo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo myślałam, które z moich obciachów wybrać do tego tekstu i jednak zwyciężył WSTYD, w sumie blog jest przestrzenią publiczną do której każdy może wejść... Zresztą, to zależy od wrażliwości każdej osoby, na przykład upadki zawsze bardzo mnie śmieszą, a ostatnio znajoma stwierdziła, że ją to wcale nie bawi, bo od razu wyobraża sobie, że nieszczęsnej ofierze mogło się coś stać i nie rozumie mojego rżenia. Pewnie, że mogło, mogłaś się nawet połamać upadając w ten sposób, ale na szczęście do tego nie doszło :)

      Usuń
  2. Haha komiczne! Gdyby mi ktoś tak zrobił, jak w sytuacji z samochodem nie mogłabym zebrać się do pionu ze śmiechu! Maksymalnie świetna i śmieszna historia ! :D
    Oj mi w życiu też zdarza się pełno gaf... zwykle są tak małe, że ich na drugi dzień nie pamiętam ;) Zauważyłam na uczelni, jak jestem wywoływana do tablicy (zwłaszcza na ćwiczeniach z wytrzymałości materiałów) to potykam się przynajmniej o dwa krzesła :D

    Nawiązując do komentarza wyżej, kiedyś też miałam podobną sytuację z poślizgnięciem i co najlepsze pisałam w skupieniu sms'a i tak wywinęłam orła, że leżałam i nawet nie zarejestrowałam, że to się stało i dalej pisałam tą felerną wiadomość!
    Najlepsze, że wszyscy znajomi ze szkoły widzieli jak... idzie kaptur, idzie kaptur i nagle nie ma kaptura ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musiał być sms nasączony dużym poziomem emocji ;)

      Usuń
  3. Uśmiałam się ze wszystkich tu przeczytanych gaf. :D A że jestem specjalistką od gaf, to popełniam, je na każdym kroku. Kiedyś w pracy jeszcze, zadzwoniłam do męża (byłego zresztą) z pytaniem czy kupił chleb. było tak: kochanie kupiłeś chleb? z drugiej strony słyszę jakiś inny głos. Ale głos na pewno nie należał do mojego męża. :D Chwila zamysłu i pytanie czy na pewno dobrze się dodzwoniłam. Wszystkie koleżanki oczywiście miały radochę ze mnie przez jakiś czas.

    Tych gaf miałam dużo więcej i nie tylko w pracy. Gafy były też w kościele, gdzie wszystkie berety patrzyły oburzone, jak ksiądz się roześmiał przy spowiedzi bo powiedziałam że nie lubię na się skarżyć i żeby ta pokuta nie musiała być od razu i natentychmiast, bo wpadłam w tym celu w przerwie w pracy. Koleżanki mnie wtedy wygoniły do spowiedzi. :D Zapamiętał mnie na długo i przy każdej wizycie w przychodni, pytał czy nie potrzebuję przypadkiem spowiedzi, miny pacjentów były bezcenne. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jakiś wyrozumiały i z dystansem ksiądz, a mógł przecież wyparować z konfesjonału machając stułą - byłoby jeszcze fajniej ;) Ale przyznaj, że bez takich chwil życie wydawałoby się smutne... NAPRAWDĘ mam koleżanki, którym kompletnie nic się nie przytrafia - albo skrzętnie to ukrywają. Kiedy opowiadam o swojej kolejnej wpadce to zaraz słyszę "ty to masz te przygody".

      Usuń
    2. Myślę że te osoby udają że nie mają gaf, każdy je ma. :) Co do księdza, wybrałam wtedy najmłodszego i najbardziej przystojnego, a co. ;D Berety były bardzo zgorszone, ich miny bezcenne. :D

      Usuń
    3. Przypomniałam sobie teraz jeszcze jedną z gaf. Często mam problemy z rozpoznaniem ludzi. Kiedyś wpraszałam się na kawę pewnej nieznajomej, właściwie znajomej tylko z widzenia. Pomyliłam ją z inną znajomą, zaczepiłam i zapowiadałam się że na pewno przyjdę do niej na tą obiecaną kawę. :D Byłam wtedy na zakupach z mężem.( byłym) Ich miny były bezcenne, na końcu rozmowy przeprosiłam krztusząc się ze śmiechu. :D Kiedyś też, pracując w szkole jeszcze, chciałam wygonić nowego lekarza z gabinetu. Siedziałam tyłem do drzwi, coś robiłam i kazałam przyjść na przerwie, nie na lekcji. Uczniowie uwielbiali wykorzystywać chwilę, i to była prośba nauczycieli. :) On się wtedy odezwał że jest lekarzem, wtedy się odwróciłam i O.o. Wesoło było. :D Mam całą długą listę gaf. :D

      Usuń
    4. Teraz, kiedy już drugi dzień mam w głowie ten temat, to coraz więcej wpadek sobie przypominam! Ja miałam podobną w pracy, jako świeży pracownik. Mam słabą pamięć do twarzy również ;) i myślałam, że rozmawiam z radcą prawnym, a to był ktoś inny i mi nie przerwał, tylko odezwał się, kiedy już wyłuszczyłam problem :)

      Usuń
    5. O ja nie mogę! :D Ale u mnie to było i do dziś jest nieobce. :D

      Usuń
  4. też mam ochotę wsiadać do obcych aut :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i powiedz, skąd to się bierze? ;) Chciałoby się zacytować "Dlaczego ja???" (serial paradokumentalny opowiadający historie ludzi dotkniętych przez los - Polsat he,he,he)

      Usuń
    2. dlaczego nie ?
      ot, taka 'przypadłość' ile nowych znajomości mozna zawrzeć ;-)

      Usuń
  5. No to się uśmiałąm, ale także przyszła refleksja i dziękuję Ci bardzo za to :)
    U mnie ten "wstyd" był zupełnie inny niż dzisiaj, ponieważ kiedyś wstyd mnie paraliżował. Teraz już umiem się śmiać z własnych wpadek a nie tylko cudzych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jak mówi stare przysłowie pszczół - wstyd to kraść :) czy jakoś tak...

      Usuń
  6. Kiedyś na uczelni podeszłam do dwóch dziewczyn, które coś sobie tłumaczyły. Zapytałam jednej o salę a ta nic mi nie odpowiedziała. To pytam drugi raz ale już trochę chamsko. Ta druga dziewczyna dziwnie się na mnie patrzy a potem powiedziała mi, że to wykładowczyni :O Głupio było ale cóż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej nie jesteś chodzącym ideałem tylko śmiertelnikiem z krwi i kości ;)

      Usuń
    2. Gdybym sobie dłużej pomyślała to więcej gaf bym znalazła :p Na początku jest głupio a po jakimś czasie to nawet śmieszne jest :)

      Usuń
  7. Moja mama kiedyś zrobiła tak samo :D spieszyła się, wychodząc ze sklepu z zakupami, wsiadła do samochodu zaparkowanego pod sklepem i okazało się, ze siedzi w nim obcy facet hehe Wyjęła zakupy, przeprosiła, facet się śmiał i poszła do właściwego auta :D szkoda, że mnie przy tym nie było.. ;]
    Mnie się jednak często zdarza powiedzieć coś wtedy, kiedy nie trzeba albo powiedzieć coś głupiego. Oczywiście okazuje się to zabawne i wszyscy się śmieją ale mnie jest wstyd. Bo w innych okolicznościach raczej bym czegoś takiego nie zrobiła - a ja albo coś źle usłyszę, albo się zamyśle a potem gadam głupoty ;]
    PS. świetny obrazek :) :) lubię takie klimaty ;]

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja podobny obrazek dzisiaj mam za oknem (nie)stety :) Ze sklepem w tle miałam jeszcze jedną gafę: robiłam zakupy w samoobsługowym, zapłaciłam i z plastikowym koszykiem poszłam sobie do domu, a sklepowa biegła za mną z krzykiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe :D to widzę, że z Tobą nie można się nudzić :D ciągle jakieś atrakcje :D i radości :D

      Usuń
  9. Każdemu się czasem przydarzy jakaś niezręczna sytuacja, ja również staram się obracać je w żart :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, później jest się przynajmniej z czego pośmiać - choćby siedząc z koleżankami w pubie :)

      Usuń
  10. Bardzo mnie rozbawiły Twoje wpadki. Ta z samochodem, mistrzostwo. :) Nie pamiętam w tej chwili takiej sytuacji u siebie. :)
    A u mnie nie ma śniegu, nic a nic. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też ostatnio spokojniej, muszę bazować na minionych latach ;) Nie mówię, że przykro mi z tego powodu, ale dziwnie się bez nich czuję - tak jakbym to nie była ja... Ej, smucisz się, że śniegu nie masz? Mi już od dwóch dni buty przemakają, prawdziwa breja na chodnikach. Słyszałam, że na południu w sobotę spadnie :)

      Usuń
  11. Wszystko zależy od wpadki i okoliczności. Chyba każdemu coś tam się przytrafiło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak, niektórzy po prostu z jakichś powodów uważają, że wizerunek bez jednej rysy jest taki fajny ;)

      Usuń
    2. Wcale nie jest tak fajnie bez żadnej rysy. Ja bym nie ufała takim osobom. :) Wolę być trochę stuknięta niż megapoważna. :))

      Usuń
  12. ja prawie zawsze wszystko obracam w żart a kiedyś bardzo się przejmowałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja - prawie od razu mam atak śmiechu :)

      Usuń
  13. Twoja historia z samochodem mnie urzekła ;) sama jestem chyba jedną wielką chodzącą gapą. Ostatnio wyszłam z autobusu i idę spokojnie do domu, przede mną jakiś chłopak i co chwilę się odwraca i patrzy dziwnie. Myślę sobie: "o co mu chodzi?". W końcu po jakimś trzecim spojrzeniu zabójcy zorientowałam się, że idąc ze słuchawkami w uszach śpiewam na głos i pewnie dlatego się tak odwracał. Zaczęłam się śmiać na głos, a on jeszcze bardziej zdziwiony:) Nie ma co się przejmować, ale żyć i korzystać i śpiewać i wsiadać do cudzych samochodów - a nóż to będzie znajomość na lata ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, ha! Podejście genialne :) Zresztą bycie gapą wcale nie jest takie straszne, przynajmniej mamy więcej okazji do śmiechu!

      Usuń
    2. To się uśmiałam na koniec dnia. :D :D :D

      Usuń
  14. No wparować do czyjegoś auta to jest coś :D w sumie ja bym chyba sama posikała się ze śmiechu :)
    Swoich typowych gaf nie pamiętam za bardzo bo zwykle wszystko co się da obracam w żart. Poza tym potrafię śmiać się sama z siebie - czego wiele ludzi nie potrafi - a wręcz takie osoby potrafią się tylko obrażać - współczuje im bo ich życie jest ponure :)
    Tak czy owak - nie zamierzam zmieniać się - wolę być "wariatka", "pchłą" czy udawać głupią blondi i się z tego śmiać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że takie wzorowe życie na pokaz to coś okropnego, przynajmniej ja bym się źle z tym czuła. Zastanawiam się, dlaczego ostatnio prawie nic mi się nie przytrafia, tak jakbym gdzieś zgubiła swoją prawdziwą JA...

      Usuń
    2. Wiesz czasem chwilę trzeba poczekać, aż coś się wydarzy. Ja np. w pracy potrafię podśpiewywać, leżeć na biurku, czy zawracać tyłek koleżance jak nie słucha mnie tekstem "eiiiii" :)
      Wczoraj znów wieczorem mój M. coś pytał mnie i nie chciało mi się gadać. Chciał coś typu "podaj mi 127 powodów..." to zaczęłam stękać te 127 razy - aż wstał, przyszedł do mnie i śmiać się zaczął :)

      Usuń
    3. U mnie w pracy to właśnie jakieś takie nieskazitelne towarzystwo się zebrało i czasami już mi się nie chce robić za wesołka. No właśnie - pewnie to jest powód niepojawiania się wpadek! Człowiek nieraz siedzi jakby kij od szczotki połknął. Serio, nie znoszę czegoś takiego. Ludzie podchodzą do pracy, jakby byli ostatnią podporą świata. (I nie chodzi mi o olewanie roboty, ale przynajmniej lekki dystans).

      Usuń
    4. U mnie w wydziale jest w miarę luźno :) nikt nie patrzy ile jest roboty, czy mało czy dużo, jak się śmiejemy to wszyscy. Nie raz przychodzi do nas dyrektorka uciszać nas - bo siedzi akurat u nas w sali :)
      Ale znów w innych wydziałach nie ma czegoś takiego. Każdy pracuje i robi tylko swoją działkę. Wychodzą chyba z założenia, że to tylko dzięki nim jest coś zrobione. A tu gucio prawda. Okazuje się, że jesteśmy jednym z wydziałów co nie dość że jest najgłośniejszy, to i najsprawniej wszystko obsługuje. Po prostu jesteśmy wspaniale zorganizowani :)
      We wcześniejszej pracy nie było mowy o śmianiu się bo "szefuńciowi" to nie pasowało i było tak jak opisujesz - kij w tyłek i siedź tak 8 h... masakra jakaś.
      O... to taka mała jakby gafa... jak byłam na rozmowie, zadali mi pytanie, co powoduje ze chce zmienić pracę, dlaczego to robię itd itp. a ja niewiele myśląc odpowiedziałam, że w sumie to potrzebuje kasy bo mieszkanie wykańczam i jakoś muszę normalnie żyć ;) Chyba trochę dyrektorka się zdziwiła i panienka z rekrutacji - ale... przyjęli mnie ;)

      Usuń
    5. Te pytania na rekrutacji, skąd oni je biorą. Wiadomo, że jeśli człowiek chce pracować, to jednym z ważniejszych powodów są pieniądze. No właśnie tak jak napisałaś, jakby powaga gwarantowała efekty, a dla mnie wręcz przeciwnie, luźna atmosfera bardziej motywuje mnie do wysiłku :)

      Usuń
    6. Z sufitu :D kiedyś byłam w firmie HR na rozmowie z 20 pytań były może z 3 dotyczące tego co mam robić, a reszta czysta psychologia - po rozmowie napisałam owej pani maila że są nie normalni i nie szukają pracownika bo takie pytania jak zadawali nie mają nic na celu aby znaleźć kogoś z odpowiednimi kwalifikacjami a ponadto oszukują (w ogłoszeniu było że ang. podstawy a na rozmowie że bardzo dobry) - tydzień kobieta nie odpisywała - chyba się zdziwiła ...
      Ja jeśli coś tyczy się mojej dziedziny (gdzie nikt się po mnie tego nie spodziewa) to potrafię kogoś zakłopotać, że nie wie co powiedzieć :P

      Usuń
    7. Też uważam że nie idzie się do pracy dla hecy, czy zabicia czasu, ale właśnie dla kasy. No nie oszukujmy się. :D

      Usuń
  15. Ciekawy temat poruszyłaś. Właśnie ja doskonale pamiętam to, że ciągle rodzice mnie strofowali, ze to źle, że tamto źle..że coś źle powiedziałam, że się nie tak zachowałam. Byłam grzeczna, spokojna i ułożona, może aż za bardzo. Potem obawy przed ich krytyką sprawiały, że zamykałam się w sobie i blokowałam. Nie jestem za bezstresowym wychowywaniem, ale wiem, że takie postępowanie nie jest dobrym. Często w mojej głowie teraz, kiedy mam prawie 30 lat, pojawia się myśl - pewnie to źle zrobiłam, pewnie znowu kogoś rozczaruję, pewnie uznali mnie za idiotkę..itd. A przecież każdy popełnia jakieś gafy, palnie czasem jakąś bzdurę - szczególnie w stresie. Grunt, żeby jakoś je przełykać, jak Ty swoje :) i iść do przodu. Tylko, że łatwo powiedzieć, a czasem ciężko wdrożyć to w życie. Oczywiście mówię to na przykładzie swojej pokręconej, pesymistycznej natury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice wcale nie byli lepsi, myślę, że po prostu nie umieli inaczej - tak się wychowywało dzieci, przez zawstydzanie. Tak bardzo tego nie cierpiałam, że nigdy nie zrobiłam tego swoim dzieciakom. Dziecko nie umie bronić się przed wstydem, po prostu cierpi. Nie rozumiem,dlaczego to miało być wychowawcze. Ja z kolei, z natury optymistka (może nawet niepoprawna). Moja teściowa, na przykład, uważa, że jestem taka znieczulica, bo w razie problemów nie potrafię rozpaczać razem z nimi tylko mówię, że nie jest jeszcze tak źle i na pewno będzie dobrze :)

      Usuń
  16. P.S. Zima wcale nie taka zła! Paradoksalnie, potrafi być bardziej kolorowa i magiczna od dajmy na to - jesieni. Jest biało, jest śnieżnie,w powietrzu czuję świeżość i lekkość.. idę na spacer, pod nogami skrzy się piękny biały puch.. czuję się wolna i szczęśliwa. Czuję się nieco magicznie, przychodzą na myśl Święta Bożego Narodzenia....

    P.S. 2 zapraszam do mnie na rozdanie, może zainteresuje Cię moje wyzwanie i nagrody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Bydgoszczy na Boże Narodzenie było wręcz wiosennie - pąki na drzewach strzelały, stokrotki kwitły!

      Usuń
  17. dobrze, że wsiadając do obcego samochodu nie trafiłaś na jakiegoś porywacza czy zboczeńca ;) (kilkukrotnie miałam nieprzyjemne sytuacje z obcymi facetami, więc się boję i to pierwsze co nasunęło mi się po przeczytaniu wpadki ;) )
    myślę od 5 minut i żadna gafa nie przychodzi mi do głowy... albo mam słabą pamięć, albo... nudne życie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że mogło się tak stać. Ale w sumie można tak powiedzieć o każdym wypadku, bo przewracając się, można połamać sobie kości czy wybić zęby itd. Ten sport bywa niebezpieczny ;)

      Usuń
  18. Ja się w ogóle nie boję gafy, gdybym się bała to w ogóle bym się nie odzywała, jestem dość pewna siebie i czasami zrobię coś nie tak albo palnę jakąś głupotę ale nikt nie jest idealny, wiem, że np. w Azji ludzie są bardzo wyczuleni na tym punkcie.

    Co do Twojej gafy to była zabawna ale rzeczywiście gdybyś tego nie wyprostowała mogłabyś mieć spore problemy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gafy w pracy - nigdy nie wiadomo jak się może skończyć. Takie czasy ;)

      Usuń
  19. Miałam tyle gaf, że ich już nie pamiętam, więc Cię nie uraczę opowieścią. Ja zazwyczaj szybko o takich rzeczach zapominam. Po co się przejmować takimi drobnostkami. ;)
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoje lubię kolekcjonować w pamięci, ale tylko i wyłącznie na potrzeby dobrego humoru ;)

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. Bylibyśmy tak doskonali, że aż strach ;)

      Usuń
  21. U mnie zawsze jest tak, że wypowiem coś bez wcześniejszego zastanowienia.. choćbym się starała, to chyba nigdy mi nie wyjdzie na odwrót. Potem są tego konsekwencje, ale najbliższe mi otoczenie poznało moje poczucie humoru, sarkazm, i wszystko bierze z dystansem.. a nawet niektóre osoby mówią mi, że dzięki temu jestem szczera. Do niedawna też bardzo się przejmowałam drobnostkami, które wtedy były dla mnie po prostu wielce wyolbrzymione.. ale przecież nie dla gaf człowiek żyje :) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zauważyłam, że nasze widzenie sytuacji często bywa przejaskrawione, więc lepiej sobie nie wyobrażać "co ludzie powiedzą" ;)

      Usuń
  22. Jesteśmy tylko ludźmi. Ciekawy temat poruszyłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często nie zastanawiamy się dlaczego reagujemy tak, a nie inaczej :)

      Usuń
  23. Fajnie, że poruszyłaś taki temat..

    OdpowiedzUsuń
  24. żadnej z tej książek nie czytałam, ale mam teraz ferie, więc pewnie przejdę się do biblioteki :)
    ★ blog

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo ciekawie napisane :) akurat gafy, które przytoczyłaś, bez problemu można obrócić w żart i śmiać się z siebie. Ja bym wręcz opowiadała je znajomym jako anegdotki :) Sama podobnych sytuacji miałam mnóstwo i nigdy w życiu bym nie pomyślała, żeby się nimi przejmować. Nie przeszkadza mi, że inni się śmieją jeśli palnęło się jakąś głupotę, ale jeśli na prawdę zrobi się coś, czego nie chciałoby się wywlekać na powierzchnię ziemi, a jakimś sposobem dowiadują się o tym inni to taka sytuacja może być źródłem wielu nieprzyjemności, wstydu, często stresu. Trzeba umieć się z nią zmierzyć i zachować twarz. Najgorsze jest rozpamiętywanie i myślenie właśnie "co ludzie powiedzą".

    Bardzo nie lubię takiej postawy u innych, zbytnie zamartwianie się o swoją reputację, brak dystansu do siebie, może być powodem zamartwiania się błahostkami, na które inni tak na prawdę nie zwracają uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałam tych naprawdę kompromitujących jednak nie przytaczać ;) A takie to w sam raz, przynajmniej jest z tego trochę śmiechu (choć, jak ktoś wyżej słusznie zauważył, zawsze mogłam wsiąść do samochodu zboczeńca).

      Usuń