wtorek, 28 stycznia 2014

Zamierzenia z wiosną w tle

123RF.com
Zima trzyma nas w swych szponach i pewnie szybko nie wypuści, jednak pod koniec lutego słońce jest już na tyle wysoko, że jeśli dobrze się wczuję to i wiosnę poczuję! Kiedy myślę o nadchodzącej wiośnie, od razu mam wyjątkową ochotę nie tylko wyczyścić każdy centymetr sześcienny siebie, ale i każdy centymetr kwadratowy swojego mieszkania i przestrzeni osobistej.


Tak więc, w tym roku bez diety się nie obędzie. Wiem, że na pewno nie zniosę typowej głodówki, znalazłam więc coś, co uda mi się przetrwać. Wolę zrobić dla siebie mniej, niż nic nie zrobić (mówię tak, bo wiem jak mój organizm reaguje na głód - chyba musiałabym wziąć urlop, a w domu to tylko wegetacja w łóżku czy fotelu). Dieta, którą wybrałam na powitanie wiosny nie zawiera typowej rozpiski typu: ile czego i w jakich godzinach, są to raczej ogólne informacje o odżywianiu, które wspomoże oczyszczanie organizmu, a jednocześnie nie jest zbyt restrykcyjne:
  • dieta oczyszczająca zwykle trwa od 10 do 20 dni;
  • spożywamy jak najmniej przetworzone produkty, a najlepiej z upraw ekologicznych;
  • pijemy co najmniej dwa litry płynów dziennie, w tym wody mineralnej 1,5 l;
  • do picia używamy wody mineralnej lub herbatek ziołowych działających moczopędnie, napotnie czy łagodnie przeczyszczająco np. brzoza, pokrzywa, skrzyp polny, mniszek lekarski, fiolek trójbarwny;
  • przykładowe produkty oczyszczające organizm: letnia woda z sokiem cytrynowym wypijana na czczo, sok ze świeżych warzyw, czosnek, prażone nasiona dyni, zielona fasolka mung, kasza jaglana, ryż brązowy, algi morskie, kiełki, awokado, zielona herbata;
  • koniecznie rezygnujemy z wszelkich używek (kawy, alkoholu, nikotyny), produktów zawierających związki chemiczne (zup w proszku), unikamy oparów szkodliwych chemikaliów;
  • i wreszcie schemat mojej diety oczyszczającej:
Dzień 1. i 2.: Warzywa (surowe i gotowane), owoce, soki warzywne i owocowe. Najbardziej polecane: papryka, marchew, czerwona i żółta cebula, pomidory, kapusta, brokuły, kalafiory, ziemniaki, winogrona, aronia, cytrusy, banany, jabłka. Także owoce suszone. Do sałatek można dodawać oliwę z oliwek oraz inne oleje roślinne. Dodatkowo można zjadać kilka orzechów dziennie.
Dzień 3. i 4.: Oprócz warzyw i owoców - fermentowane napoje mleczne. Należy wypijać 0,5 l kefiru, maślanki lub jogurtu naturalnego, najlepiej w formie koktajli owocowych.
Dzień 5. i 6.: Do menu dołączamy razowe produkty zbożowe: kaszę gryczaną, dziki ryż, makaron razowy, chleb pełnoziarnisty, gruboziarniste pieczywa, płatki owsiane, otręby.
Dzień 7. 8. i 9.: Do jadłospisu wkracza mleko (u mnie niekoniecznie), chudy twaróg i jaja.
Dzień 10.:  W menu uwzględniamy porcję ryby lub chudego mięsa. 
Przeciwwskazaniami do takiego odżywiania są stany zapalne przewodu pokarmowego, kamica pęcherzyka żółciowego, a przy cukrzycy lub chorobach nerek powinno się skonsultować ze specjalistą.
Podoba mi się bardzo, że w wybranej przeze mnie diecie są tylko ramy ogólne, a o reszcie zdecyduję sama - szczegółowe rozpiski co i jak zdecydowanie nie są dla mnie stworzone. 10-dniową dietę zamierzam rozpocząć po swoich imieninach, czyli w marcu, a na uwagę zasługuje też fakt, że po raz pierwszy w życiu decyduję się na takie ograniczenia (dla mnie wyglądają naprawdę poważnie).

Kiedy już skończę z dietą, to zabiorę się pełna energii za oczyszczanie domu oraz swojej życiowej przestrzeni. W tym zakresie czeka na mnie:
  • przestawienie mebli,
  • generalne porządki,
  • wyrzucenie niepotrzebnych rzeczy,
  • częściowa wymiana garderoby,
  • zmiana wystroju mieszkania,
  • umycie okien, żyrandoli,
  • zadbanie o kwiaty doniczkowe,
  • kupienie wreszcie świeżych kwiatów do domu, otwieranie okien wreszcie na dłużej!
A kiedy już się wystarczająco naharuję i moje mieszkanko zabłyśnie i zachłyśnie się świeżym powietrzem, nadejdzie czas na moją doczesną powłokę czyli oczyszczanie ciała. Kiedy ostatnio biegałam, tańczyłam, byłam na masażu? Czy potrafię jeszcze zrobić szpagat, albo dotknąć głową kolan? Wątpię. Czas po raz 101 zabrać się za swój zdrowy (i dobry) wygląd, a codzienna godzina w ruchu na pewno będzie w tym moim sprzymierzeńcem. Teraz myślę, że wrócę do biegania, ale może wymyślę jeszcze coś na zmianę np. ćwiczenia z agrafką, bo po coś ją przecież kupiłam. Marzy mi się też rozciąganie. A poza tym:
  • poranny chłodny prysznic,
  • "powitanie słońca" na dzień dobry,
  • szczotkowanie ciała na sucho szczotką,
  • regularne peelingi ciała,
  • masaże,
  • codzienny relaks (medytacja, joga, pisanie, czytanie itp.)
  • ćwiczenia oddechowe (spokojny i prawidłowy oddech wydłuża życie i uspokaja).
Część tych atrakcji zapewne będzie wykonywana od święta, przecież to oczywiste, że mój dzień nagle cudownie się nie wydłuży, jednak zależało mi, żeby wypisać jak najwięcej, tak na wszelki wypadek. Zauważyłam, że łatwiej mi przychodzi wywiązywanie się z zamiarów upublicznionych, więc i tym razem może coś z tego będzie, przynajmniej na 75%.

Dwa ostatnie elementy wiosennej układanki nie wymagają ode mnie wysiłku, ale bez nich nie docenię tego co zrobiłam do tej pory i trudno mi będzie cieszyć się życiem. Są to:
Oczyszczanie umysłu - uwolnienie umysłu od negatywnego i blokującego myślenia, może spojrzenie na życie z nowej perspektywy, zadbanie o zdrowie psychiczne i fizyczne.
  • każdego dnia zrobienie jednej rzecz tylko dla siebie,
  • wypowiadanie codziennie afirmujących stwierdzeń,
  • odnowienie kontaktów z przyjaciółmi,
  • codzienny uśmiech (oglądanie komedii, czytanie kawałów, uśmiechanie się do lustra,
  • znalezienie dla siebie jednego dnia w tygodniu - na odpoczynek,
  • uczenie się czegoś nowego.
Oczyszczanie relacji międzyludzkich - spotkanie się ze starymi przyjaciółmi, pogodzenie z otoczeniem - szkoda życia na niesnaski.

Czy tylko ja myślę już o wiośnie???







piątek, 24 stycznia 2014

Kanony piękna na świecie

Większość kobiet chce być piękna, potrafi wiele poświęcić i wycierpieć by stać się bardziej atrakcyjna i pociągająca. Europejki i Amerykanki testują na sobie drakońskie diety, bądź poddają się bolesnym zabiegom plastycznym, które mają na celu powiększenie piersi, ust, odessanie zbędnej tkanki tłuszczowej czy zlikwidowanie zmarszczek. Na ten temat już pisałam TUTAJ. Kobiety z Azji czy Afryki w tym celu również przechodzą przez liczne rytuały, które nam wydają się dość okrutne czy wręcz oszpecające. Jednak w ich kulturze dzięki takim zabiegom liczą się one w społeczeństwie i wzbudzają męskie pożądanie. To właśnie im poświęcam dzisiejszą notkę.

Przeszukałam internet i oto co wpadło mi w oko:

Kobieta-żyrafa. (viet-mix.com.pl)
W plemieniu Padaung symbolem atrakcyjności są długie szyje, choć twierdzi się też, że zwyczaj ten przetrwał dzięki turystom i możliwości zarobku. Pierwsze mosiężne pierścienie dziewczynka otrzymuje, kiedy ukończy 5 lat, później może sama zdecydować, czy chce kontynuować tradycję. Jednak bycie kobietą-żyrafą pozwala na utrzymanie rodziny i dlatego większość się decyduje. Dorosłe kobiety noszą na sobie bez przerwy około 9 kg takich pierścieni.



Kobieta Hotentocka (kok.blox.pl)
Steatopygia to charakterystyczna cecha budowy hotentockiej kobiety - kręgosłup silnie wygina się do przodu a na pośladkach odkłada się nadmierna ilość tłuszczu. Cecha ta ma podłoże genetyczne więc kobiety nie muszą się tu jakoś specjalnie poświęcać, po prostu takie są i takie podobają się swoim mężczyznom.



Kobieta z plemienia Akha (uroda i zdrowie.pl)
Kobiety z tajlandzkiego plemienia Akha wyjątkowo dbają o swój uśmiech żując betel (żuje się liście krzewu o takiej nazwie wraz nasionami palmy areki), który barwi na ciemny kolor dziąsła, zęby i wargi. Im czarniejszy uśmiech, tym większy zachwyt u męskiej części plemienia.



Zdjęcia kobiet z plemienia Mursi (dragonadventures.pl)


Kobiety z plemienia Mursi (Etiopia) ozdabiają usta krążkami z gliny lub z drewna. Formowanie otworu na taką biżuterię rozpoczyna się, kiedy dziewczyna ma około 15 lat i oznacza, że nadaje się ona do zamążpójścia. Wtedy jej dolne siekacze są wybijane a ciało pod wargą przebijane. W powstały otwór wkładany jest patyk, stopniowo zamieniany na coraz większy w przekroju. Następnie wkłada się coraz większe krążki. Trwa to aż do maksymalnego rozciągnięcia skóry i znów - im większy krążek, tym kobieta bardziej atrakcyjna. Dzisiaj noszenie krążków, jak w przypadku kobiet-żyraf, stanowi doskonałe źródło utrzymania.




Skaryfikacja (dylewski.com.pl)
W różnych rejonach Afryki kobiety poddają się skaryfikacji (tatuaż bliznowy), która często jest rytuałem oznaczającym przejście dziewczynki w kobietę. Zabieg jest bardzo bolesny i trwa nawet kilka tygodni. Na ciele wycina się głębokie rany, które układają się we wzory. Rany posypuje się substancjami drażniącymi, tak żeby jak najdłużej się goiły, przez co blizny są wypukłe i przez to bardziej widoczne. Tatuaż bliznowy nie tylko dodaje osobistego wdzięku, ale także jest dowodem odporności na ból, siłę i wytrwałość - atuty wzorowej małżonki.



Spiłowane zęby u kobiet Pigmejów (uroda i zdrowie.pl)
Pigmeje żyjący między innymi na terenach RPA kultywują obyczaj piłowania zębów w trójkąty oraz nacinania górnej wargi tak, żeby odsłaniała dziąsła. Można sobie wyobrazić przez co przechodzi Pigmejka, która chce być piękna. Spiłowane zęby są słabsze i bolą. Temu bolesnemu rytuałowi poddawane są już dzieci, co w przyszłości ma im zapewnić powodzenie u płci przeciwnej.



Tuczenie kobiet w Mauretanii (kok.blox.pl)
Wielu mężczyzn w Mauretanii uważa, że piękna kobieta to gruba kobieta, więc tamtejsze kobiety dwoją się i troją by osiągnąć pożądaną otyłość, co oczywiście prowadzi do wielu chorób związanych z nadwagą i niezdrowym odżywianiem. Kiedyś dziewczynki były tuczone od wczesnego dzieciństwa, dzisiaj jest to zabronione, ale kobiety wciąż dobrowolnie starają się sprostać temu ideałowi urody.

Tak na dobrą sprawę znalazłoby się więcej przykładów na zróżnicowane ideały piękności, ale muszę trzymać na wodzy swoją wrodzoną skłonność do gawędziarstwa. Jak widać, na każdym kawałku globu panują inne przekonania o tym jak powinna prezentować się kobieta atrakcyjna. W społeczeństwach ubogich ubogich pożądane są okrągłe sylwetki, w zamożnych - szczupłe figury. W Chinach i Japonii dominuje model małej stopy. W zachodniej Azji idealna kobieta powinna być niska, drobna i zgrabna z małym, proporcjonalnym biustem. Często kobiety płacą za swój atrakcyjny wygląd bólem i dolegliwościami które towarzyszą im przez resztę życia. My przynajmniej mamy wybór - powiększę, albo nie powiększę sobie piersi - to nasza decyzja. Bohaterki tego posta bardzo często takiego wyboru praktycznie nie mają. Taka mała, spontaniczna refleksja na dzisiaj: cieszę się, że żyję TU i TERAZ.


A tymczasem u Czarownicy trwa rozdanie, żeby wziąć udział wystarczy mieć pomysł na wymarzony pokój Czarownicy. Zgłaszać się można do 31 stycznia 2014 r. do godziny 12-stej.



poniedziałek, 20 stycznia 2014

Ostatnio przeczytane

Ile książek w życiu przeczytałam, nie potrafię zliczyć - nie ewidencjonowałam ich, więc po 3-4 miesiącach z głowy wyparowywały tytuły, autorzy czy imiona bohaterów. Przez dłuższy czas kołatały się jakieś bardziej wyraziste epizody, ale generalnie o książkach trudno ze mną porozmawiać, bo co prawda słyszę, że dzwoni, ale nie wiem w jakim kościele.

Znam portal Lubimy Czytać, jednak na razie mocno trzymam się postanowienia, żeby zakładać jak najmniej kont. Powód - im więcej kont, tym więcej czasu spędzonego przy laptopie - u mnie to się sprawdza w 100 procentach! Dlatego swoje przeczytane książeczki staram się raz w miesiącu recenzować na blogu. Dzięki temu już na zawsze pozostaną w mej pamięci.

A oto ostatnio "zaliczone":



"Jak ona mogła" - Dana Fowley

Książka wessała mnie jak trąba powietrzna, dostarczając mnóstwa burzliwych emocji, bo i opowieść w niej przedstawiona nie była łatwa, piękna i przyjemna. Jest to bowiem opowieść ofiary gangu pedofilów, którzy zniszczyli jej dzieciństwo, a właściwie - całe życie, a także życie młodszej o rok siostry Dany.

Książkę można podzielić na trzy części. Pierwsza - to smutne dzieciństwo. Dana po raz pierwszy została wykorzystana seksualnie przez ojczyma, kiedy miała pięć lat. Wtedy została przez niego zmuszona do seksu oralnego. Wkrótce sytuacja zaczęła w szybkim tempie się pogarszać. Pewnego dnia dziewczynka wróciła ze szkoły, a matka od razu kazała jej zdjąć spodnie i przestraszoną zaprowadziła do sypialni rodziców, gdzie na podłodze leżał rozebrany ojczym, po czym po prostu ją na nim posadziła. Później dziecko krwawiło i zwijało się z bólu, ale nie otrzymało od matki słowa wsparcia, żadnego przyjaznego gestu. Przez całe życie matka była wobec niej i drugiej córki oziębła. Obie dziewczynki były wykorzystywane przez rodziców ojczyma, ojca matki, znajomych rodziców. W domu dziewczynek były organizowane orgie z ich udziałem. Dana również raz była ofiarą gwałtu zbiorowego, któremu przyglądała się jej matka. Przypuszczalnie była to największa ofiara pedofilska w Wielkiej Brytanii.

Druga część - dziewczynka dorasta i wykorzystywanie staje się coraz rzadsze. Wkrótce poznaje mężczyznę, który samotnie opiekuje się dwoma maluchami, okazuje się, że to miłość jej życia. Wprowadza się do niego i razem tworzą udaną kochającą się rodzinę. Wspomnienia z dzieciństwa stara się zagłuszać, nie wyobraża sobie, że partner mógłby ją kochać poznawszy o niej całą prawdę. Bardzo chce urodzić własne dzieci i po trudnościach (od najmłodszych lat cierpi na cukrzycę wywołaną stresem) na świat przychodzi pierwszy syn.

Trzecia część - siostra Dany niespodziewanie publicznie oskarża dziadka ze strony matki o uprawianie z nią seksu. Dana jest przerażona, ponieważ zdaje sobie sprawę, że to oskarżenie pociągnie za sobą następne i cała skrzętnie skrywana prawda wyjdzie na jaw. I tak też się dzieje, padają coraz to nowe oskarżenia, Dana również zaczyna występować jako świadek, jednak chroni matkę tak długo jak tylko się da. Kiedy w powstałej układance wyraźnie brakuje tylko jednego elementu - jak to wszystko mogło się dziać bez wiedzy matki - decyduje się na ostateczny krok i składa zeznania również w sprawie wykorzystywania przez matkę. Wszyscy pedofile w końcu zostają osądzeni i osadzeni w więzieniach, matka otrzymuje wyrok 12 lat, w więzieniu przeżywa ciężkie chwile, bo tego typu przestępcy generalnie łatwo w więzieniach nie mają. Cały ten okres stanowi dla Dany ciężką próbę, dwukrotnie usiłuje popełnić samobójstwo przedawkowując insulinę. Partner Dany dzielnie przechodzi przez wszystko, przez cały czas udzielając jej wsparcia. Pytany przez kolegów, jak może znieść świadomość, że tylu ludzi współżyło z jego kobietą odpowiada, że to tylko ciało, ale tak naprawdę to on był pierwszy - bo pierwszy ją pokochał...

Poświęciłam tej książce mnóstwo miejsca, ale też wzbudziła ona we mnie wiele emocji. Właściwie, to chciałam jeszcze opisać to ogromne przywiązanie i miłość Dany do matki, która przecież była motorem całego nieszczęścia. Niestety - nie dam rady zmieścić w jednym poście całego mego chciejstwa. Nie chcę również dzielić  miesięcznego czytelnictwa na kilka postów, bo to nie jest blog o książkach, dlatego pozostałe przeczytane pozycje potraktuję prawie po macoszemu.




"Niebieskie oczy czarny ląd" - Gunilla Fagerholm

Już na wstępie gorąco polecam! Książka (również oparta na faktach) opowiada o parze Szwedów, którzy będąc na wycieczce w Kenii tak bardzo zakochują się w tym kraju, że kupują ziemię i wkrótce na obrzeżach Lasu Deszczowego wyrasta klimatyczny hotel Riverdale. 

Na początku jest trudno, ale też i pięknie - Gunilla wreszcie uwalnia się od choroby która uniemożliwiała jej normalne funkcjonowanie w zimnym klimacie Szwecji (fibromialgia). Codziennie cieszą oczy piękną przyrodą, która jest na wyciągnięcie ręki i delektują się ciepłymi wieczorami pod gwiaździstym niebem. 

Jednak idylla nie trwa długo - klimat Kenii to nie tylko sielanka, ale częściej walka z żywiołami, a ludzie okazują się wrogo nastawieni. Mimo tego, że nasza para Szwedów dawała pracę mieszkańcom wioski, pomagała ich rodzinom kształcić dzieci, grzebać umarłych, leczyć chorych i tak dalej, to dodatkowo była na każdym kroku okradana przez zatrudnionych pracowników - na ponad pięćdziesięciu, którzy przewinęli się przez hotel, tylko czwórka nie została przyłapana na kradzieży. Kolejną zmorą była korupcja. Nie posmarujesz - nie pojedziesz, w Kenii łapówkarstwo jest prawdziwą plagą, a biali wykorzystywani są o wiele gorzej niż rodowici Kenijczycy. 

Żeby nie przedłużać, dodam tylko, że bohaterowi traktowani byli jak dojne krowy, a właściwie to jeszcze gorzej, gdyż wkrótce stało się jasne, że  ostatecznie ich obecność jest tam niepożądana i działania miejscowych mające na celu wykurzenie intruzów znacznie się nasiliły (po wcześniejszym ukradzeniu wszystkiego co się da, wyciągnięciu miliona łapówek za naprawę wiecznie zerwanej linii telefonicznej czy pojawienie się kropli wody w kranie). Eskalacją szykan była napaść na samochód, którym Szwedzi jechali do miasta. Po tym wydarzeniu oraz braku większego zainteresowania policji całą sytuacją, zaczęli podejrzewać, że wkrótce mogą zostać zamordowani. W tej sytuacji pozostało im jedno - ucieczka do Szwecji, bez względu na koszty.

Na okładce dopisek, który wiele mówi: uważaj o czym marzysz, może ci się spełnić.

Po przeczytaniu książki nasunęło mi się jedno tylko podsumowanie - gdyby w Europie coś podobnego spotkało (na przykład) Kenijczyka, przez wszystkie media przetoczyłaby się jak burza dyskusja o rasizmie, a jak możemy nazwać to co spotyka białych, chcących zamieszkać w niektórych  miejscach Afryki? Przeczytajcie, oceńcie sami, to również nie jest łatwy temat i nie jestem przygotowana, żeby publicznie wyrażać opinię w takich sprawach.




"Traktat o odchudzaniu" - Joanna Chmielewska

Uff... Tutaj się nie rozpiszę, bo w zasadzie nie ma o czym. Bardzo lubię czytać kryminały J. Chmielewskiej, więc z ciekawości sięgnęłam po Traktat, jednak się zawiodłam - wynurzenia o odchudzaniu nie były odkrywcze, a rubaszny język autorki szybko mnie zmęczył. Jest to jedna z ostatnich jej książek (wydana w 2007 r.).




"Rytuały dla samotnych" - Doris Iding


Tę książkę kupiłam skuszona jednym zdaniem z okładki: Nie bój się samotności i pamiętaj - mówienie do siebie to wreszcie rozmowa z kimś inteligentnym. Rzeczywiście zawierała kilka ciekawych rad, o większości z nich jednak wcześniej słyszałam. 

Jedną z ciekawszych informacji, był opis krzyżowego ćwiczenia ciała, które łączy ze sobą dwie półkule mózgu (pozytywnie wpływając na kondycję mózgu) i może być z powodzeniem wykonywane w łóżku, kilka chwil po przebudzeniu: 
Leżąc płasko na plecach, przy wdechu połóż obie ręce wyprostowane za głową, potem spokojnie wypuść powietrze. Przy następnym wdechu wyciągnij prawe ramię i lewą nogę. Wyobraź sobie, że ktoś ciągnie cię za Twoje kończyny. Przy wydechu ponownie się rozluźnij. Przy następnym wdechu wyciągnij lewe ramię i prawą nogę.

Jednak dużą część książki zajmują opisy różnych rytuałów i ćwiczeń typu oddychanie barwami natury co zdecydowanie nie jest moją bajką więc darowałam sobie zaznajamianie się z nimi. Z drugiej strony, czego innego mogłam się spodziewać po książce, która w tytule ma słowo rytuały.

Moje gratulacje, jeśli udało Wam się dotrzeć aż tutaj. Tak długi tekst w internecie nie należy do przyjemności, ale w postach książkowych mogę trochę przynudzać, bo osobiście bardzo mi zależy na spisaniu co ciekawszych uwag - także dla siebie. W niedługim czasie pomyślę o rekompensacie dla wytrwałych, mam na myśli małe rozdania książkowe przy okazji moich miesięcznych rozliczeń z czytelnictwa. 


czwartek, 16 stycznia 2014

Kto się boi gafy

fot. Thinkstockphotos
Wpadka, kompromitacja, potknięcie, faux pas, gafa, kaszana, obciach, obsuwa itd. Kto z nas jej nie doświadczył? Kto jest tym Szczęściarzem - niech się zgłosi, żebym mogła go poznać! Żeby nie było niejasności, nie zamierzam tu pisać o wydarzeniach, przez które reputacja legnie w gruzy,  czy o czymś takim jak dotykanie jedzenia lewą ręką w Indiach (gdzie nie używa się papieru toaletowego, a lewa ręka służy do podmywania się), a jedynie o małych niegroźnych kompromitacjach, dzięki których co najwyżej możemy najeść się wstydu.

No właśnie - wstyd. To przez to uczucie czujemy tak ogromny dyskomfort po potknięciu. Może pojawić się zakłopotanie, żal, smutek, ale to z powodu wstydu czujemy podle. A wszystko dlatego, że podobno uczymy się wstydzić już jako dzieci, zanim jeszcze nauczymy się mówić, bo zawstydzanie dzieci to ciągle jedno z głównych narzędzi wychowawczych w naszej kulturze. W dzieciństwie nasiąkamy wstydem i tak już zostaje, pojawia się natychmiast kiedy tylko zrobimy coś wbrew panującym normom (ale w rozsądnych granicach - jest pożądany!).

Choć niektórym wolnym duszom może się to wydawać nudne, to jednak żyjemy w świecie pełnym norm, obyczajów i reguł savoir-vivre'u. Podoba mi się powiedzenie, że życie to metafora teatru. Obsadzamy się w rolach, a przez gafę na moment wypadamy ze swojego scenariusza. Nasz wizerunek chwieje się w posadach - co ludzie powiedzą???

Jeśli należymy do osób, które po wpadce palą się ze wstydu i przez dłuższy czas żyją w niepewności, zastanawiając się, czy wszyscy dookoła mówią tylko o nich, najlepiej nie narażać się na niepotrzebny stres i jak najszybciej załatwić sprawę ze sobą i z otoczeniem. Wprawdzie niewykluczone, że z powodu popełnionej przez nas gafy jedynie nasza duma ucierpiała, a ludzie dookoła trochę się pośmiali i zaraz wrócili do swoich zajęć, nieważne - nasze uczucia też się liczą. Zastanówmy się więc, co tak naprawdę się stało, bo jeśli gafa nie wyrządziła nikomu krzywdy, warto obrócić ją w żart - to będzie dobry test na poziom naszej samooceny! Gafa grubszego kalibru może wymagać przyznania się do popełnionego błędu, przeproszenia czy chęci zadośćuczynienia.

Mój życiorys aż kipi od nietrafionych wypowiedzi, żenujących wypadków i innych tym podobnych, mniej lub bardziej zabawnych okoliczności. Na szczęście, oprócz ogólnej wesołości, nigdy nic poważniejszego z nich nie wynikło i mam nadzieję, że tak już zostanie. Zżyłam się z moimi gafami, stanowią humorystyczną, nieodłączną część mojego życia. Zawsze jest się z czego pośmiać i coś wesołego powspominać na spotkaniach z przyjaciółmi, a śmiech to przecież najlepsze lekarstwo na bolączki ludzkiej egzystencji (galetologia - terapia śmiechem).

Żeby nie być gołosłowną przytoczę przykład:
Swego czasu dojeżdżałam do pracy z sąsiadami, którzy mieli czarne punto. Zwykle po pracy robiliśmy zakupy spożywcze, a dopiero później wracaliśmy z pełnymi siatami do domu. Idę więc z tobołami i patrzę, że stoi mój samochód, a wewnątrz za kółkiem czeka już sąsiad. Zatem bez zastanowienia otwieram tylne drzwi i ładuję się do środka, po czym rozpoczynam opowieść o tym, jak ktoś mnie w pracy wpienił. W tym momencie kierowca się odwraca i mówi do mnie "bardzo to interesujące, ale chyba pani pomyliła samochód". Wtedy zobaczyłam, że to jakiś obcy facet, tylko samochód był taki sam, więc przeprosiłam i potulnie wyszłam (targana śmiechem). A mogłam zerknąć na rejestrację...


ddwloclawek.pl
Popełnienie gafy to nie koniec świata! Spróbujmy spojrzeć na sprawę inaczej: nikt nie jest doskonały, a ludzie odbierani przez innych jako chodzące ideały są tacy... "odlegli" od zwykłych śmiertelników. Znacie takie "chodzące ideały"? Czy nie wydawali się bardziej ludzcy, kiedy udało im się wreszcie popełnić jakąś niezręczność? Oczywiście, o ile przy tym nie doznali załamania nerwowego, nie mogąc pogodzić się ze skazą...

Ludzie naprawdę nie zwracają w takim stopniu uwagi na nasze błędy, jak nam się wydaję - mówię o zwykłych, życzliwych ludziach, innymi nie warto zawracać sobie głowy. Złośliwiec, który chce nam dopiec zawsze znajdzie na to sposób, nawet kiedy  już zostaniemy "chodzącym ideałem". 

A może i Wy zechcecie podzielić się ze mną swoimi drobnymi, nieszkodliwymi wpadkami? Trochę śmiechu w obliczu tej "cudownej" pogody, którą mamy za oknem na pewno nikomu nie zaszkodzi. Białe szaleństwo wreszcie z nami jest - nie posiadam się z radości :/ 

Zatem na poprawę nastroju jeszcze jedna gafa - tym razem popełniona w pracy:
Zajmowałam się pisaniem informacji o wyróżnieniu nagrodą pieniężną pracowników. Robiąc to spostrzegłam, że jeden z wyróżnionych nosi takie samo nazwisko jak ja, więc zaczęłyśmy z koleżankami żartować, że tylko zmienię imię na zawiadomieniu i kasa będzie moja. W końcu zadanie zakończyłam, a podpisane przez szefa zawiadomienia zaniosłam do kancelarii do rozesłania. Następnego dnia rano przeglądam (zupełnie nie wiem dlaczego) wykonane pisma w komputerze i co widzę? Na zawiadomieniu NAPRAWDĘ wpisałam swoje imię i nazwisko!!! Z prędkością światła znalazłam się w kancelarii i udało mi się szczęśliwie odzyskać pechowe zawiadomienie. Nie muszę chyba dodawać, że wszyscy dookoła mieli z tego ubaw, tylko szef był dziwnie poważny, kiedy wręczyłam mu do podpisu nowy egzemplarz. I dobrze, że tylko na powadze się skończyło...


Oswajamy zimę :)) gifyagusi.pl


niedziela, 12 stycznia 2014

Włosy - częste mycie skraca życie - prawda czy fałsz + Liebster Award

Czy włosy powinno się myć codziennie? Na to pytanie można usłyszeć dużo rozbieżnych opinii, tymczasem prawda jest taka, że każdy z nas ma inny rodzaj włosów i swoje problemy ze skalpem. Tak więc jedynym wiarygodnym stwierdzeniem w tym temacie jest to, że włosy należy myć zgodnie ze swoimi potrzebami.

Moja skóra głowy jest wrażliwa, a włosy delikatne i przetłuszczające się u nasady, na końcach suche, dlatego muszę stosować naprawdę wyważoną pielęgnację, żeby uzyskać ich zdrowy wygląd i  jednocześnie zachować niepodrażniony skalp.

Był czas, kiedy myłam włosy codziennie rano, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to męczyć. Poza tym zaczęłam podejrzewać, że takie mycie powoduje ich silniejsze przetłuszczanie. Zaczęłam więc na siłę przedłużać okresy bez mycia głowy, ale nie uzyskałam zadowalającego efektu - zwykle kolejnego dnia nie wyszłabym z domu bez użycia suchego szamponu czy bez ich upięcia - włosy wyglądały po prostu nieświeżo.

Jednak czy codzienne mycie włosów na pewno nam nie zaszkodzi? Ha, da się zauważyć, że to kobiety mają tendencję do roztrząsania tej kwestii, podczas gdy mężczyźni po prostu myją swoje włosy biorąc codzienny prysznic!  Myślę, że można spokojnie włosy myć codziennie, jednak nie wyłączając przy tym myślenia:
  • do codziennego mycia używajmy łagodnych, przeznaczonych do tego szamponów, a nie takich ze specjalnymi kuracjami np. przeciwko przetłuszczaniu się włosów;
  • włosy należy myć letnią wodą, a jeśli nie możemy im pozwolić na naturalne wyschnięcie, wtedy przynajmniej używajmy chłodnego nawiewu w suszarce;

Codzienne mycie głowy u ludzi bez problemów skórnych jest absolutnie dopuszczalne, a nawet wskazane - zważywszy na liczne zanieczyszczenia środowiska, kurz, pył, które pozostawione na nich szkodzą i mogą podrażniać wrażliwy skalp. 

Osoby z przesuszającą się skórą głowy powinny być bardziej ostrożne, gdyż w ich  przypadku codzienne mycie może powodować zwiększone jej wysuszanie i w konsekwencji również prowadzić do podrażnienia i łupieżu suchego. 

Szkodzi natomiast zbyt rzadkie mycie głowy. Zalegająca wydzielina gruczołów łojowych jest doskonałą pożywką dla drożdżaków i bakterii obecnych na skórze, co powoduje nieznośne swędzenie i może sprzyjać pojawianiu się np. łupieżu. Da się też zauważyć, że włosy przetłuszczone bardziej wypadają.

Zrezygnowałam dawno z  przytrzymywania swoich włosów bez mycia, ponieważ wiem, że one i tak będą przetłuszczały się we właściwym dla siebie tempie. Jeszcze też nie trafiłam na szampon, który realnie by mi pomógł w tym zakresie. Z uwagi na wrażliwą skórę i konieczność systematycznego farbowania włosów, staram się je myć co drugi dzień (max. co 3 dni), a do utrzymania ich poprawnego wyglądu używam suchych szamponów, o czym pisałam tutaj.

Niżej zdjęcia szamponów, jakich w ciągu ostatnich 2 miesięcy używałam do mycia głowy. Żeby nie przedłużać, daruję sobie szczegółowe recenzje (może innym razem).



  • Planeta Organica Turkish Shampoo - do wszystkich typów włosów, zapach niebiański, ale mimo, że nie zawiera SLS-ów i parabenów, wywołuje u mnie swędzenie skalpu;
  • szampon pokrzywowy Yves Rocher - bardzo dobrze sprawdził się na mojej głowie, zapach wyraźnie pokrzywowy, skóra po umyciu bez podrażnień, zawiera ALS;
  • mydło pokrzywowe - ręcznie robione, kupione na jarmarku, zalecane przy łupieżu i łojotoku, niechętnie jednak myję im głowę (mimo, że również nie podrażnia) ponieważ włosy po nim są takie "tępe i gumowate", pomaga trochę płukanka z soku cytrynowego, ale po wysuszeniu włosy również wyglądają dziwnie - jak u lalki;




  • szampon cytrynowy przeciwłupieżowy Dabur Vatika - dobrze się u mnie sprawdza, chociaż zawiera SLS-y (więc to chyba nie one mnie podrażniają), jednak zapach wcale cytrynki nie przypomina, moja córka stwierdziła, że po prostu "wali domestosem" i faktycznie coś w tym jest;
Nie wspominam o wyglądzie włosów, gdyż przeważnie przed umyciem olejów nakładam na nie wybrany olej, więc swoją kondycję pewnie im zawdzięczają.


A na drugi dzień niewielka dawka suchego szamponu - wreszcie kupiłam sobie Batiste i faktycznie jest dobry, ale nie jakoś ponadprzeciętnie. Nie wydał mi się lepszy od produktów dotychczas przeze mnie używanych. Według mnie jedynie zapachem się wyróżnia.

I na zakończenie dodatek dla wytrwałych. Zostałam wytypowana przez @BabaYaga do Liebster Award. Już kiedyś brałam udział w zabawie, stąd nie będę po raz kolejnych przepisywać zasad, a zainteresowanych odsyłam tutaj.

1. Gdybyś mogła przez rok robić to na co masz ochotę, na co byś sie zdecydowała?
Zrobiłabym sobie urlop od zawodowej pracy i żyłabym jak pisarz z prawdziwego zdarzenia.

2. Możesz wyjechać na jeden, jedyny weekend w roku - z mężem, przyjaciółką lub kochankiem, byleby we dwoje -  do dowolnego miejsca w Europie. 
Barcelona! Obejrzałabym na żywo dzieła Gaudiego, do tej pory nie miałam okazji.

3. Co znajdziemy w twojej torebce?
Portfel, puder z lusterkiem, pomadkę ochronną, chusteczki, grzebień, kalendarz, pilniczek do paznokci, krem na opryszczkę, gumę do żucia, ekologiczną torbę na zakupy. Wodę mineralną i parasolkę - opcjonalnie.

4. W czym czujesz sie najlepsza?
W pisaniu.

5. Gdyby zmiana jednego nawyku zmienila cale Twoje życie, co by to było (dzisiaj)?
Przesiadywanie do północy - ciągle dzień jest dla mnie za krótki.

6. Jestes u fotografa (fotograf w stylu skrzyzowanie David LaChapelle i Richarda Avedon) ale to ty wybierasz pozę i temat, na co się decydujesz?
Nie mam pojęcia, nigdy przenigdy na ten temat nie rozmyślałam.

7. Wrociłas do domu z zakupem roku (powiedzmy 2013) Jest to ...?
Bilet na koncert - najlepiej Depeche Mode. Rzadko bywam na takich koncertach, a powoduje mną... skąpstwo (ale nie moje).

8. Uczucie, które kontrolujesz najmniej?
Czasami potrafię się nakręcać niepotrzebnie, ale stwierdzam to dopiero wtedy, kiedy powrzeszczę sobie kilka minut. I po co?

9. Spełniło się własnie twoje marzenie. Jest to... ?
Nigdy nie piszę o takich sprawach, a co jeśli te historie z zapeszaniem są jednak prawdziwe? Może rzeczywiście to tak działa, lepiej nie trwonić energii na trąbienie o marzeniach na prawo i lewo, tylko działać.

10. Pytanie w zwiazku z poprzednim: i co dalej? 
I żyję długo i szczęśliwie.

11. Ścieżka czy czajnik? 
No to niech będzie ścieżka ;)

Teraz pora na pytania ode mnie:
  1. Co lub kto wywołuje u Ciebie automatyczny uśmiech na twarzy?
  2. Fotografujesz? Jakie zdjęcia lubisz robić (portrety ludzi, potrawy, krajobrazy)?
  3. Jakie czasopisma goszczą w Twoim domu, a może czytanie czasopism to strata czasu?
  4. Czy udałabyś się do wróżki po przepowiednię?
  5. Czy wierzysz w horoskopy, numerologię itp.?
  6. Twój sposób na przetłuszczające się włosy?
  7. Najdziwniejsza potrawa, jaką kiedykolwiek jadłaś?
  8. Jak dbasz o swój związek (chłopak, dziewczyna, narzeczony, mąż) aby zawsze był "żywy"?
  9. Czy zdrada partnera to dla Ciebie koniec miłości, związku?
  10. Ulubiony olej używany do pielęgnacji ciała?
  11. Czy kiedykolwiek zrobiłaś sama kosmetyk, co to było?
Warunkiem nominacji jest mniejsza liczba obserwatorów, starałam się go spełnić, ale nie zawsze to było możliwe - nie wszystkie blogi mają na stronie ten gadżet. Nominowani zostali za całokształt:

http://mojeporanki.blogspot.com
http://dragga.blogspot.com
http://keepdestination.blogspot.com
http://rosa-rosaline.blogspot.com
http://capigliatura.blogspot.com
http://pooczwarka.blogspot.com
http://trzymajacsiechmur.blogspot.com
http://mojabellissima.blogspot.com
http://worldbymagdalena.blogspot.com
http://justynamowi.pl
http://strazniczka-run.blogspot.com

Oczywiście, jeżeli któraś z Was po prostu nie znosi tagów lub musiałaby brać udział w Liebsterze po raz dziesiąty - rozumiem :)



środa, 8 stycznia 2014

Czasami uśmiecham się pod wąsem


ebiznespolska.pl
Tak, tak - dobrze widzicie! Dzisiaj będzie o wąsach, które czasami uparcie wyrastają nam pod nosem. O wzmożonej ilości ciemnego meszku np. na twarzy decydują predyspozycje genetyczne i pochodzenie etniczne - kobiety z Europy południowej oraz Azji są bardziej podatne na występowanie ciemnych włosków na ciele. Czasami jednak w organizmie kobiety występuje nadprodukcja androgenów, czyli męskich hormonów płciowych, wtedy objawem może być nadmierne owłosienie na ciele, tzw. hirsutyzm.

Hirsutyzm może pojawić się u kobiet w ciąży, w okresie dojrzewania czy menopauzy, może też być efektem ubocznym stosowania leków działających androgennie. Przyczyną hirsutyzmu może stać się anoreksja, czasami też towarzyszy w przebiegu nowotworów złośliwych oraz innych chorób i zaburzeń. I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o definicje, tym bardziej, że niniejszy tekst służy głównie prezentacji mojego najnowszego doświadczenia z pastą cukrową HALAWEH do depilacji na zimno w roli głównej.

Wąsik, który mi wyrasta nie jest tragiczny i raczej nie udam się z nim do endokrynologa po przepisanie kuracji hormonalnej, jednak kiedy go w porę nie wykarczuję, to w lustrze mogę dostrzec delikatny cień na górnej wardze, co w moim mniemaniu wygląda niezbyt atrakcyjnie. Stąd od lat poszukuję idealnego sposobu, który pozwoli mi na pozbycie się niechcianego owłosienia z górnej wargi - bezboleśnie i bezproblemowo. Oto produkt, który jest obecnie przeze mnie używany:




Wygląda jak wielki bursztyn :)
Depilacja pastą cukrową stosowana była przez kobiety Orientu od wieków. Jest to produkt naturalny - składa się wyłącznie z cukru, wody i soku cytrynowego. Nie zawiera konserwantów, barwników i innych substancji chemicznych. Ta metoda depilacji polecana jest nawet dla skóry wrażliwej i alergicznej. Pastą można depilować całe ciało, także pachy i bikini. Wg producenta, nie podrażnia skóry, ale wygładza ją i odżywia. Włoski usuwane są wraz z cebulkami, a efekt gładkiej skóry utrzymuje się ok. 4-6 tygodni.

Sposób użycia: oddzielamy kawałek pasty i ogrzewamy go w dłoniach, ugniatając jak plastelinę. Formujemy kulkę, następnie rozciągamy ją na skórze w formie paska (w kierunku przeciwnym do wzrostu włosów) po czym energicznym ruchem odrywamy z kierunkiem wzrostu włosa. Czynność powtarzamy. Ten sam fragment pasty używamy kilkakrotnie, tak więc kawałek pasty wielkości 10 cm x 5 cm x 1 cm wystarczy mi (tak na oko) na około 10 użyć. Pozostałości pasty łatwo usuniemy wodą.

Moje wrażenie z pierwszej depilacji pastą cukrową: pasta po pół minuty ugniatania nadaje się do depilacji, ale jeśli chcemy jedną kulką zrobić jak najwięcej to powinniśmy działać bez ociągania, bo wkrótce pasta jest już zbyt rozgrzana, zaczyna rozłazić się w palcach zlepiając je ze sobą, a o ulepieniu z niej paska nie ma mowy. Pewnie następnym razem pójdzie mi sprawniej. Kiedy pierwszy raz oderwałam pastę od twarzy nie poczułam bólu, który zwykle towarzyszył podczas depilacji woskiem. Pomyślałam, że to nie działa, ale kiedy przyjrzałam się skórze to okazało się, że włoski zniknęły. Tak więc zabieg dla mnie był zupełnie bezbolesny (nie wiem jak to możliwe, ale był), jednak po tygodniu od jego wykonania zauważyłam, że te dranie znowu mi odrastają, choć bardzo przerzedzone, a tymczasem producent obiecywał trochę dłuższy odpoczynek między zabiegami (więc pewnie za pierwszym razem zrobiłam to niedokładnie). Po dwóch minutach pracy cukier oblepiał moje palce jak klej, pierwsza myśl - jak się tego pozbyć... Okazało się, że woda z łatwością obmywa pastę, a uczucie lepkości znika w kilka sekund. Twarz po zabiegu jest od razu czysta i tylko lekko zaczerwieniona. To przewaga nad woskiem, który bardziej podrażniał i trzeba go było zmywać oliwką. Plastry z woskiem mają jednak tę zaletę, że wygodniej się nimi operuje, chociaż może podczas kolejnych depilacji będę coraz bardziej doskonaliła technikę operowania kulką pasty cukrowej.

Pasta cukrowa na helfy.pl kosztuje 13 zł za 100 g, tymczasem za zabieg depilacji tego rodzaju pastą zapłacimy w salonie ok. 25 zł (wąsik/bródka).

Oczywiście, do wyboru mamy całą gamę innych sposobów na pozbycie się niechcianych wąsisk:
  • depilacja laserem - podobno seria 4-8 zabiegów całkowicie likwiduje problem, ale jest to zabieg bolesny i kosztowny (ok. 250 zł za jedną sesję);
  • epilacja IPL - jeden zabieg też ok. 250 zł, różni się od depilacji rodzajem wiązki światła;
  • elektroliza - metoda trwałego usuwania owłosienia, cena 1 zabiegu ok. 280 zł, wykonuje się go poprzez wkłucie w każdy mieszek włosowy igły elektrycznej i poddaniu go działaniu prądu o odpowiednim natężeniu, po pierwszej sesji część włosków odrasta, mogą pojawić się efekty uboczne, takie jak przebarwienia skóry i ropne zapalenia mieszków włosowych;
  • depilacja woskiem na gorąco - bolesna metoda, po której mogą wystąpić podrażnienia i zaczerwienienia, efekt utrzymuje się do dwóch tygodni (jest jeszcze depilacja woskiem na zimno);
  • kremy do depilacji - działają rozpuszczając włos;
  • utlenianie - zabieg zajmuje 10 min. może uczulać;
  • ewentualna kuracja hormonalna u endokrynologa;
  • wyrywanie pęsetą;
  • i wreszcie golenie - nie polecany - po systematycznym używaniu maszynki prawdopodobnie pojawi się nieciekawy efekt, meszek co prawda nie odrasta grubszy, ale ma ostrą (ściętą) końcówkę, przez co wydaje się wyraźniejszy, Salma Hayek przygotowując się do zagrania tytułowej roli w filmie Frida używała właśnie maszynki do golenia, żeby upodobnić się do granej przez siebie postaci;

źródło
Na pocieszenie siebie i innych dzielnie walczących z wiatrakami dodam, że podobno  delikatny (podkreślam) wąsik może wydawać się zmysłowy i podobać się mężczyznom. I tak w ogóle mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna osoba, którą  temat dzisiejszego posta zainteresuje... Bo wiecie, w kupie raźniej ;)

sobota, 4 stycznia 2014

Cel - usta jak maliny!

Usta są jak zwierciadło odbijające stan ducha - ukazują radość, smutek, zawziętość czy bezsilność. Mówią o naszej wesołej lub ponurej naturze. Uwaga rozmówcy często w pierwszej kolejności skupia się właśnie na nich. Usta bywają ponętne, zmysłowe ale też brzydkie, popękane i spierzchnięte.
pl.mob-one.com
Usta to delikatny element naszego ciała. Różowy czy wręcz czerwony kolor zawdzięczają silnemu ukrwieniu i bardzo cienkiemu naskórkowi. Nie mają warstwy tłuszczu chroniącej przed zmianami temperatury oraz komórek wytwarzających melaninę chroniącą przed promieniowaniem ultrafioletowym. Z tych powodów, żeby zachować ich urodę, należy stale pamiętać o ich nawilżaniu i natłuszczaniu.

"Stale" oznacza, że pomadka ochronna czy inny kosmetyk stosowany do pielęgnacji powinien być używany co 2 - 3 godziny (częściej też nie zaszkodzi). To oczywiście moja teoria, ale przekonałam się na własnych ustach, że kiedy nie pamiętałam o systematycznym nawilżaniu, moje usta przeważnie były wyschnięte na wiór, ciągle się łuszczyły i tworzyły się na nich bolące pęknięcia. I to wszystko z jednego powodu - nie chciało mi się co jakiś czas posmarować ich ochronnym sztyftem ochronnym. Rano czymś od niechcenia je pacnęłam i dalej do przodu, aż do wieczora!

Żeby utrzymać dobry wygląd ust nie musimy wydawać dużo pieniędzy, bo wszystkie produkty potrzebne do  ich podstawowej pielęgnacji znajdziemy w swojej kuchni:
  • codziennie nakładajmy na usta cienką warstwę miodu - na 15 minut, potem sobie taką maseczkę możemy na zdrowie zjeść;
  • przy okazji mycia zębów, codziennie wieczorem przez 2 minuty masujmy usta szczoteczką do zębów, wcześniej zanurzywszy ją w ciepłej wodzie, po takim masażu nabiorą żywszej barwy;
  • dla bardziej wytrwałych polecam peeling domowy z cukru, miodu i oliwy z oliwek, użytych w jednakowych proporcjach, można go przechowywać w pojemniczku np. po zużytym kremie - możemy też do niego dodać witaminę E, łyżeczkę soku z cytryny, olejku jojoba zamiast oliwy i co tam jeszcze wyobraźnia podpowiada;
  • maseczka (nakładamy na pół godziny): banan, śmietana i kilka kropel olejku rycynowego - w równych proporcjach, ale raczej nie bawię się w aptekarza;
  • inna maseczka: miód + twaróg, nakładana na 15 min, podobno bardzo skuteczna, ale tej niestety nie próbowałam;
  • warto na noc nałożyć grubą warstwę wazeliny;
  • maść z witaminą A również odżywi usta;
  • pamiętajmy o piciu właściwej ilości płynów w ciągu dnia - skóra ust nie będzie się tak łatwo wysuszać.
szkolnastrona.pl
Kiedyś już wspominałam, jak ważna jest dla mnie gimnastyka twarzy.  Ryjek to ćwiczenie do którego się przyzwyczaiłam i wykonuję je codziennie - oczywiście, kiedy nikt nie patrzy - moim zdaniem jest naprawdę skuteczny. Znalazłam też kilka innych ćwiczeń, do których staram się przyzwyczaić. Wierzę, że wykonywane systematycznie mogą poprawić kształt ust:
  • kilka razy dziennie jak najszerzej otwierać usta, jakbyśmy chcieli zjeść coś bardzo dużego;
  • opuszkami palców wskazujących dotknijmy kącików ust i zrób wymuszony uśmiech, poczujemy jak unoszą się mięśnie podtrzymujące, w miarę upływu czasu nauczymy się podnosić mięśnie podtrzymujące kąciki ust bez wymuszonego uśmiechu, wykonujemy dwa razy dziennie;
  • wkładamy do ust np. kciuk i kilkanaście razy zaciskamy usta;
  • językiem wypychamy wargi do przodu, a wargami przytrzymujemy język.

Pomadki zawierające w swoim składzie kolagen, powodują, że usta sprawiają wrażenie pełnych i wypukłych. Kolagen wpływa korzystnie na ukrwienie, dzięki czemu zwiększa się objętość warg. Już po upływie kilku minut od nałożenia pomadki, usta stają się bardziej kształtne, a ich kontury wyraźniejsze, ładniej zarysowane. W trakcie nakładania kosmetyku odczujemy lekkie mrowienie - to znak, że składniki pomadki zaczynają działać! A może stosowałyście już płatki kolagenowe na usta? Ja jeszcze nie, ale już przymierzam się do zakupu. Proponuję zajrzeć na grupeo.pl, tam można znaleźć naprawdę ciekawe oferty maseczek z kolagenem, na różne partie twarzy czy szyję.

Na zakończenie przedstawiam Wam POMADKĘ LODOWĄ zakupioną u konsultantki FM za 19,90 zł - wiem, nie jest to niska cena za pomadkę ochronną, ale kiedy widzę  tak ciekawe produkty jak ten, to nie mogę się oprzeć  zakupom:




Pomadka lodowa zawiera innowacyjne polimery, które doskonale chronią i pielęgnują usta, zapobiegając ich pierzchnięciu na mrozie lub w wysokich temperaturach. Inne składniki to: kompleks witaminowy, olej z nasion słonecznika i wyciąg z rozmarynu. Ochronny film utrzymuje się na ustach ok. 3 godzin, oczywiście jeżeli jej wcześniej nie zjemy - ma przyjemny, owocowy smak (ale my przecież nigdy nie zagryzamy i nie oblizujemy ust!). Pomadka jest przezroczysta i swoim kształtem przypomina sopel lodu. Zawiera filtr UV.

Inne produkty do ust, które można znaleźć w katalogu FM, również prezentują się zachęcająco. Może kiedyś będą moje...:








Każda z nas ma swoje ulubione kosmetyki do ochrony i pielęgnacji ust. To dobrze, teraz musimy tylko pamiętać, żeby odpowiednio często ich używać i nie oblizywać warg, bo to je niepotrzebnie wysusza.
Na zakończenie - dzisiaj obowiązkowo BUZIAK :-*