wtorek, 30 grudnia 2014

Dobre myśli na koniec roku


Na zakończenie roku zostawiłam sobie wspominanie dobrych chwil w ramach nominacji Dobrych Myśli, która przywędrowała do mnie od Małej Czarnej.

"Nominacja Dobrych Myśli ma na celu przypomnienie sobie ważnych dla nas chwil. Takich, które malują uśmiech na naszych twarzach i powodują, ze nawet pochmurny dzień staje się piękny."

Moja pierwsza myśl na wieść o nominacji, to... że takie wspomnienia wydają się zbyt osobiste i nie wiem, czy wśród  znajdę coś, co nadaje się do upublicznienia. Pojawiła się nawet wątpliwość, czy kogokolwiek mogą zainteresować - na przykład - moje osobiste wzruszenia na widok własnych nowo narodzonych dzieci. Jednak zbliżający się koniec 2014 roku spowodował, że napłynęła chęć podsumowań, a więc startujemy. Oto co wygrzebałam w zakamarkach mojej letniej pamięci:
  1. Moje dzieciństwo jest jednym wielkim, dobrym wspomnieniem mimo, że nie byłam dzieckiem bogatych rodziców, a ojciec często zaglądał do butelki, ja tych niedogodności praktycznie nie zauważałam i jakimś cudem pamiętam tylko świetną przygodę i radość z każdego dnia. Tysiące pomysłów na zabawy, kłębiące się w mojej głowie mimo braku dostępu do internetu ;-) Było naprawdę świetnie! Jeszcze dzisiaj ładuję akumulatory myślami o tamtym okresie.
  2. Kiedy stałam się nastolatką, życie trochę się skomplikowało, ale ciągle mam w większości piękne wspomnienia, np.: słuchanie radiowej listy przebojów słynnej Trójki z Niedźwiedzkim (każdego sobotniego wieczora zamykałam się w swoim pokoju i z zapałem notowałam kolejne pozycje listy).
  3. Moje sam na sam z Niedźwiedzkim zostało przerwane przez czas dyskotek, na których zaczęłam systematycznie się pojawiać, a co za tym idzie pierwsze, drugie i kolejne miłości. Ciągle musiałam być w kimś zakochana, co przeszkadzało w życiu codziennym, a głównie w nauce, ale jakże piękne wspomnienia zostały!
  4. Później pojawił się ON i zaczęła dojrzewać w nas myśl o zbudowaniu czegoś trwałego, oczywiście pierwsze lata znajomości, a następnie małżeństwa były naprawdę piękne i wzruszające.
  5. Pojawienie się na świecie moich dzieci (syna urodziłam, kiedy miałam 22 lata, córkę - 24) również są chwilą słodkich wspomnień. Mimo, że wcześniej (przed ślubem), za dziećmi nie przepadałam, swoje maleństwa pokochałam miłością prawdziwą, która później dawała mi siłę przez pozostałe lata dość burzliwego życia.
  6. Po urodzeniu dzieci moje życie nie było już jednak sielanką, wie to każda mama. Pomijając różnego rodzaju trudności stwierdzam, że ogromnego wzruszenia dostarczały mi zwykle przedszkolne czy szkolne występy maluchów - wszystkie kończyły się moimi łzami szczęścia, co było też krępujące, ponieważ nie widziałam, żeby oprócz mnie ktoś jeszcze zalewał się łzami. Ja niestety tak już mam, że ze wzruszenia zawsze muszę się popłakać.
Sztuczne choinki na początku ubierania prezentują się fatalnie, ale sama tego chciałam...

To oczywiście nie wszystkie moje dobre myśli/wspomnienia, ale na nich poprzestanę, bo co za dużo to niezdrowo ;-) Moje wspomnienia nie są szczegółowe, ale i ja na myśl o przeszłości zwykle doświadczam takiego ogólnego poczucia szczęścia, bez rozmieniania na drobne. I cieszę się, że mam swoje dobre myśli. Dzięki tej zabawie uświadomiłam sobie, jakie to ważne, szczególnie jeśli życie było usłane różami, z których ciernie nie zostały usunięte przez troskliwą kwiaciarkę.

Mówi się, że przeszłość minęła, przyszłość jeszcze nie nadeszła, a my żyjemy tu i teraz. Zatem żyjmy autentycznie TU i TERAZ, chwytajmy chwilę, cieszmy się codziennością, a jeśli już wracamy do przeszłości to polecam głównie takie słodkie wspominki - zdarzało mi się wracać do tych paskudnych i nie polecam, ponieważ wiem, że niczego dobrego do naszej teraźniejszości to nie wniesie, ale to już temat na inną okazję.



Do opisania swoich dobrych wspomnień nominuję:
http://jaimojeurwisy.blogspot.com
http://kiedymamaniespi.blogspot.com
http://www.mamdopowiedzenia.com
http://ritaraga.blogspot.com
http://krolowa-karo.blogspot.com
http://positivefitlife.blogspot.com
http://keepdestination.blogspot.com

W wolnej chwili może coś naskrobiecie ;-)

A wszystkim tu zaglądającym (i sobie) życzę  

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2015! 

Tylko tyle i aż tyle, bo przecież w pojęciu SZCZĘŚCIA mieści się wszystko, co dla nas najlepsze, najradośniejsze, najprzyjemniejsze, najkorzystniejsze itp, itd. Oby był lepszy niż wszystkie tłuste lata, które były naszym udziałem.

piątek, 26 grudnia 2014

Francuzki nie sypiają same

Całkiem duża grupa osób uważa, że Francuzki mają w sobie "to coś", co sprawia, że wyglądają lepiej niż reszta kobiet na świecie. Co chwila to ktoś rozkłada ich styl bycia na czynniki pierwsze i zachęca do wcielenia we własne życie zasad, wg których rzekomo żyją francuskie kobiety.

Tej jesieni natknęłam się  na książkę Jamie Cat Callan "Francuzki nie sypiają same", akurat była w śmiesznie niskiej cenie 5,99 zł, więc kupiłam bez wyrzutów sumienia - mój SENS więcej kosztuje! Autorka książki to Amerykanka, która pamiętając swoje zafascynowanie własną francuską babcią, już jako dorosła osoba wyrusza do Francji, aby zgłębić tajemnicę sekretu francuskich kobiet. Oczywiście odkrywa, że kobiety te są wyjątkowe i przedstawia nam zwięzły i łatwy w odbiorze "podręcznik", który ma nas nauczyć, jak ową wyjątkowość wprowadzić w swoje życie, by cieszyć się dozgonną uwagą i adoracją płci przeciwnej. Jeśli komuś właśnie na tym zależy, czego nie neguję - związki są ważną sferą naszego życia! - polecam przyjrzeć się bliżej "filozofii francuskiej kobiety". Sama nie znam żadnej takiej, więc trudno mi skonfrontować z rzeczywistością twierdzenia J.C. Callan, dodam tylko, że kiedy raz w życiu byłam w Paryżu, to nie mogłam się nadziwić Paryżankom - te które widziałam, wydały mi się jak barwne motyle: lekkie, zgrabne, kolorowe i szykowne. 
A oto inne dowody - na pewno nie wszystkie! - na fascynację pisarskiego świata fenomenem (???) francuskich kobiet. Może ktoś zna jakąś dziewczynę z Francji osobiście i powie o co ten cały szum?:




Ale do rzeczy. Autorka zgrabnie podsumowała swoje wywody w kilkunastu zwięzłych punktach, które poniżej przytaczam. W sumie, nie można kobiecie odmówić racji, tylko czy są to zasady wszystkich Francuzek, czy może kolejne marzenie o kobiecie idealnej? Zresztą, jak zwał - tak zwał, ja jak zwykle polecam zerknąć i wybrać dla siebie to co Waszym zdaniem najlepsze.

  1. Przestań się umawiać na randki. Francuzki się nie umawiają. Mają grupę towarzyską, w której są także mężczyźni, więc i ze swoim mężczyzną spotykają się wśród przyjaciół i wielbicieli. Wydają przyjęcia, spotykają się po pracy ze swoimi współpracownikami. Zapraszają swego mężczyznę na spacer, co pozwala jej pokazać się innym mężczyznom i uwalnia od dwugodzinnej randki sprowadzającej się do rozmowy.
  2. Urządź przyjęcie. Zaproś na nie starych i nowych przyjaciół. To bardzo francuskie wymieszać przy stole kobiety i mężczyzn. Nie zdradzaj się przed mężczyzną, że masz ochotę go poderwać. Niech sam się tego domyśli. Zademonstruj innym swoje talenty kulinarne i umiejętność bawienia gości.
  3. Chodź, zamiast jeździć samochodem. Francuzki wszędzie chodzą. Jest to oczywiście wspaniała gimnastyka, ale chodzą po to, żeby być widziane. Kiedy idziesz na spacer z potencjalnym kochankiem, on ma nie wiedzieć, że to jest randka. Wtedy za nic nie płaci, nie ma więc problemu usługi za usługę. A najlepsze w tym jest to, że widzi, jak patrzą na ciebie inni mężczyźni. Ma wtedy świadomość, że toczy się o ciebie męska rywalizacja.
  4. Zrezygnuj z poznawania mężczyzn za pośrednictwem internetu i poznawaj ich na żywo. Francuski poznają mężczyzn w świecie rzeczywistym, w muzeach, kinach, barach i na przyjęciach. Jeśli chce się na tym świecie przetrać, należy być osobą czarującą i odrobinę uwodzicielską. Francuski kokietują wszystkich. Właśnie w taki sposób poznają tylu mężczyzn.
  5. Zaprzyjaźniaj się z kolegami z pracy. Zrezygnuj z bezpłciowego stroju służbowego i ubieraj się nieco bardziej seksownie. Francuski nie przejawiają onieśmielenia, jeśli chodzi o poznawanie mężczyzn w pracy.
  6. Bądź naturalna. Francuzki wyglądają naturalnie. Oznacza to, że zawsze eksponują tylko jedną część ciała, na przykład nogi, wkładając krótką spódnicę i rozpinany sweter, albo eksponują usta, malując je czerwoną szminką i rezygnują wówczas z malowania oczu i różowaniu policzków. Przestań modelować włosy suszarką. Francuzki nie poświęcają im tyle uwagi, bo wolą je mieć w nieładzie i rozwiane przez wiatr.
  7. Powiedz "cześć" swojemu byłemu mężowi czy chłopakowi. Francuzki pozostają w dobrych stosunkach ze swoimi byłymi partnerami. Nigdy nie wiadomo, kiedy będziesz potrzebowała spotkać się z którymś z nich czy wprowadzić któregoś do swojej grupy towarzyskiej.
  8. Stwórz grupę towarzyską. Jest to bardzo ważne grono przyjaciół, złożone z mężczyzn i kobiet, ze znajomych z pracy i z nowych wielbicieli. Francuzki chodzą grupowo do kina, baru, muzeum i na koncert. Poza tym jest to kolejna sposobność, żeby widywać innych i być widywaną w towarzystwie.
  9. Bądź bystra. Jeśli nawet w rzeczywistości nie jesteś, to miej przy sobie książę i noś okulary. Francuzki wiedzą, że taki wygląd ma działanie erotyczne.
  10. Nie trzymaj spakowanej dobrej porcelany. Po co ją chować? Francuzki używają dobrych rzeczy codziennie. To jedna z tajemnic ich nadzwyczajnej pewności siebie. 
  11. Nie zapominaj o dobrej bieliźnie! Francuzki nie chowają także koronkowych fig, lecz codziennie noszą seksowną bieliznę, a góra i dół są do siebie dopasowane. To również sprawia, że czują się pewne siebie.
  12. Zacznij gotować. Droga doserca mężczyzny prowadzi przez żołądek, a Francuzki wiedzą o tym od wieków.
  13. Uwielbiaj swoje ciało. Sekret dbałości o siebie tkwi w używaniu pachnących kremów i balsamów. Francuzki przepadaja za perfumami i za wszystkim, co daje im sposobność, żeby czuły się dobrze w swojej skórze. W tym tkwi też sekret ich pewnego kroku. Trzeba także dodać, że matki kazały im trzymać głowę wysoko i stać prosto.
  14. Uprawiaj ogród sekretów. To jest eufemizm użyty na określenie miejsca lub nawet osoby, do której Fancuzka się udaje, gdy chce się wzmocnić psychiczne. Możesz być bardzo francuska majac jakiś sekret - że np. pasjonujesz się magazynami medycznymi z XIX wieku lub, że zadurzyłaś się w mężczyźnie pracującym w Starbucksie. To takie amerykańskie być szczerym i opowiadać o wszystkim. Staraj się mieć jakieś sekrety.
  15. Mniej znaczy więcej. Postaraj się kupić sobie w tym sezonie tylko jedną wspaniałą spódnicę. Jedz mniejsze porcje. Francuzki nie uznaja niczego w nadmiarze. Nie zadowalają się jedzeniem i strojami, lecz odpowiednim mężczyzną. Ale nie próbują go zmienić, lecz akceptują takim, jaki jest.
  16. Trwaj przy swoim mężczyźnie. Patrz wyżej.
  17. Vive la difference. Francuzki nie powiadaja nikomu zapomnieć, że są kobietami. Ubieraj się do pracy w kobiece stroje. Podróżuj ubrana w spódnice i botki, a przekonasz się, że znacznie częściej będziesz przyciagać uwagę mężczyzn i któryś pomoże ci nieść bagaż!
  18. Masz prawo do bycia w złym humorze. Jesteś kobietą, on jest mężczyzną. Targają tobą namiętności! Macie z tym problem? Odzyskaj prawo do bycia kobietą, do humorów, kaprysów i emocjonalności. Życie jest o wiele zabawniejsze, jeśli człowiek nie próbuje przez cały czas zachowywać się rozsądnie!

źródło

W tej litanii ku czci francuskich kobiet znalazłam dla siebie kilka mądrze brzmiących porad, a te najbardziej do mnie przemawiają: 3, 6, 10, 11, 13, 14. Czy i wam udało się znaleźć coś dla siebie?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Trochę inny TAG

Temat dzisiejszego posta może wydać się zbyt ciężki jak na przedświąteczny czas, ale wtedy spróbujmy spojrzeć na sprawę inaczej. Nie skupiajmy się na ponurych myślach, skupmy się na swoim doskonałym zdrowiu i postanowieniu żeby zachować je jak najdłużej - to z pewnością będzie najpiękniejszy prezent dla naszych bliskich i dla siebie.

Do antyrakowego posta zostałam zainspirowana, a właściwie - nominowana przez Zdeterminowaną Anę,  która również brała udział w wyzwaniu związanym z propagowaniem Europejskiego Kodeksu Walki z Rakiem. Ideą wyzwania jest zastanowienie się nad swoim zdrowiem i postępowaniem - czy zawsze zmierzamy w kierunku zdrowia, czy może już dzisiaj pracujemy na jakieś g...o, które się do nas  kiedyś przyklei i sprawi, że życie straci swój dyskretny urok?

Europejski Kodeks Walki z Rakiem jest zbiorem zaleceń wskazującym, które czynniki wywołujące procesy rakotwórcze należy wyeliminować, aby ograniczyć ryzyko zachorowania na nowotwory. Przede wszystkim zdrowy tryb życia jest pierwotną profilaktyką. Kodeks zawiera kilka prostych zasad, które dotyczą stylu życia oraz rekomendacje dot. uczestniczenia w populacyjnych badaniach przesiewowych.

http://www.kodekswalkizrakiem.pl/

Oto zasady EKWzR:
  1. Nie pal. Jeśli już palisz - przestań. Jeśli nie potrafisz przestać, nie pal przy niepalących.
  2. Wystrzegaj się otyłości.
  3. Bądź codziennie aktywny ruchowo, uprawiaj ćwiczenia fizyczne.
  4. Spożywaj więcej różnych warzyw i owoców: jedz co najmniej 5 porcji dziennie.
  5. Jeśli pijesz alkohol (piwo, wino lub napoje wysokoprocentowe) - ogranicz jego spożycie.
  6. Unikaj nadmiernej ekspozycji na promienie słoneczne.
  7. Przestrzegaj ściśle przepisów dot. ochrony przed narażeniem na znane substancje rakotwórcze.
  8. Kobiety po 25. roku życia powinny uczestniczyć w badaniach przesiewowych w kierunku raka szyjki macicy.
  9. Kobiety po 50. roku życia powinny uczestniczyć w badaniach przesiewowych w kierunku raka piersi.
  10. Kobiety i mężczyźni powinni uczestniczyć w badaniach przesiewowych w kierunku raka jelita grubego.
  11. Bierz udział w programach szczepień ochronnych przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B.
Po więcej informacji zapraszam na stronę: http://www.kodekswalkizrakiem.pl

Co robię dla swego zdrowia?

Po pierwsze! Kilka lat temu, nawet nie potrafię powiedzieć kiedy to było - rzuciłam palenie. Bardzo się z tego cieszę, bo to było diabelnie trudne. Pierwszego tygodnia bez papierosa, czułam się jak ryba wyrzucona na brzeg, dusiłam się. Następny kryzys przyszedł po miesiącu, potem było już tylko lepiej. Miałam szczęście, bo palenie rzucał razem ze mną mąż, który palił już wtedy ponad paczkę dziennie i zaczął tracić głos. Jego krtań była w fatalnym stanie, na szczęście szybko się zregenerował. 
W krajach rozwiniętych 25-30% przypadków śmierci z powodu nowotworów ma związek z paleniem papierosów, tak samo około 90% przypadków raka płuc u mężczyzn. Ponadto kobiety, które palą nałogowo, w wieku 40-stu lat mają o wiele gorszą cerę od tych niepalących, a papierosy są koszmarnie drogie.

Po drugie! Około dwa lata temu wreszcie przejrzałam na oczy i zobaczyłam jak naprawdę wyglądam i jak w związku z tym się czuję - brak oddechu podczas wspinania się na swoje drugie piętro. Dzisiaj jestem na dobrej drodze - sylwetka odzyskała właściwe proporcje, a kondycja przestała szwankować. Wszystko to dzięki zmianie nawyków żywieniowych, a także aktywności fizycznej, niestety wykonywanej w porywach. Na przykład grudzień mnie dopadł, jestem taka ospała, brak mi energii, a ta jest mi bezwzględnie potrzebna, żeby ogarnąć święta, więc postanowiłam być dla siebie dobra inaczej i zamiast biegania funduję sobie popołudniowe drzemki. No i przez to w styczniu znów będę musiała od nowa przyzwyczajać się do biegania! Na pewno nie odpuszczę i znów zacznę, tak jak robiłam to już wiele razy. Moim marzeniem jest też rozciąganie, a jeszcze lepiej joga...

Punkty 4, 5 i 6 również w normie. Nie potrafię określić, jak jest z 7.

Czego nie robię? Punkty 8, 9, 10 i 11 właściwie leżą u mnie odłogiem, bo tylko cytologię staram się realizować systematycznie. Odczuwam jakąś bliżej niewyjaśnioną i nieodpartą niechęć do zakładów opieki zdrowotnej, zdarzają mi się nawet cudowne ozdrowienia na myśl, że powinnam udać się do lekarza. Kiedy rodziłam swoje dzieci, to akcja porodowa za każdym razem się cofała zaraz po przekroczeniu progu szpitala ;-) Tak więc tutaj mam pole do popisu, nie ma siły, trzeba będzie coś przedsięwziąć...


Zachęcając Was do wprowadzenia zasad z Europejskiego Kodeksu Walki z Rakiem nominuję 5 osób, które na swoim blogu  wymienią zasady z kodeksu i wskażą do których się stosują lub dzięki temu wpisowi będą się stosować. Bądźmy świadomi i odsuńmy od siebie zagrożenie - daleko, jak najdalej!:
Małgorzata B. z  http://dziendobrypani.blogspot.com
Agnieszka z  http://cudownieniedobrani.blogspot.com
Czerwona Filiżanka z http://czerwonafilizanka.blogspot.com
Ava Valk z http://mystylemyeveryday.blogspot.com
Dorota Zalepa z http://kameralna.com.pl

A korzystając z okazji, że to ostatni wpis na tym blogu przed Wigilią, 
składam Wam NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA
WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!
 

czwartek, 18 grudnia 2014

Przyda-sie czy nie


Temat nasunął mi się przy okazji przedświątecznych porządków. Zbytnio w tej kwestii nie szaleję, ale przed Świętami, a właściwie przed Nowym Rokiem postanowiłam pozbyć się z zakamarków mieszkania wszystkich starych i niepotrzebnych przedmiotów, no i zaczęły się dylematy.

Czy te ręczniki nie wytrzymałyby jeszcze paru miesięcy? A ta bluza - do chodzenia po domu jeszcze się nada... Po otwarciu szuflad dopiero zakręciło mi się w głowie - a może jeszcze przydadzą sie te drobiazgi (mam tu na myśli np. kredki i flamastry - pamiątka po szkolnych czasach dzieci, jakieś notatki, jakieś wycinki z ciekawostkami, które miały mi się przydać do pisania artykułów)? STOP. Kobieto oprzytomniej, przydasie zazwyczaj nigdy się nie przydają. 

Zbieramy stare przedmioty, ubrania, koszyczki, bibeloty, bo nigdy nie wiadomo, może akurat kiedyś coś takiego będzie potrzebne. Za rok, za dwa, może z koszyczka zrobię kompozycję, stare szmatki przydadzą się na ściereczki do sprzątania, a ta śrubka na pewno od czegoś jest i kiedyś będę musiała ją wkręcić. Te rzeczy nie przydały się i pewnie się już nie przydadzą, bo przecież ze sklepów przynosimy ciągle nowe przedmioty, a nawet jeśli czegoś zabraknie, to bez problemu i z prawdziwą przyjemnością kupimy sobie coś nowego. Prawda jest taka, że przydasie zajmują cenne miejsce w naszym domu, zazwyczaj wymagają od nas cennej energii w postaci dbania, przekładania, odkurzania, a jednocześnie nasza przestrzeń mieszkalna staje się przez nie mniej przejrzysta.


Ale to jeszcze nie całe zło, które może wiązać się z przydasiami... Przydasie mają tendencję do rozmnażania, jeden powoduje, że staje koło niego następny. Kto ma piwnicę albo strych, to wie, że te pomieszczenia nazywane są ogniwem pośrednim między domem a śmietnikiem, ponieważ zdarza się, że tak od razu przydasia żal nam wyrzucić, z jakiegoś powodu jesteśmy do niego emocjonalnie przywiązani. Wtedy tak naprawdę zamiast patrzeć w przyszłość i żyć pełnią życia, my kurczowo trzymamy się przeszłości, która była taka piękna! Ponadto, przydasie należą do kategorii braku, zbieramy je z lęku, że czegoś nam zabraknie, natomiast zaufanie, że zawsze dostaniemy to, co jest nam potrzebne, należy do kategorii obfitości. A znane chyba każdemu prawo przyciągania zakłada, że to, na czym się skupiamy, rozrasta się. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę jednak obfitość ;-) Dlatego pogrzebałam żal i wyciepałam z rozmachem swoje "skarby", co spowodowało, że od razu jaśniej się zrobiło w mieszkaniu i w głowie.


Ale to jeszcze nie całe zło, które może wiązać się z przydasiami... Otóż granica pomiędzy nadmiernym sentymentalizmem do starych przedmiotów a niebezpieczną obsesją może być bardzo cienka. Niewinne "kolekcjonerstwo" może wymknąć się spod kontroli i prowadzić do niebezpiecznego schorzenia, zwanego syllogomanią. Zaczyna się ona właśnie od - z pozoru niegroźnego - bałaganu. Chory nie może się powstrzymać przed kupowaniem czy wręcz przynoszenia ze śmietnika rzeczy, a starych nie potrafi się pozbyć, nie ma znaczenia, że są one już niepotrzebne albo uszkodzone. Przedmiotów przybywa, a z czasem chory nie może już sobie poradzić z ich nadmiarem. Zagracają mu mieszkanie, dezorganizują życie, przeszkadzają w pracy czy relacjach międzyludzkich.

Twierdzi się, że osoby chore na syllogomanię budują swoje poczucie bezpieczeństwa poprzez przechowywaniem w swoim otoczeniu różnych rzeczy. Oto jak usprawiedliwiają one swoje zbieractwo:

  • obawa przed wyrzuceniem czegoś, co przyda się w bliżej nieokreślonej przyszłości,
  • poczucie bezpieczeństwa zapewniane przez posiadanie określonych przedmiotów,
  • obawa przed pozbywaniem się czegoś, co jest jeszcze użyteczne,
  • emocjonalny stosunek do gromadzonej niekiedy latami kolekcji.
To może być żart, albo przykład syllogomanii (źródło), ale po wpisaniu tego hasła w wyszukiwarkę, możemy zobaczyć naprawdę koszmarne wnętrza!

I tak od niewinnych przydasiów dotarłam do rozważań o zdrowiu psychicznym. Żeby  nie doszło do katastrofy, postanowiłam reagować na bieżąco i odgruzowałam się przed Nowym Rokiem, żeby energia w moim mieszkaniu swobodnie przepływała - zgodnie z zasadami Feng Shui, porządkowanie, sprzątanie i wyrzucanie to inaczej robienie miejsca czemuś nowemu! Pewnie sami zwróciliście uwagę co dzieje się z Waszym samopoczuciem, kiedy przebywacie w pokoju zagraconym. 

Jeśli kogoś dręczą jeszcze cienie przydasiów, niech sięgnie po wypróbowane metody walki z nimi. Ja zaczytuję się ostatnio w blogu Leo Babauty (Zenhabits.net) i tam też znalazłam kilka przydatnych rad:

  1. Nie musimy wszystkiego zrobić w jeden dzień, jeśli nie cierpimy sprzątania (tak jak ja), to pewnie lepiej będzie, kiedy odgruzujemy się w małych kawałkach - każdego dnia poświęćmy 15 min. na uprzątnięcie 1 półki, a potem otrąbmy tryumf.
  2. Wyrzućmy wszystko z półki czy szuflady, przetrzyjmy ją, posegregujmy wyłożone rzeczy i włóżmy do środka tylko te, które chcemy zachować.
  3. Sortujmy swój stos - bierzmy do ręki po jednym elemencie i podejmujmy szybką decyzję: kosz, albo powrót na półkę.
  4. Bądźmy dla siebie bezlitośni, prawda jest taka, że nigdy nie będziemy używać większości tych rzeczy, z których nie korzystaliśmy z nich przez rok. Wyrzućmy je, ewentualnie oddajmy komuś, kto zechce z nich korzystać. Wyrzućmy też rzeczy, których na pewno nie naprawimy. 
  5. Szczególną uwagę zwróćmy na papiery. Czasopisma, katalogi, stare rachunki, notatki, prace zabierają tylko cenne miejsce na półce, a nigdy się nie przydają.
  6. Jeśli naprawdę pęka nam serce na myśl o wyrzuceniu jakiegoś przedmiotu, bo może przydać się w przyszłości, włóżmy go do pudła z napisem MOŻE. Takie pudełko zaklejmy i opiszmy, a następnie gdzieś je przechowajmy. Jeśli minie rok i swego pudełka nie otworzymy, to znaczy, że tym razem NA PEWNO wywalamy je na śmietnik (albo oddajemy zainteresowanym).
  7. Stwórzmy system zatrzymania bałaganu wynikającego z gromadzenia przedmiotów - regularne sprzątanie, odkładanie rzeczy na miejsce.
  8. Pamiętajmy, aby zawsze świętować swoje osiągnięcia, nieważne jak małe. Nawet uprzątnięcie 1 szuflady możemy po swojemu uczcić :-)


Odgruzujmy się łatwo i przyjemnie przed Nowym Rokiem, niech nowa energia napełni nasze domy i przyczyni się do ruszenia naszego życia z kopyta, w kierunku sukcesu. Poczujmy to!





niedziela, 14 grudnia 2014

Różana obsesja

Od iks czasu róże i wszystko co z nimi związane przyciąga moją uwagę: uroda tych kwiatów, ich zapach  (chociaż dla niektórych babciny), a ostatnio też kosmetyki z różą w tle.

I to akurat bardzo dobrze, ponieważ taki olejek różany posiada zbawienne dla skóry (i nie tylko) - właściwości:
  • wygładza i nawilża skórę, łagodzi podrażnienia,
  • dodaje blasku zmęczonej cerze, 
  • uszczelnia naczynia krwionośne i zmniejsza zaczerwienienia,
  • łagodzi skutki poparzeń słonecznych,
  • wzmacnia łamliwe paznokcie,
  • wzmacnia i odżywia włosy - przywraca ich naturalny blask, zapobiega nadmiernemu wypadaniu.
  • pobudza produkcję kolagenu, dzięki czemu działa przeciwzmarszkowo oraz przyspiesza regenerację naskórka,
  • masaże i kąpiele z dodatkiem olejku wspomagają leczenie stanów zapalnych skóry, a także rozgrzewają i działają przeciwbólowo,
  • pomaga przy leczeniu trądzika różowatego i przebarwień skóry,
  • normalizuje pracę gruczołów łojowych i potowych,
  • pomaga w redukcji blizn i rozstępów,
  • likwiduje nerwice, wzmacnia poczucie radości, zwiększa energię.
Olejek różany nadaje się do każdego rodzaju skóry, ale szczególnie sprawdza się w pielęgnacji cery dojrzałej i wrażliwej. Może być stosowany bezpośrednio na skórę, bez uprzedniego rozcieńczenia, jednak należy pamiętać, że nie powinien być stosowany w czasie ciąży oraz alergii czy nadwrażliwości na tę substancję. Nie mogą go też używać dzieci poniżej siódmego roku życia z powodu dużego wpływu olejku na sferę emocjonalną.

Kosmetyki różane mają w swoim składzie przeważnie olejek różany lub wodę różaną, dzięki którym nabierają cenionych właściwości. Olejek różany powstaje z płatków róż w wyniku destylacji płatków parą wodną, a woda różana to pozostałość po tym procesie. 1 kg olejku uzyskuje się z 5 ton kwiatów zbieranych raz w roku w godzinach porannych.

Jest jeszcze olej różany tłoczony z owoców róży. Zawiera witaminy E i C oraz nienasycone kwasy tłuszczowe. Dodany do kosmetyków do cery suchej, odwodnionej lub dojrzałej znakomicie ją odżywia, wygładza, nawilża i zmniejsza zmarszczki. Również pobudza produkcję kolagenu.

Woda różana, bogata w bioflawonoidy oraz lotne olejki eteryczne, działa na skórę antyseptycznie, przeciwzapalnie i kojąco. Oczyszcza, poprawia napięcie skóry i nadaje jej zdrowy koloryt. Jest idealnym tonikiem do każdej skóry, ponieważ nie narusza jej ochronnej warstwy hydrolipidowej, również skutecznie łagodzi podrażnienia oczu. Wody różanej używałam wcześniej (TUTAJ) i na pewno jeszcze nie raz po nią sięgnę.

A oto kosmetyki z różą, które aktualnie używam (na zmianę):



1. Evree Magic Rose upiększająca kuracja do twarzy i szyi do skóry mieszanej, idealna także do tłustej. Może być stosowany do skóry z problemami. Reguluje produkcję sebum odpowiedzialnego za błyszczenie się skóry. Redukuje przebarwienia, reguluje produkcję sebum, wspomaga produkcję kolagenu. Nie zawiera olejów mineralnych, silikonów, parabenów. Skład można sprawdzić TUTAJ.

Producent obiecuje, że nasza skóra będzie zrównoważona, wygładzona i bardziej jędrna i wg mnie nie są to słowa rzucone na wiatr. Olejek sprawdził się u mnie doskonale, na pewno lepiej niż dotychczas stosowane kremy, przynajmniej skończyły się wypryski i czerwone plamy. Dla niektórych wadą będzie dość intensywny różany zapach, dla mnie to dodatkowy atut. Jest zdecydowanie mniej tłusty niż olej z dzikiej róży.

Magic Rose możemy stosować na wiele sposobów:

  • jako serum bezpośrednio na oczyszczoną skórę, wmasowujemy 4-6 kropli do całkowitego wchłonięcia,
  • jako wzbogacenie kremu,
  • jako maseczkę, wtedy większą ilość kropli nakładamy na twarz i pozostawiamy na kwadrans,
  • jako bazę pod makijaż, podobno będzie trwały, nie wiem, nie próbowałam,
  • jako demakijaż,
  • do masażu twarzy.

2. Olej z dzikiej róży zimnotłoczony, nierafinowany. Produkowany w Chile.

  • przyspiesza regenerację blizn i znamion,
  • nawilża suchą skórę,
  • zmniejsza przebarwienia,
  • spowalnia procesy starzenia skóry.
Pachnie tak... olejowo, z wędzoną nutką. Podczas aplikacji automatycznie wykonuję masaż i gimnastykę twarzy, ponieważ zanim olej się wchłonie to trochę ręką musimy pomachać. Również stosuję go bezpośrednio na skórę, czasami wzbogacam kroplą gliceryny.


3. Oriflame Love Nature olejek z dzikiej róży, myślę, że równie dobry jak dwa poprzednie składniki, może trochę słabiej nawilża... Konsystencja bardziej "wodnista", a więc szybciej się wchłania. Zapach róży ulotny. Do bezpośredniego stosowania na skórę.

Te trzy kosmetyki stosuję na zmianę wieczorem zamiast kremu i jestem bardzo zadowolona z rezultatów. Skóra bezpośrednio po ich wmasowaniu jest taka świeża, ożywiona, jędrna, napięta. Olei na wieczór używam już od dłuższego czasu (wcześniej czarnuszka) i czarne kropki na brodzie i nosie odeszły w niepamięć. Skończyły się też problemy z "syfkami", przesuszona skóra, odpadająca z nosa płatami oraz podrażnienia, a zmarszczek szukam z lupą w ręku ;-) Rano jednak ciągle używam kremów, ostatnio z Iwoniczanki, wcześniej seria kolagenowa z Oriflame, a teraz czeka w kolejce krem Ecobeauty Oriflame.



Estetica Diamentowa Maska Na Twarz w płatku żelowym - intensywnie liftingująco-regenerujący zabieg kosmetyczny do samodzielnej aplikacji w domu.
"Unikalna matryca kolagenowa z dodatkiem kwasu hialuronowego połączona z naturalnym olejkiem różanym, wyciągiem z nasion winogron i alantoiną. Biozgodna z tkanką ludzką formuła aktywnie przenika w głąb skóry. Natychmiast po zetknięciu odżywione i pobudzone komórki naskórka, przyspieszają jego regenerację, wygładzając zmarszczki i przywracając zdrowy wygląd".

Rezultaty jakie obiecuje producent to: lifting, spowolnienie procesów starzenia, przywrócenie młodzieńczego owalu twarzy, wygładzenie zmarszczek, poprawa kolorytu, zmniejszenie widoczności siatki naczyń krwionośnych, rozjaśnienie przebarwień, poprawa napięcia i przyspieszenie migracji składników aktywnych. Najlepsze efekty uzyskamy używając maski 2-3 razy w tygodniu. W opakowaniu znajduje się produkt jednorazowy.

Swoją maskę znalazłam w Biedronce i niestety kupiłam tylko 1 sztukę, ale  taką samą możemy nabyć np. TUTAJ za 7,82 zł. Żelowy płatek właściwie pływa w tak dużej ilości płynu, że wpadłam na pomysł, aby wykorzystać go więcej niż jeden raz. Płyn przelałam do szklanego pojemnika, po użyciu maseczki nie wyrzuciłam jej, tylko zatopiłam ją w nim ponownie, a pojemnik wstawiłam do lodówki. Maseczki używałam wczoraj wieczorem. Myślę, że jeszcze 2 razy jej użyję...

Skóra po zastosowaniu maski jest wygładzona, nawilżona, miękka, bez podrażnień. Co do poprawy napięcia czy cudownego odmłodzenia, to mam mieszane uczucia, raczej używałam już lepszych masek tego typu TUTAJ, może kilka złotych droższych, ale pamiętam, że efekt ich działania naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył, a tutaj nie było tego przewidywanego WOW! Po prostu przeciętna maska, na pewno nie "ekspresowa" - należałoby stosować ją systematycznie.

Zachęcam do używania kosmetyków z różą. Mnie zaprowadził do nich NOS, zapach róż lubię i lubiłam zawsze (babcią jeszcze nie jestem!), może instynktownie go wybieram, bo dobrze na mnie wpływa?


wtorek, 9 grudnia 2014

Tajemnica wody

Kiedy pod koniec września br. wspominałam o książce Howarda Murada "Tajemnica wody - sekret młodości" (TUTAJ), to obiecałam sobie, że jeszcze napiszę o niej szerzej, ponieważ jest w niej zawarte dość oryginalne podejście do odżywiania. Dzisiaj nadszedł ten czas, tak więc przedstawiam główne założenia sekretu młodości. Bardziej zainteresowanych sylwetką autora odsyłam chociażby do strony murad.pl, gdzie możemy też zakupić kosmetyki Murad za całkiem konkretne (hmm...) pieniądze.

Nasz organizm to samowystarczalna fabryka, stale się regenerująca: skóra odnawia się każdego miesiąca, wątroba - co sześć tygodni, a co trzy miesiące kości, dlatego musimy dostarczać mu te elementy, które utraciliśmy. Najważniejsze jest jednak to, czy nasze komórki są w stanie zatrzymać wodę, a jest to możliwe jedynie wtedy, gdy dostarczymy im czterech zasadniczych składników:

  • aminokwasów stanowiących podstawowy budulec białek,
  • lecytyny, która zawiera kluczowy składnik potrzebny do budowy błon komórkowych (fosfatydylocholina),
  • przeciwutleniaczy,
  • nienasyconych kwasów tłuszczowych.
Dr Murad opracował własną wersję piramidy żywieniowej i nazwał ją Dzbanem Zdrowia. Przyjął większe znaczenie warzyw i owoców w porównaniu z wszystkimi innymi pokarmami, za to pominął czerwone mięso i inne produkty mięsne zawierające tłuszcze wysokonasycone. Dzban nie zawiera także pełnotłustych produktów nabiałowych, przetworzonych zbóż, węglowodanów w grupie zbożowej, wysokokalorycznych cukrów przetworzonych, niezdrowych tłuszczów i olejów. Jednak nie oznacza to, że Murad zaleca absolutny zakaz ich spożywania, jego zalecenie to stosowanie zasady 80/20 czyli odżywianie się zgodnie z koncepcją Dzbana Zdrowia co najmniej w 80 procentach, a pozwalanie sobie na różne "przysmaki"  w 20 procentach.

Nowa piramida żywieniowa (źródło)

Dzban Zdrowia dr Murada (źródło)
Woda zawarta w owocach i warzywach jest ustrukturyzowana, co oznacza, że jest otoczona przez cząsteczki, które pomagają jej łatwiej i szybciej przedostawać się do komórek. Dlatego autor zachęca nas do jedzenia - a nie picia - wody. Owoce i warzywa zawierają też przeciwutleniacze, mikroelementy i witaminy z grupy B, wykorzystywane przez organizm między innymi w syntezie DNA i nowych komórek. Starajmy się jeść produkty surowe, warzywa gotujmy na parze.

Im więcej będziemy jeść, tym mniej będziemy pić. Woda w Dzbanie Zdrowia została przedstawiona na najwyższym miejscu, ponieważ nie stanowi ona "podstawy" diety, jak sądzi wiele osób. Gdy pozyskujemy wodę z bogatych w składniki odżywcze pokarmów - prawdziwej podstawy diety - wcale nie musimy zbyt często "chodzić do studni".

Dziewięć sposobów by szklanka była prawie pełna (by nie chodzić zbyt często do studni) w telegraficznym skrócie. Dzięki nim nasze komórki będą się szybciej regenerować, a w konsekwencji będą mogły zatrzymać jak najwięcej wody:

  1. Więcej lecytyny. Lecytyna to substancja tłuszczowa występująca we wszystkich żywych komórkach, stanowiąca główny składnik błon komórkowych. Dzięki niej są one odpowiednio nawodnione i funkcjonują na najwyższym poziomie. Substancja ta pomaga również zapobiegać tworzeniu się kamieni żółciowych oraz usprawnia pamięć krótkoterminową. Należałoby codziennie przyjmować suplement zawierający 2000 - 4000 mg lecytyny oraz spożywać produkty w nią bogate, takie jak: jaja, produkty z soi niemodyfikowanej genetycznie, kalafior, orzeszki ziemne i masło orzechowe, pomarańcze, ziemniaki, szpinak, sałatę lodową czy pomidory.
  2. Jedzmy jaja i inne zarodki (nasiona i fasole bogate w materiał zarodkowy i lecytynę). Jaja dostarczają składników odżywczych, które są prekursorami żeńskich hormonów i mogą odgrywać istotną rolę w zapobieganiu procesowi starzeniu hormonalnego. Jaja są także bogate w składniki odżywcze, spośród wszystkich pokarmów zawierają białko najwyższej jakości, dostarczają również witamin B2 i A oraz żelaza.
  3. W kuchni i w łazience miejmy zawsze pełno przeciwutleniaczy. Rośliny stanowią najlepsze ich źródło, oczywiście najlepiej wybierać świeże produkty pochodzące z upraw lokalnych lub ekologicznych. Spożywanie przeciwutleniaczy pomaga w zwalczaniu wolnych rodników, zapobiega uszkodzeniom komórek, dzięki czemu poprawia się ich nawodnienie. W kosmetykach warto szukać witaminy C, która przyczynia się do zwiększenia produkcji kolagenu i elastyny. 
  4. Spożywajmy od trzech do czterech porcji tłuszczu dziennie. Właściwy tłuszcz odżywia mózg, skórę oraz błony komórkowe jak żaden inny składnik odżywczy, zapewniają nawodnienie, jędrność, młodość i urodę. Takimi tłuszczami są: kwasy tłuszczowe omega-3, -6, -9, olej lniany, oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia, kanadyjski olej rzepakowy canola, zarodki pszenne, drożdże piwne, olej z orzecha włoskiego, olej pochodzący z ryb zimnowodnych, naturalne masło orzechowe, nasiona i orzechy. Nasz organizm nie potrafi samodzielnie wytwarzać tych niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych.
  5. Zwiększmy spożycie kwasu linolenowego (ALA), kwasu gammalinolenowego (GLA) oraz kwasu dokozaheksaenowego (DHA). ALA należy do rodziny omega-3 i posiada doskonałe właściwości przeciwzapalne oraz współdziała z przeciwutleniaczami. Organizm potrzebuje ALA aby wytwarzać energię. Autor zaleca jego suplementację. DHA wpływa na rozwój mózgu i oka, najlepszym sposobem na jego dostarczenie do organizmu jest spożywanie dużych ilości tłustych ryb oraz spożywanie suplementów oleju rybiego.
  6. Zadbaj o dostateczną dawkę witamin z grupy B. Mimo, że znajdziemy je w wielu produktach, aby zyskać pewność, że dostarczamy je sobie w odpowiedniej ilości najlepiej przyjmować suplement zawierający wszystkie witaminy z tej grupy. Witaminy te mogą zostać szybko wypłukane z organizmu pod wpływem stresu czy niektórych leków. Niski poziom witamin B we krwi może prowadzić do występowania migren.
  7. Wybierajmy pokarmy pochodzące z upraw ekologicznych oraz ze źródeł naturalnych.
  8. Wypróbujmy stewię. Ta słodka trawa z powodzeniem zastąpi cukier, jej słodycz jest od dwustu do trzystu razy większa w porównaniu ze słodyczą cukru. Nie udokumentowano żadnych działań niepożądanych tego produktu na nasz  organizm, a wręcz przeciwnie - w Ameryce Południowej, gdzie trawa ta rośnie bardzo obficie, liście stewii stosowane są od wieków, jako naturalny lek przeciw cukrzycy drugiego typu.
  9. Wszelkie niedobory uzupełniaj suplementami. W dzisiejszych czasach nawet najlepiej, najzdrowiej odżywiające się osoby potrzebują suplementów. To kwestia stylu życiu związanego z naszymi nawykami i stresem. Autor uwzględnia w Dzbanie Zdrowia zawartość suplementów i to przed wodą. Ale to już materiał na odrębny artykuł.
Jako że powyższe rewelacje pochodzą z książki "Tajemnica wody", a ja nie posiadam stosownego wykształcenia by z nimi polemizować, a jedynie mogę intuicyjnie czy zdroworozsądkowo przychylać się do niektórych twierdzeń autora, stąd nie będę gorąco broniła powyższych twierdzeń, jeżeli uznacie za właściwe ostro je skrytykować. To jeszcze jedna teoria, może po prostu weźmy z niej to co najlepsze?

sobota, 6 grudnia 2014

Pozytywna Zabawa cz. 2

Okazało się, że moja nadzieja, o której tak się rozwodziłam TUTAJ była jednak zwykłą rozpaczą, z której czas się otrząsnąć. Żeby nie wyjść na enigmatyczną osobą napiszę krótko - w ostatnich dniach ważyła się ważna sprawa zawodowa mego M., wszystko wskazywało na pomyślne rozwiązanie,   a nawet nie wyobrażałam sobie, że może pójść coś nie tak, ponieważ M. naprawdę dużo pracy i serca w to włożył. Niestety, dzisiaj już wiemy, że nie jest ważna praca, nie są ważne kompetencje, jeżeli do tego samego celu zmierzają "krewni i znajomi króliczka" i to by było na tyle.

Wiadomo, smutek naszego partnera jest też naszym smutkiem, a mnie właśnie - o ironio losu! - w takich okolicznościach przyszło mierzyć się z Pozytywną Zabawą. Nie mniej jednak NIE PODDAŁAM SIĘ i oto sprawozdanie z jej kolejnych czterech dni:

ŚRODA:
  1. Dzień w którym negatywne wiadomości potwierdziły się najpierw przygniótł mnie do ziemi i przyznaję, że prawie się popłakałam na myśl o tym co czuje M., mimo wszystko wieczorem udało nam się opanować emocje i przemówić sobie do rozumu. Przecież świat się nie kończy, jutro wstaje nowy dzień. To przykre kiedy dotyka nas niesprawiedliwość, ale tkwienie w poczuciu krzywdy to strata czasu i podwójne krzywdzenie siebie. Dlatego jestem szczęśliwa, że udało nam się chociaż z grubsza zapanować nad sytuacją, a czas wyleczy pozostałe zadrapania. Nie z takich rzeczy ludzie wychodzą!
  2. Uzmysłowiłam sobie, jak ważne jest pozytywne nastawienie, a szczególnie teraz, kiedy pogoda nas nie rozpieszcza. Stąd moje postanowienie, że każdego ranka, kiedy tylko się obudzę, to zaraz przypomnę sobie, że DZISIAJ WYBIERAM RADOŚĆ! A wieczorem, kiedy już w domu zapanuje cisza, znajdę kwadrans tylko dla siebie: zapalę świeczkę, zaparzę ulubioną herbatę (ostatnio smakuje mi melisa z pomarańczą - idealna na noc!) i wezmę do ręki swój właśnie założony Zeszyt Wdzięczności, by zapisać w nim wszystkie radości, pozytywy dnia, za które jestem wdzięczna. Już kiedyś taki zeszyt prowadziłam i wiem, jak pod wpływem takiego pisania zmieniała się moja postawa. Czas na powrót do praktykowania wdzięczności.
  3. Rozbroiła mnie postawa córki, która chcąc poprawić humor tacie, powiedziała: "Jeżeli to Cię pocieszy, to ja we wtorek na pewno obleję praktyczny na prawo jazdy ;-)". A że lubię "czarny humor" to nawet się uśmiechnęłam.


CZWARTEK:
  1. - Żył sobie stary chłop, który miał wspaniałego syna i pięknego konia.
    Pewnego dnia, jakiś „nauczyciel” otworzył bramę zagrody i koń uciekł.
    Chłopy z całej wsi przychodzili go pocieszać i żałować konia.
    - Jaki to wielki pech, że taki piękny koń uciekł.
    A stary człowiek odpowiedział:
    - Kto to wie, czy to szczęście, czy pech ??
    Po tygodniu, piękny koń rolnika wrócił do domu z dwudziestoma dzikimi końmi.
    Chłopy z całej wsi przychodzili świętować
    - Jakie to wielkie szczęście, że twój koń okazał się nie tylko piękny, ale i mądry. Sam wrócił do domu i to z dwudziestoma dzikimi.
    - Kto to wie, czy to szczęście, czy pech ?? - odpowiadał stary chłop.
    Następnego dnia, syn rolnika ujeżdżał te dzikie konie, spadł z jednego i złamał nogę.
    - Jaki to wielki pech, że Twój syn złamał nogę, pocieszali go sąsiedzi.
    - Kto to wie, czy to szczęście, czy pech ??
    Niektórzy nazwali go nawet głupcem, że tak mówi.
    Minął tydzień i przyszło wojsko do wsi werbując wszystkich młodych i sprawnych mężczyzn do wojska na wojnę.
    Syna starego chłopa nie wzięli, bo miał złamaną nogę.
    I znowu chłopy z całej wsi przychodzili świętować.
    - Jakie to wielkie szczęście, że Twojego syna nie wzięli do wojska.
    - Kto to wie, czy to szczęście, czy pech ??...
    ”Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” czyli przekształcenie negatywnych emocji, których w ostatnich dniach nie brakowało.
  2. M. wieczorem robił zakupy w Biedronce, ciągle jeszcze roztrzęsiony, zgubił tam swój dowód rejestracyjny samochodu i prawo jazdy, nawet tego nie zauważył. Minęło pół godziny od jego powrotu, a ktoś życzliwy pofatygował się do nas, żeby poinformować go, gdzie może odebrać swoją zgubę.
  3. Puzzle na świąteczne rodzinne układanie już kupione! To już nasze drugie puzzle, tę układankę również oprawię i zawieszę na ścianie, jak poprzednią.


PIĄTEK:
  1. Wieczór z SENSEM w ręku, ale dopiero lipcowym, jeszcze 5 numerów czeka na przeczytanie. Tyle czasopism przyciąga mój wzrok, ale dobrze, że przynajmniej powstrzymuję się i ich nie kupuję. Czasami muszę sobie powiedzieć wyraźnie - kobieto, i tak wszystkiego nie przeczytasz, zawsze coś musisz odpuścić.
  2. Było też buszowanie po sklepach internetowych w poszukiwaniu sama nie wiem czego, ot takie zwykłe marnowanie czasu. Piątkowe popołudnie zwykle przeznaczam na lenistwo albo dowolne przyjemności, nawet bezsensowne. I to właśnie było to!
  3. A właściwie to powinnam zacząć od poranka - na moim biurku w pracy czekał na mnie czekoladowy Mikołaj, później pojawiła się też symboliczna choinka, a w radio pojawiły się pierwsze świąteczne piosenki. Takie pierwsze zetknięcie z atmosferą Świąt, ale jeszcze nie do końca czuję się wkręcona.
SOBOTA:
  1. Ta sobota taka w sumie nijaka - za oknem mokro i mgliście, nie mamy żadnych planów, bo mój M. się pochorował (pewnie stres wychodzi). Ale czasami zwykły, spokojny dzień to też szczęście.
  2. Ostatni dzień "wyzwania", od jutra będę kontynuować je w swoim Zeszycie Marzeń. Teraz wiem, że podjęłam je naprawdę w odpowiednim momencie i bardzo mi pomogło, tak więc jeszcze raz dziękuję Olce za nominację!
  3. Za chwilę wychodzę do Biedronki i może coś wpadnie mi w oko. I pomyśleć, ze jeszcze jakieś cztery lata temu omijałam ten sklep szerokim łukiem, a teraz zawsze coś ciekawego wypatrzę. Może i tym razem coś wpadnie mi w oko, cieszę się na samą myśl. A co, proste przyjemności też się liczą!



Pozytywna Zabawa polega na tym, by każdego dnia (przez 7 dni) znaleźć w swoim życiu trzy pozytywy i podzielić się nimi. Do zabawy zapraszam:
Małą Czarną z http://mysli-znad-filizanki-kawy.blogspot.com
Małgosię B. z http://napiecyku.pl
Beatę z http://modanabio.com
Weronika Rudnicka z http://weronikarudnicka.pl/

Bo "Radość jest jak kamień, który wrzucony do wody zatacza coraz większe kręgi" - A. Balling

wtorek, 2 grudnia 2014

Pozytywna Zabawa cz. 1

Nadzieja wprawdzie umiera ostatnia, ale też jest  ponoć matką głupich i królową stagnacji. Skąd taka rozbieżność w jej pojmowaniu?

Święty Tomasz z Akwinu o nadziei pisał, że:

  1. Może odnosić się tylko do dobra i tym różni się od strachu, który rodzi się z zetknięcia ze złem.
  2. Odnosi się do czegoś przyszłego i tym różni się od radości, że radość wypływa z dobra, którym już można się cieszyć.
  3. Potrzeba, aby TO było czymś niełatwym do zdobycia. Nie mówi się o kimś, że ma nadzieję, gdy chodzi o coś bardzo małego, czego zdobycie leży bezpośrednio w jego mocy. Tym nadzieja różni się od pragnienia czy pożądania.
  4. Jest to możliwe do osiągnięcia, nie można przecież mieć nadziei na coś, czego wcale nie można osiągnąć. Tym nadzieja różni się od rozpaczy.
Podsumowując: prawdziwa nadzieja dotyczy dobra, na które trzeba poczekać, ale jeszcze konieczna jest solidna praca i wysiłek, by je zdobyć. A więc mówienie o nadziei, jako matce głupich dotyczy przypadków, w których obiera się za jej przedmiot coś nie spełniającego czterech warunków wymienionych przez św. Tomasza.



A teraz czas na pierwszą część Pozytywnej Zabawy do której zaprosiła mnie Olka. Swoje zadanie wykonam "po swojemu" - ponieważ nie podejmuję się pisania codziennych postów, żeby nie rozwlekać wyzwania w czasie, moje siedem dni pisania o pozytywnych wydarzeniach zbiję w dwie pigułki. Dzisiaj niedziela, poniedziałek i wtorek.

NIEDZIELA:
  1. Nie będę oryginalna i napiszę, że sama informacja o pozytywnej zabawie wprawiła mnie w dobry nastrój. Tak się składa, że na FB już dwukrotnie byłam nominowana do tej zabawy i tyle samo razy dałam plamę - po prostu wylatywało mi z głowy, że mam wejść na stronę i pisać. Tak więc postawiłam sobie za punkt honoru, aby tym razem wyjść z tego z twarzą ;-) Zresztą, codzienne dążenie do szczęścia to moja pasja i niezłomnie twierdzę, że nic nie jest ważniejsze od mego dobrego samopoczucia. Nawet za cenę przyjęcia na swoją pierś wyzwania mnie od egoistek.
  2. Piękna, słoneczna i ciepła (jak na tę porę roku, oczywiście) pogoda. W Bydgoszczy było wyjątkowo przyjemnie, tym bardziej, że tak wyraźnego słońca już dawno nie doświadczyłam.
  3. Mnie zakupy zawsze cieszą, a tego dnia byłam właśnie z rodzinką na zakupach. Co prawda udało mi się przez pomyłkę kupić po raz drugi listopadowy numer Sensu, ale w końcu przyda mi się do wycinania ilustracji do mojej mapy marzeń.

PONIEDZIAŁEK:
  1. Dzień urlopu, a więc bez pobudki! Mogłam odespać niedzielne koczowanie w salonie do północy. Gdybym mogła wybierać, to właśnie w takim rytmie chciałabym żyć: chodzenie spać o północy, wstawanie o ósmej rano.
  2. Dzisiaj wybrałam się do biblioteki w moim Osielsku (ponieważ jak pisałam wcześniej, tę do której zwykle chodziłam zamknięto). Zbliżając się do niej, zauważyłam, że okna jakieś podejrzanie ciemne są... Podchodzę bliżej i widzę kartkę: biblioteka nieczynna do 31.XII.2014 r!!!!!!!!! To jakieś fatum. Mam też w ręku świeże awizo (przyszły notesy od Dobrze Zorganizowanej) więc biegnę na pocztę, a tu znowu pudło - listonosz jeszcze nie zwrócił na pocztę mojej przesyłki. Miałam wykupić receptę, ale też nic z tego, kolejka kończyła się za drzwiami apteki, czyżby znowu jakaś nowa epidemia???. No i gdzie te plusy??? Czasami tak bywa, że musimy szukać ich z lupą, zatem moje to będą - uwaga! - trzykilometrowy szybki spacer w przejmująco zimnym wietrze, na który nigdy bez istotnego powodu bym nie wyszła, ale przecież tak bardzo chciałam pobuszować w bibliotece... Czyli porcja ruchu i silnego hartowania w jednym, taka jestem!
  3. Po prawie dwóch miesiącach procesji "fachowców" do naszego piecyka w łazience, odpowiadającego za ogrzewanie mieszkania, dzisiaj nareszcie victoria! Mrozy już nam nie straszne.


WTOREK:
  1. No i właśnie, kolejny dzień, kiedy pozytywów szukam z lupą w ręku... Na pierwszy rzut biorę... spokojny dzień w pracy.
  2. Notesy od Dobrze Zorganizowanej nareszcie odebrane.
  3. Dzień pełen nadziei na coś, co być może nie nadejdzie, ale nadzieja jeszcze się tli, a to nie jest bez znaczenia. 
Tak się złożyło, że kiedy powinnam pisać o pozytywach, w moje życiu  rozgrywają się właśnie ważne dla mnie sprawy i tym żyję. Właściwie wszystkie te trzy dni łączy uczucie nadziei... Czekam na coś, ale o tym sza... Oby moja nadzieja okazała się właśnie tą prawdziwą, którą św. Tomasz miał na myśli... Wysyłam w świat życzenie, by jakaś wyższa siła odpowiedziała pozytywnie na moje oczekiwania! Cdn.

czwartek, 27 listopada 2014

Zamknęli moją bibliotekę!

No i zamknęli moją bibliotekę - z powodu remontu, który ma trwać do 30.06.2016 r. (!!!), a znając życie, remont na pewno się przeciągnie. Stąd w listopadzie nie mogłam już wypożyczać i muszę znaleźć inną dobrą bibliotekę w okolicy. Raz w miesiącu zwykle kupuję jedną książkę, chociażby dlatego, żeby kiedyś ktoś kupił moją ;-), jednak nie więcej niż jedną, ponieważ te, które mnie interesują są dość drogie, a poza tym, nie mam zbyt dużo miejsca w mieszkaniu.

Tak więc dzisiaj o moich ostatnich książkach z Biblioteki Klubu Inspektoratu Wsparcia SZ, a były to:
                                                                                             
Ponoć w Hiszpanii organizuje się rocznie około 13 tys. mniej lub bardziej znanych fiest publicznych.  Tak więc istnieje 12 fiest ogólnonarodowych,  17 fiest regionalnych, fiesty lokalne - każde z ponad 8 tys. miast i wsi ma swoje święto, ale fiesty odbywają się też w poszczególnych dzielnicach, a nawet na konkretnych ulicach. Autorka książki Katarzyna KOBYLARCZYK, łapie bakcyla i podąża z jednej fiesty na drugą, a owocem tych podróży jest książka pt. "Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty". Tytułowy pył z landrynek unosi się po fieście na ulicach jednego z katalońskich miast, które pokrywała warstwa cukierków, a dzieci jadły je wprost z chodników (obchody święta na cześć św. Piotra Nolasco). Najsłynniejsze fiesty przyciągają turystów z całego świata. Kto nie słyszał o korridzie, La Tomatinie, Święcie Ognia czy Andaluzyjskim Wielkim Tygodniu, kiedy ulicami miast podążają tajemnicze postacie, ubiorem przypominające członków Ku Klux Klanu? Albo o gonitwie byków w Pampelunie? Dla mnie to wszystko wydaje się bardzo egzotyczne, barwne, ciekawe, a czasami okrutne. Wiem, wiem, nie należy oceniać innej kultury, ale sami zerknijcie...



TUTAJ więcej zdjęć z korridy, jeśli komuś jeszcze serce nie pękło.

A tutaj wielkie morze pomidorowej pulpy - zobaczyć to na własne oczy! Czy to już  marnotrawstwo? Oglądając zdjęcia z La Tomatiny odbywającej się w mieście Buniol zawsze jestem ciekawa, kto za to płaci? Pomidory, a potem sprzątanie. Jeśli klikniecie na źródło pod poniższym zdjęciem, dowiecie się, że w 2009 r. fiesta kosztowała władze miasta ok. 90 tys. euro, w tym koszt pomidorów 28 tys. euro. Czyli płacą rządni zabawy podatnicy.

źródło
Inne popularne fiesty:

Wielkanoc w Andaluzji (źródło)

Figury przed nocnym spaleniem (Las Fallas źródło)

Las Fallas (Święto ognia źródło)

Gonitwa byków w Pampelunie (źródło)

Druga książka jest cięższego kalibru. Jest to opowieść żołnierza Armii Czerwonej o życiu frontowym, w której autor ukazuję grozę wojny w pełnych barwach. Nie ma dla niego spraw, które powinien przemilczeć, nie ma obrazów, które lepiej zachować dla siebie, bo zbyt brutalne czy obrzydliwe. Wojna saute nie wygląda dobrze, dlatego zwykle się ją w książkach podkolorowuje, pewne fakty taktownie pomija, bo po co rzucać cień na żołnierzy-bohaterów tych trudnych dni. W "Sołdacie" Nikołaja Nikulina znalazłam wiele szokujących opisów działań Armii Czerwonej, wiele drastycznych scen.  Kto jest w stanie "strawić" taką treść niech po nią sięgnie, a na pewno nie pożałuje - czyta się ją jednym tchem. Na zakończenie daję tu kilka zdjęć stron, tak na próbę, dla zainteresowanych:



Pole bitwy po nadejściu wiosny.

O Rosjanach, dlaczego tacy są jacy są.

Eliminacja uczciwych obywateli.

Zagadka waleczności Armii Czerwonej.

Niepotrzebne ofiary?