poniedziałek, 30 grudnia 2013

Postanowienia niekoniecznie noworoczne

Ostatnie dni roku to dla wielu czas podsumowań, przemyśleń i postanowień na kolejny rok. Postanowienia wcale nie są takie złe, można je porównań do drogowskazów, dzięki którym zmierzamy w określonym kierunku. Dobrze by było, gdyby ich obraz towarzyszył nam nie tylko w pierwszych tygodniach stycznia... 
polskabiega.sport.pl
Tym razem zrezygnuję z wypisania "złotych rad" na korzyść bardziej osobistego podsumowania tego, co było i tego, co zamierzam.

2013 rok był dla mnie przełomowy i jak do tej pory najlepszy ze wszystkich lat jakie dotąd przeżyłam. Jeszcze podczas tegorocznej wiosny byłam na skrzyżowaniu dróg, prawie w rozsypce, nagle pod wpływem impulsu postanowiłam symbolicznie urodzić się na nowo o czym wspominałam tutaj i wszystko dookoła zaczęło przybierać pożądane kształty.  Już wiem, że nosimy w sobie możliwość zmiany na lepsze, musimy tylko zdecydować, że chcemy to zrobić TU i TERAZ.

2013 rok był też rokiem założenia Plantacji pozytywnych myśli. Zrobiłam to z kilku powodów: pisanie daje mi wiele radości, zbieram tu wszystkie pozytywne doświadczenia i wiedzę o umiejętności bycia szczęśliwym, chcę zarazić pozytywnym nastawieniem do życia jak największą liczbę odwiedzających mnie czytelników moich "wypocin". Ktoś mógłby powiedzieć na przykład: "co mają kolagenowe maseczki do bycia szczęśliwym"? Jeśli się dobrze zastanowić to mają, bo jeśli dzięki nim czuję się wypoczęta i zadbana to bezwzględnie wpływa to pozytywnie na moje poczucie szczęścia! Blog jest też dla mnie wielką okazją do rozwoju i kontaktów z Wami i jego dalsze prowadzenie i udoskonalanie jest moim postanowieniem na kolejne lata.

W listopadzie podjęłam walkę z uzależnieniem od słodyczy. Zamierzam je kontynuować, ale zauważyłam, że bardzo źle znoszę dni bez grama czekolady. Choćby dwie kosteczki zjedzone do porannej kawy wystarczają mi na resztę dnia, a po południu zwykle spokojnie obywam się bez nich, im dłużej się ograniczam w jedzeniu słodyczy, tym mniej ich potrzebuję. Stąd zmodyfikowałam swoje postanowienie w ten sposób, że mogę jeść słodycze (zaznaczam - nie badziewne) codziennie, ale w małych ilościach i przed południem.

W grudniu postanowiłam, że będę bardzo się starała czytać przynajmniej jedną książkę tygodniowo, i znów okazało się, że niosę zbyt niewygodny ładunek. Przecież w życiu chodzi też o przyjemność, a jaka jest przyjemność w zaliczaniu książek na sztuki? Tak więc czytanie książek pozostaje, ale już nie na tempo, bo po przemyśleniu sprawy, nie widzę w tym sensu.

Pod wpływem lektury książki o ayurwedzie, postanowiłam też uregulować swój sen. W grudniu nieźle mi już szło, ale nadeszły święta i system znów się załamał. Mam nadzieję, że w styczniu do niego powrócę już na stałe, bo śpiąc regularnie 8 godzin czułam się o niebo lepiej, a po pracy nie dopadało mnie osłabienie.

Kolejne sprawy już w telegraficznym skrócie:
  • wprowadzam dzień bez komputera - zakładam, że będzie występował raz na dwa tygodnie,
  • wprowadzam dzień dla swojej pasji, również raz na dwa tygodnie, tego dnia bez wyrzutów sumienia poświęcę robieniu tego co kocham robić, 
  • będę robiła więcej zdjęć na swego bloga, i nie koniecznie będzie to obfotografowywanie okolicy,
  • popracuję nad sprawniejszą organizacją swego czasu, bo to przez kulejącą organizację pół dnia spędzam w internecie, a później z niczym się nie wyrabiam, choć naukę i opiekę nad dziećmi mam już za sobą,
  • będę bardziej dbała o kontakty z rodziną i przyjaciółmi,
  • i wreszcie - nie wiem jeszcze co dokładnie zrobię, ale nie wyobrażam sobie, że za rok o tej porze będę zmuszona wstawić tu swoje obcięte od cycek w dół zdjęcie!


A na rozpoczęcie Nowego 2014 Roku słowami Beaty Pawlikowskiej 
życzę Wam siły, odwagi, miłości i szczęścia. 
Wszystko jest Wasze 
jeśli tylko dacie sobie prawo, 
żeby to wziąć. 
Kochajcie. 
Myślcie pozytywnie. 
Zacznijcie żyć!

piątek, 27 grudnia 2013

Ekspresowa poprawa urody

Szybkimi krokami zbliża się noc sylwestrowa, jednak część z nas pewnie nie będzie mogła poświęcić wystarczająco dużo czasu na odpoczynek przed zabawą. Ja na przykład znowu pracuję. Ale myślę, że znalazłam dobry sposób na świeżą i wypoczętą twarz - przed wyjściem na imprezę sylwestrową zaplanuję sobie pół godziny relaksu na kanapie z maseczką w płatku fizelinowym na twarzy. 

Szczerze polecam ten sposób na odświeżenie cery. Takie maseczki są dużo wygodniejsze w aplikacji od tych wyciskanych z tubki, nie pobrudzimy sobie rąk podczas aplikacji i nic się nie zmarnuje - nadmiar kosmetyku, który pozostaje po aplikacji należy po prostu wklepać w cerę i poczekać chwilę, aż się wchłonie.

W grudniu przetestowałam dwa rodzaje maseczek:

Hydrożelowa maska na tkaninie ACTIVE GOLD - kupiłam ją w aptece internetowej za ok. 10 zł. Jest to maseczka do twarzy na bazie złota, kolagenu oraz kwasu hialuronowego, przeznaczona do całorocznej pielęgnacji każdego typu skóry, potrzebującej natychmiastowego odmłodzenia, blasku i nawilżenia.

Maskę zakładamy na umytą i osuszoną twarz, ja dodatkowo zrobiłam sobie peeling. Składa się ona z dwóch części zabezpieczonych foliami ochronnymi. Podczas nakładania maski postępujemy zgodnie z instrukcją zamieszczoną na opakowaniu.

A tak wygląda to na twarzy. Wybaczcie, że nie mogłam się do Was uśmiechnąć, ale maska od razu zaczynała się marszczyć.


Efekty na skórze wg producenta:
  • nadaje efekt rozświetlenia skóry
  • hamuje proces powstawania zmarszczek
  • stymuluje produkcję kolagenu i elastyny
  • głęboko nawilża, odżywia i regeneruje
Efekty widoczne po pierwszym użyciu - skóra jest pięknie rozświetlona, miękka i wygładzona. I mogę potwierdzić, że to prawda - buzia naprawdę wygląda świeżo i promiennie. Maskę zakładałam wieczorem, a rano buzia w dalszym ciągu wyglądała na podrasowaną. Jestem już trochę starszą dziewczyną, więc efekty mogłam zobaczyć gołym okiem ;)

Maseczka kolagenowa w płatku fizelinowym z fitokolagenem, ginko biloba i algami - tę kupiłam w Rossmannie, również za ok. 10 zł. Przeznaczona jest do każdego typu cery, zwłaszcza suchej i pozbawionej kolorytu.


Producent obiecuje nam:
  • jedwabistą i sprężystą skórę
  • wstrzymanie procesu starzenia
  • uzupełnienie niedoboru kolagenu
Rzeczywiście, po zdjęciu maseczki skóra była wygładzona i ujędrniona, pory niewidoczne. Efekt utrzymał się do następnego dnia - po obudzeniu zaraz pobiegłam do lustra i zobaczyłam, że buzię ciągle mam gładką jak u dziecka. 
Jeśli miałabym wybrać zwycięską maseczkę, to wydaje mi się, że po maseczce kolagenowej z Rossmanna cera wyglądała bardziej świeżo i promiennie, a już na pewno następnego dnia rano. Aczkolwiek Active Gold również kupiłabym ponownie.

Składnikiem obu maseczek jest kolagen. Maseczki mające go w składzie są skuteczne i szybko przynoszą efekty, dlatego polecane są przed ważnym wyjściem lub spotkaniem. Mogą być stosowane od czasu do czasu przez panie w każdym wieku, a regularnie (np. kilka razy w tygodniu) przez osoby z cerą dojrzałą. Jeśli zastosuje się go raz, przyniesie szybki, widoczny, ale krótkotrwały efekt. Wykonanie cyklu ok. 5 zabiegów daje szansę na rezultaty dłużej widoczne - efekt odmłodzenia skóry, poprawa jej elastyczności, jędrności i ogólnego wyglądu.

Kolagen jest naturalnym budulcem skóry i odpowiada za jej jędrność. Z czasem, w procesie starzenia siatka włókien kolagenowych słabnie, a skóra staje się wiotka,  mniej sprężysta, pojawiają się na niej zmarszczki. Następuje to około 40 roku życia, choć już po 25 roku skóra stopniowo zmniejsza wytwarzanie tego białka. W dzisiejszych czasach dość często obserwuje się też przyspieszone starzenie tzw. pozorne (w odróżnieniu od biologicznego) wywołane stresem, promieniowaniem UV czy zanieczyszczeniami środowiska, dlatego maski z zawartością kolagenu są dobrym sposobem na odmłodzenie swojej twarzy i uzupełnienie w skórze niedoboru kolagenu.

Maski w płatku czy na tkaninie, nasączone bardzo skoncentrowanymi składnikami, w tym naszym nieocenionym kolagenem, to świetny sposób na chwilę relaksu, która podaruje nam promienną i świeżą buzię. 
Jeśli będziemy wypoczęte na twarzach, to każda zabawa karnawałowa może być wspaniałą przygodą. Nie zepsuje nam jej nawet zeszłoroczna sukienka i niedajace się uparcie zrzucić dwa zbędne kilogramy! 


Zatem już dzisiaj życzę wszystkim szampańskiej zabawy z twarzą jak pupcia niemowlaka (co broń Boże nie oznacza, że ja prezentuję taką na zdjęciu!)









poniedziałek, 23 grudnia 2013

Godzina zero coraz bliżej - nie zapomnij o sobie!

Pewnie większość z nas robi się coraz bardziej zapracowana: gotowanie, ostatnie porządki w domu, pakowanie prezentów, ubieranie choinki, nakrywanie do stołu, za chwilę przyjdą goście... Wszystko wydaje się zapięte na ostatni guzik, a co z nami? Czy po tym wszystkim, swoim wyglądem będziemy jeszcze przypominać zadowoloną z siebie kobietę, a może tylko nasz makowiec zbierze komplementy?

groupon.pl

Nie wiem, czy znajdzie się ktoś, kogo będzie stać tego wieczora na luksus wymoczenia  się w aromatycznej kąpieli, dla mnie to nierealne, jednak są na szczęście inne  sposoby na zadbanie o siebie tak, żeby nie straszyć gości wyglądem. Zresztą nasi domownicy tak samo zasługują na szacunek, bądźmy więc także piękne ze względu na nich, a nawet (jeśli nie przede wszystkim) - dla siebie samych. Zadowolenie ze swojego wyglądu to przecież jeden z ważnych filarów dobrego samopoczucia.

UBRANIE na ten wieczór przygotujmy sobie kilka dni wcześniej, oszczędzimy sobie miotania się w pośpiechu po domu w poszukiwaniu pasujących do siebie części stroju, a także prasowania w ostatniej chwili.

DŁONIE są naszą wizytówką, dlatego warto się postarać, żeby nie było widać, jak zapracowane były w ostatnim okresie. W pobliżu miejsca, w którym odpoczywamy połóżmy tubkę wypróbowanego kremu do rąk, często masujmy sobie  nim skórę, aż do łokci. Na noc dobrze jest grubo posmarować kremem dłonie, a następnie założyć bawełniane rękawiczki. Lepiej też jest pracować w rękawiczkach ochronnych, ja już dawno się do nich przekonałam i po latach kontaktów z chemią, skóra wreszcie wróciła do formy.
Pomocna w pielęgnacji jest również cytryna, która wybieli i odświeży naszą skórę (choćby po zapachu ryb). 
Po zakończeniu wszystkich prac zróbmy sobie szybki peeling, masując umyte, jeszcze wilgotne dłonie drobną solą wymieszaną na papkę np. olejem z pestek winogron. Następnie dłonie należy opłukać (nie zmywając tłustej warstewki), a potem starannie osuszyć. W paznokcie i skórki wetrzyjmy odrobinę oleju, a po minucie odsuńmy skórki patyczkiem.

LAKIER DO PAZNOKCI. Kto tak jak ja, nie ma wybitnych zdolności do malowania paznokci, robiąc to w ostatniej chwili na pewno coś zepsuje. Dużo bezpieczniej użyć jest w takim przypadku odżywki do paznokci, która też przecież nada im ładnego połysku, a nie będzie wymagała od nas dużej precyzji, szybciej też wyschnie i nie będzie odpryskiwać. 

WŁOSY lepiej jest umyć poprzedniego dnia wieczorem, a w wieczór wigilijny ładnie upiąć (lekko nieświeże dobrze się do tego nadają). Ci, którym służą suche szampony, mogą z nich skorzystać - włosy lekko uniosą się u nasady, co poprawi wygląd fryzury.

ODŚWIEŻENIE. Żeby czuć się naprawdę dobrze po całym dniu krzątaniny, zdecydowanie potrzebujemy czasu na prysznic! Ale żeby nie zawracać sobie potem  głowy nakładaniem balsamu, lepiej jest do mycia użyć olejku pod prysznic. Po wzięciu prysznica możemy delikatnie oprószyć ciało pudrem do ciała, a przede wszystkim miejsca pod biustem, stopy czy okolice intymne (wystarczy zwykły Babydream z Rossmanna).

Pamiętajmy też, żeby wskoczyć w wygodne buty i uśmiechnąć się do siebie - ostatecznie odwaliłyśmy kawał dobrej roboty, a teraz pora cieszyć się magicznym wieczorem w miłym i kochanym towarzystwie!

alekartki.pl
Życzę Wam Kochane(i) 
WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA 
spędzonych w dobrym zdrowiu i miłym towarzystwie bliskich osób!
I niech się spełnią Wasze marzenia (uważajcie o czym marzycie...) 

czwartek, 19 grudnia 2013

Nie przekarmiajmy się na święta

Nadchodzą święta, a wraz z nimi temat chętnie podejmowany przez wszystkich dookoła: jak nie rozchorować się z przejedzenia. 
Ja również wrzucę swój kamyczek do tego ogródka.

choinka z jedzonka - funkydiva.pl
Większość z nas jest do świąt nastawiona tradycyjnie, co oznacza, że w tym okresie mamy pełną lodówkę, a nasz balkon zamieniamy na spiżarnię. W każdym domu jest po prostu za dużo jedzenia, bywa, że zaciągamy kredyt w banku, żeby tylko w święta "niczego nie zabrakło".
Może i byśmy zachowali większą wstrzemięźliwość w jedzeniu i piciu, ale jednak pod presją kochanych cioć i babć pozwalamy sobie po raz kolejny napełnić talerz. "Dołóż sobie, są święta, po co to robiłam, kto to wszystko zje, co z was za goście?" - takie mniej więcej  słowa zachęty słyszymy, a odmowa dalszego rozpychania sobie żołądka jest traktowana na równi z obrazą pani domu, która często, nie dbając o swoje potrzeby, ledwie stojąc na obolałych nogach, przygotowała tę górę jedzenia. A może też tak samo traktujemy naszych gości?

Do czego prowadzi ta kilkudniowa kulinarna rozpusta? Możemy przytyć 5 kilogramów, których zgubienie będzie później wymagało od nas 5 tygodni ciężkiej pracy. Ale wcześniej zepsujemy sobie święta, bo na skutek nieracjonalnego jedzenia cukier to się podnosi, to spada, a my stajemy się senni, nic nam się nie chce i tracimy humor. Może nawet po wszystkim będziemy musieli wziąć dzień urlopu - tak wyczerpani ciągłym opychaniem się.


Oczywiście w tym roku będzie zupełnie inaczej! 

Nie popełnimy więcej karygodnego błędu siedzenia przy stole od rana do wieczora, ale będziemy przestrzegać trzygodzinnych odstępów między posiłkami, zalecanych w zdrowym odżywianiu. 

Wigilię też rozpoczniemy prawidłowo, czyli od śniadania i później mimo zabiegania, będziemy pamiętali, żeby co trzy godziny zjeść coś lekkiego. Inaczej siądziemy do stołu z wilczym apetytem i trudno nam się będzie ograniczyć tylko do kosztowania potraw.

Będziemy szanować swój organizm. Jeśli jemy pomimo uczucia sytości, bo nie chcemy czegoś wyrzucić to oznacza, że traktujemy siebie jak śmietnik!

Napijemy się tradycyjnego kompotu z suszu razem z owocami. Jest on nie tylko niskokaloryczny, ale też bardzo pomocny przy wzdęciach i zaparciach, dość często towarzyszących świętom ;) Najlepiej działa ten ugotowany z suszonych śliwek.

Zorganizujemy sobie ciekawie czas oglądając wspólnie zdjęcia, filmy, śpiewając kolędy (czy ktoś jeszcze to robi?), bawiąc się z dziećmi albo po prostu wychodząc na spacer, żeby ulepić bałwana. Wszystko to po to, żeby odwrócić uwagę od zastawionego stołu.


I  dodatkowa garść "złotych rad":
  • nie zapominajmy o piciu dużych ilości wody, zwłaszcza przed posiłkiem, to nieco ograniczy apetyt,
  • nie łączymy potraw słodkich i tłustych - prowadzi to do kłopotów trawiennych, deser zjadamy pół godziny po spożyciu innych potraw,
  • nie spieszymy się podczas jedzenia i dokładnie gryziemy wszystkie kęsy,
  • ubieramy się w coś dopasowanego w talii, może pojawi się obawa przed trzaśnięciem ubranka w szwach...


Amerykańska sałatka ziemniaczana (allrecipes.pl)

2300 g czerwonych ziemniaków
6 jajek
2 szklanki majonezu
1 posiekana cebula
2 posiekane dymki
1 mała zielona papryka bez gniazda nasiennego, pokrojona w kostkę
3 łodyżki selera naciowego pokrojone w cienki plasterki
2 łyżeczki soli
1 łyżeczka pieprzu

Ziemniaki gotować 15-20 min. do miękkości, ale nie rozgotować! (Ja do sałatki gotuję w mundurkach). Odcedzić, pokroić w kostkę.
Jaja włożyć do garnka i zalać zimną wodą.Doprowadzić do wrzenia i natychmiast zdjąć z ognia. Przykryć i zostawić w gorącej wodzie na 10 - 12 min. Ugotowane jajka posiekać. (Ja gotuję tradycyjnie).
Pokrojone ziemniaki i jajka włożyć do miski i wymieszać z majonezem, posiekaną cebulą, dymką, papryką i selerem. Doprawić solą i pieprzem.
Wstawić do lodówki co najmniej na kilka godzin przed podaniem. 

Uwielbiam sałatkę ziemniaczaną, a przepisów na nią jest bez liku. W tym roku wybrałam amerykańską. Sałatkę zwykle podaję już na wigilię - zresztą na specjalne życzenie moich najbliższych. Przygotowując potrawy rzadko stosuję się w 100 procentach do receptury, modyfikuję ilość składników wg własnych upodobań,  jednak dla Was podaję przepis jak należy. Smacznego!
Nie daję swego zdjęcia, bo sałatkę zrobię dopiero w poniedziałkowy wieczór.

allrecipes.pl



niedziela, 15 grudnia 2013

A może zima nie przyjdzie?...

ek.pl
Tydzień temu zima po raz pierwszy w tym sezonie pokazała pazurki, a mnie od razu ogarnął smętny nastrój. Nie przepadam za tą porą roku z kilku powodów. 
Po pierwsze - dni są krótkie i rzadko świeci słońce, a jeśli już świeci to i tak w tym czasie jestem w pracy. 
Po drugie - wyjątkowo łatwo marznę, szczególnie w nogi. W tym roku kupiłam sobie termoaktywną bieliznę na spacery, bo zawsze przy nawet lekkim mrozie moje uda drętwieją z zimna. Zniosę każdą pogodę, byleby termometr wskazywał powyżej 0 stopni.
Po trzecie - śnieg wcale mnie nie bawi. Może czasami dodaje uroku, ale wieje od niego chłodem. O innych niedogodnościach z nim związanych już nie wspomnę.

Wiem, narzekanie jest nudne i niczego nie wnosi do sprawy, co ma być - będzie, bez względu na moje dąsy. Dlatego, dla swego dobra od tej chwili biorę się w garść, a dla osób, które podobnie jak ja do przyjaciół Pani Zimy się nie zaliczają, mam na pocieszenie długoterminową prognozę pogody. Długoterminowe prognozy, wiadomo - mogą się zmienić, ale nadzieję dają, oj dają. Tym razem przypuszcza się, że zimy może nie będzie! Jeśli ktoś ma się ochotę w ten sposób pocieszyć, może zajrzeć TUTAJ!

Teraz jest przyzwoicie ciepło więc mam dobry humor i zamierzam to wykorzystać na wypadek, gdyby jednak zima mimo wszystko przyszła. Rzucam tu garść porad jak się przygotować na pojawienie się mrozu i śniegu oraz jak oswoić krótki dzień:

Więcej światła! 
actimed.com.pl
Wstajemy z łóżka - ciemno, wracamy do domu - ciemno, a nawet jeśli uda nam się w ciągu dnia pobyć trochę na dworze, to i tak słońce świeci 20 razy słabiej niż latem. Niedobór światła słonecznego w sezonie jesienno-zimowym może prowadzić do okresowej depresji, dlatego zaraz po obudzeniu zapalajmy jak najmocniejszą żarówkę, tak samo po powrocie do domu. Szkoda, że lampy przeciwdepresyjne są takie drogie (od 200 zł tutaj), raczej sobie w tym roku takiej nie zafunduję... Jak najwięcej czasu spędzajmy na dworze, kiedy jest jeszcze widno, w pracy róbmy sobie w miarę możliwości krótkie przerwy, żeby podejść do okna czy wyjść na słońce.


Dieta!
kobieta.onet.pl
Zużywamy więcej energii na ogrzanie ciała, więc trzeba tej dodatkowej energii dostarczyć sobie przez pożywienie. Jadajmy częściej produkty zawierające węglowodany (z mąki razowej, grochu, brązowego ryżu, fasoli czy kaszy), nienasycone kwasy tłuszczowe (ryby,olej, oliwa), codziennie ok. 10 chudego mięsa,  nie zapominajmy o gotowanych warzywach. Wspierajmy się produktami podnoszącymi odporność (cebula, czosnek, imbir, jeżówka, aloes, syrop z czarnego bzu, miód). Zachęcam do picia herbaty zielonej z dodatkiem świeżego imbiru czy soku malinowego


Ruch na świeżym powietrzu!
werandacountry.pl
Żeby się dotlenić i nałapać witaminy D, starajmy się codziennie spacerować min. 15 minut, nawet jeśli słońce jest za chmurami. Nie zapomnijmy zabezpieczyć twarzy natłuszczającym kremem ochronnym - zawierającym filtry!


Odpowiedni ubiór!



okazje.info.pl
A więc buty nieco za duże, żeby móc w nich poruszać palcami, rękawiczki, szalik czapka. Ubierajmy się na cebulkę.


Moc odpoczynku! 
astore.pl
Po dwóch nieprzespanych nocach organizm jest tak osłabiony jak po przeziębieniu, zrezygnujmy więc z oglądania telewizji do późna w nocy, jeślibyśmy mieli przez to nie przespać 8 godzin. Przed snem na wszelki wypadek lepiej zrezygnować z napojów z kofeiną i zbyt obfitej kolacji. Na jakość snu dobrze robi wywietrzenie sypialni.

Sauna! 
123rf.com
Kto może, niech korzysta - najlepiej raz w tygodniu. Pozbędziemy się toksyn i wzmocnimy odporność. Nie poleca się tej atrakcji dla cierpiących np. na nadciśnienie czy żylaki.

Proste przyjemności!
mówimyjak.pl
W grudniu możemy je znaleźć np. w dekoracji domu na Święta, śpiewaniu czy słuchania kolęd, przygotowywaniu pysznych potraw. Możemy urządzić sobie domowy festiwal klasycznych filmów czy przygotować paczki dla ubogich. Zbliża się koniec roku, zatem przypomnijmy sobie zadania, jakie wyznaczyliśmy rok temu, zróbmy nową listę.

Zimą cała przyroda odpoczywa, także i nasz organizm przygotowuje się do jej przetrwania, dlatego częściej mamy ochotę na pożywniejsze jedzenie, chętniej okrywamy się ciepłymi kocami i leżymy dłużej w naszym wygodnym, cieplutkim łóżku. Jednak praca jak zwykle wymaga od nas wydajności - niezależnie od pory roku. Żeby nadążyć, musimy dodać sobie energii, inaczej dotknie nas kryzys, a w efekcie przeziębienie i tym podobne "przyjemności". Tak więc trzymajcie się cieplutko i nie dajcie się zimie! Zresztą może ona w tym roku naprawdę schowa pazurki i będzie dla nas dobra?...

środa, 11 grudnia 2013

Podarujmy sobie odrobinę luksusu - dzień z ajurwedą

Kiedyś oglądałam w TV program, w którym przepytywano nasze "gwiazdy i gwiazdki " czym jest dla nich luksus. Jedna z odpowiedzi zwróciła moją uwagę - luksus  to czas, który można poświęcić dla siebie lub dla bliskich. O ironio losu - dzisiaj, kiedy wszystko można kupić, okazuje się, że brakuje czasu na zakupy... 
Czasu brakuje gwiazdom, biznesmenom, ale i nam zwykłym obywatelom. Nasze dni są zaplanowane co do minuty w terminarzach, bez których już ani rusz.

wiktionary.org
U mnie też podobnie: każdy powszedni dzień jest dokładnie wypełniony obowiązkami. 7,5 godzin snu - 8 godzin w pracy - 2 godziny na przygotowania i dojazd do pracy - zostaje mi 6,5 godziny dziennie czasu wolnego (od 16:00 do 22:30), który mogę poświęcić na zakupy konieczne czy dowolne, gotowanie, dbanie o dom, szlifowanie języka obcego, siłownię, oglądanie filmów, czytanie książek i czasopism, blogowanie, czy wreszcie dla rodziny i przyjaciół. W weekendy z reguły nadrabia się wszelkie zaległości, a w grudniu dochodzą jeszcze przygotowania do Świąt. Tak, życie często kojarzy mi się z chodzeniem w kieracie, stąd ciągle poszukuję coraz to nowych sposobów na relaks i ubarwienie codzienności. Moje ostatnie znalezisko to dzień idealny wg ajurwedycznego punktu widzenia.

Ajurweda - wiedza o życiu ma ponad pięć tysięcy lat i może być stosowana przez każdego, w każdych okolicznościach życiowych, w życiu codziennym. Ajurweda uczy jak żyć, aby zachować naturalną równowagę, a tym samym zdrowie, zaś to co dzieje  się wewnątrz organizmu daje efekty w postaci zdrowych włosów, skóry i paznokci.

ayurveda.com.pl
Według ajurwedy życie zgodnie z naturą - wygodnie i bez napięć - oznacza szacunek dla siebie i własnej niepowtarzalności. Dlatego należy o siebie dbać, dać prawo do odpoczywania. Nadchodząca zima jest do tego doskonałą okazją, bo zmiana sezonu jest dla każdego organizmu trudnym okresem przystosowania się do nowych warunków. Nie wymagajmy od siebie zbyt wiele i z niczym nie przesadzajmy: ani z wysiłkiem, ani z odpoczynkiem - nasz organizm jest podatny na choroby, a psychika słaba. Dbajmy o dostateczną ilość snu i chrońmy się przed stresem. Taki okres przejściowy na przestawienie się przy zmianie pory roku trwa dwa tygodnie.


IDEALNY PRZEBIEG LUKSUSOWEGO DNIA
(w formie ogólnej) 

Wstań skoro świt, najlepiej przed wschodem słońca, w miarę możliwości bez pomocy budzika.

Nie wyskakuj natychmiast z łóżka, pozwól organizmowi przestawić się ze stanu spoczynku na ruch.

Wypij szklankę letniej wody.

Umyj zęby i wykonaj czyszczenie języka.

Do każdej dziurki w nosie wpuść po dwie krople oleju sezamowego, który pielęgnuje śluzówkę.

Spraw sobie masaż ciała olejkiem, w przypadku tłustej skóry zaleca się suchy masaż jedwabną rękawicą.

Po masażu weź ciepły prysznic z użyciem oliwkowego mydła lub roślinnego oleju pod prysznic. Wspomoże to proces wydalania przez skórę.

Przeznacz trochę czasu na jogę - powitanie słońca, zamiast tego można wybrać się na spacer albo wykonać kilka lekkich ćwiczeń. Nie należy się przemęczać, ważnym elementem tych ćwiczeń jest oddychanie przez nos. W słoneczne dni dobrze jest zanurzyć się w promieniach porannego słońca - z ajurwedycznego punktu widzenia rankiem, wśród przyrody jest się poddanym szczególnemu oddziaływaniu energii życiowej.

Śniadanie powinno się spożywać przed 8:00, powinno być ono dostosowane do indywidualnego uczucia głodu i typu psychofizycznego (sowy - lekkie śniadanie, skowronki - obfite). Staraj się jeść w spokoju, nie oglądaj telewizji, nie czytaj, nie bierz śniadania na drogę.

Przedpołudnie i czas do godziny czternastej, to dla większości ludzi najbardziej produktywna pora dnia. Postarajmy się wypełnić przedpołudnie czymś, co od dawna chcieliśmy zrobić, a na co nie było czasu.

Główny posiłek dobrze jest spożyć koło południa. Jeśli chodzi o obfitość to żołądek powinien być wypełniony w 2/3, a porcja ma być nie większa niż ta, którą można uformować dłońmi tak, żeby pasowała do miski. Po jedzeniu odpocznij 5 - 10 minut albo wybierz się na spacer pobudzający trawienie. Niektórzy mogą wybrać krótką drzemkę regeneracyjną.

Posiłek wieczorny należy spożywać około godziny 19:00. Potem przemiana materii jest coraz wolniejsza, a pożywienie coraz gorzej trawione.

Przerwa pomiędzy jedzeniem a spaniem powinna wynosić co najmniej trzy godziny. Wskazany jest odpoczynek i relaks.

Przed zaśnięciem ważny jest spokój. Nie czytaj w łóżku niczego co drażni nerwy i nie oglądaj telewizji.

Od godziny 22:00 organizm przestawia się na nocny odpoczynek i regenerację. Zaleca się chodzenie spać o jednakowej porze.


Nigdy jeszcze nie spędziłam dnia z ajurwedą i nie wiem, czy w najbliższym czasie uda mi się taki luksusowy eksperyment. Może z tego przepisu wezmę dla siebie tylko wybrane fragmenty? A może i Wy zainspirujecie się i choć przez chwilę spojrzycie na siebie z ajurwedycznego punktu widzenia? ;)

Pomysł na dzień z ajurwedą zaczerpnęłam z książki "Ajurweda" Kirsten Lindloff. W tym miejscu nie chciałam robić wykładów o żywiołach i doszach - za dużo tego. Zainteresowani mogą sobie uzupełnić wiedzę choćby TU (Test Dosha).

sobota, 7 grudnia 2013

Książki po mojemu


Lubię czytać i czytam dość dużo, chociaż nie tak dużo jak kiedyś. Ze wstydem przyznaję, że z biegiem czasu od książek zaczęło mnie odciągać coraz więcej czynności i oczywiście ten okropny internet. Zrozumiałam, że nadszedł odpowiedni czas na podjęcie kolejnego postanowienia, od teraz: bardzo się staram, żeby przeczytać jedną książkę w tygodniu.

Póki co, w listopadzie udało mi się przeczytać dwie, prawda, że zaniżam średnią krajową?

Na zdjęciu obok widnieje moja osobista biblioteczka. Wiem, że nie jest imponująca, ale mam w niej tylko takie książki, do których lubię często wracać. Pozostałe albo kupuję i oddaję (do biblioteki, dla zainteresowanych), albo po prostu wypożyczam. Książki, które są ze mną, biorę często do ręki, przeglądam, zaznaczam ważne dla mnie fragmenty - są częścią mnie. Nie kupuję książek, do których więcej nie wrócę, bo: cenię sobie minimalizm i nie lubię otaczać się nadmiarem, zazwyczaj przechowuję tylko te przedmioty, z którymi jestem związana emocjonalnie. Każda rzecz w moim domu jest dla mnie szczególna, a jeśli przestaje nią być to czas na pożegnanie.

Niżej - trzy propozycje oryginalnych półek na książki, które wyszperałam w internecie. Któraś z nich, albo chociaż podobna do nich półka, stanie kiedyś w moim domu, kiedy już będę miała większą przestrzeń życiową. Na razie muszę się zadowalać tym skromnym maleństwem, które Wam wyżej przedstawiłam.



Pora na prezentację książek, którymi "delektowałam się" w listopadzie:

"Zew pustyni" - Teresa Fortis
Jest to historia oparta na faktach. 23-letnia Szwajcarka Teresa chce zmienić swoje nijakie życie. Za namową koleżanki zatrudnia się w Saudyjskich Liniach Lotniczych i trafia do bazy lotniczej w Dżuddzie, która okazuje się największym na świecie haremem, otwartym dla bogatych miejscowych mężczyzn. Stewardessy, które poza godzinami lotów nie mają co ze sobą zrobić, chętnie przystają na towarzystwo mężczyzn rozdających drogocenne prezenty. Skuszone łatwym zarobkiem, nie tylko bywają na ogromnej ilości imprez organizowanych w saudyjskich domach, ale również uprawiają seks za pieniądze, w myślach oddzielając to co robią od swego prawdziwego życia. Stać je na luksus i świetnie się bawią, czasami tylko pojawia się przebłysk świadomości i łzy, które szybko wysychają. Teresa spędziła w tej pracy 5 lat.
Czytając, rozmyślałam jak ciekawą jest praca stewardessy. Pomijam tu szczegóły dotyczące rozwiązłości, a mam na myśli te wszystkie podniebne podróże, do ciekawych i często egzotycznych krajów. Stewardessy po wylądowaniu często mają czas na odwiedzenie miasta w którym wylądowały, zrobienia zakupów, posmakowania lokalnych specjałów. No i zarobki też nie są najgorsze, w polskim lotnictwie pasażerskim kształtują się od 3.255 do 5.965 PLN (źródło: wynagrodzenia.pl/moja płaca). Trochę mi żal, że nigdy nie próbowałam zostać stewardessą, a może któraś z Was miałaby ochotę?

"Nowe oblicze Greya" - E. L. James
Tej wiosny dziewczyny w mojej pracy (w tym i mnie) ogarnął prawdziwy szał, wszystkie czytały Greya, 80 dni żółtych itp. powieści erotyczne. Cóż, tak już bywa wiosną, kiedy wszystko budzi się do życia. Wtedy z błyskiem w oku przeczytałam pierwsze dwie części trylogii, jednocześnie dziwiąc się samej sobie, gdyż powieść ta, to wypisz wymaluj typowy Harlequin, tylko zdecydowanie bardziej rozwlekły. Nadeszło lato i odechciało mi się tej lektury, ale jesienią koleżanka na siłę wepchnęła mi w ręce ostatnią część.
Książkę przeczytałam, aczkolwiek bez wcześniejszej pasji, cóż - taki jest listopad... Szczerze, to nawet zdarzyło mi się opuszczać zbyt  nudne fragmenty. Nie zamierzam tu pisać kolejnej recenzji tego "dzieła", chcę jednak w punktach przedstawić  moje przemyślenia - tak, nie przesłyszeliście się - przemyślenia o związku dwojga ludzi, nakreślonym w powieści.

  1. Czy byłabym w stanie znieść tak apodyktycznego partnera jak C. Grey? NIE, NIE, NIE! I sądzę, że nie mogłabym pokochać kogoś tak zaborczego i szarogęszącego się, bez względu na jego uczucia do mnie, a tym bardziej zawartość jego portfela. Nawet nie wiem, czy mogłabym miłość udawać (rozważam każdy przypadek).
  2. Opisy scen erotycznych moim zdaniem są za bardzo naszpikowane fantazją, przez co stają się niewiarygodne i przestają fascynować. A przecież Greyem zaczytywały się dziewczyny, które o seksie wiedzą tyle ile ktoś im powiedział. Jestem ciekawa ich entuzjazmu i prawdopodobnych późniejszych rozczarowań.
  3. Bez przerwy powtarzana kwestia "należysz do mnie". Dla mnie nie do przyjęcia! Kocham mężczyznę, ale to nie znaczy, że pozwalam mu sobą rozporządzać, bo tak mi się kojarzy "należenie" do kogoś. To jak niewolnictwo. Niewykluczone, że przesadzam, ale tak bardzo cenię sobie poczucie wolności, że te słowa budzą mój ostry sprzeciw.
  4. Irytowało mnie też, że para bohaterów przez całą trylogię zwraca się do siebie per Pan/Pani, w ostatniej części Pan/Pani Grey.
  5. Bogactwo - ciągle te opisy niewyczerpanego bogactwa Pana Greya, które powodowały, że nieustannie zastanawiałam się, jak ja czułabym się będąc w posiadaniu takiej kasy. Czy w dalszym ciągu uwielbiałabym polowania w SH, czy kupowałabym haleczki za kilka stówek, buty za kilka tysięcy? 
  6. Jeden ciekawy fragment, który zauważyłam: Ana tłumaczy ukochanemu, dlaczego nie chce się poddać jego nieograniczonej władzy - "...bo co by się stało z dziewczyną w której się zakochałeś? - bezmyślna kukła, podążająca z imprezy na imprezę..." (jakoś tak to brzmiało, nie mam już przy sobie książki).
To byłoby na tyle, a kolejne podsumowania książkowe, czyli recenzje po mojemu - mniej więcej za miesiąc :)

wtorek, 3 grudnia 2013

Mikołajowo

spotkaniezeswietymmikolajem.pl


Nareszcie mamy grudzień! Coraz bliżej do wiosny :) Choć miesiąc ten pod względem pogody jest równie niemiły (grzecznie powiedziane) jak listopad, to jednak wydaje mi się bardziej energetyczny i radosny. Może to zasługa tak często krytykowanych, pojawiających się coraz wcześniej iluminacji i dekoracji świątecznych? Albo ekscytacja związana z przygotowaniem do Świąt i zakupem odpowiednich prezentów? Faktem jest, że bardziej chce się żyć.

Prezenty... lubię je dostawać i staram się nie marudzić po cichu (ani głośno), że coś jest do d..y, tak samo lubię je kupować dla innych. Wierzę, że warunkiem otrzymywania wszelkiej obfitości (nie tylko prezentów, choć tu właśnie o nich mowa) jest nasza szczera chęć do obdarowywania, z radością i bez przymusu. Inaczej mówiąc: nie liczy się, ile prezent kosztował, a to czy jest podarowany od serca. Z tych właśnie powodów, tak zwanym prezentom przechodnim mówię swoje zdecydowane NIE. Według mnie takie podejście do idei obdarowywania świadczy o powierzchowności naszych uczuć i byciu na pokaz.

A skoro jestem w temacie prezentów, to czas się przyznać, że będzie tu dzisiaj:

Wiem, że Daisy K poprosiła Świętego Mikołaja, żeby mnie odwiedził, a ja oczywiście wierzę w niego i jego zdolność do podrzucania nam wymarzonych prezentów, dlatego zostawiam tu krótki, ale treściwy liścik z litanią moich marzeń.

Kochany Święty Mikołaju!
Bardzo starałam się być grzeczna, a jeśli czasami nie wychodziło, to mam wrażenie, że jakimś cudem byłeś już u mnie ze swoimi rózgami. Tak więc teraz z czystym sumieniem oczekuję na worek prezentów, a nawet zrobię więcej - wyręczę Cię w wymyślaniu szczegółów, bo wiem, jakie potrafi to być wyczerpujące. 

Potrzebuję nowej skakanki - z licznikiem, bardzo liczę na wzrost mojej motywacji do ćwiczeń po jej otrzymaniu. 

Szamponu Lush - ciągle o nim słyszę i ciągle go nie mam, czas najwyższy, żeby wpadł w moje łapki.


Rajstopek - nie ważne jakiej marki - ważne, żeby miały w sobie to coś...


Balsamu Kapucyńskiego - no co, może i to nie jest wyszukane, ale podobno to cudowny trunek, a na dodatek tępi ewentualne pasożyty, które mogły sobie uwić we mnie przytulne gniazdko.


Pędzli do makijażu - mogą być od Vipery.

Zestawu do Yerba Mate, bardzo chcę spróbować. 


Ale gdybyś był tak miły i szczodry, żeby podarować mi taki skromny domek, to już więcej nie musiałbyś niczego dźwigać. Rozumiesz - raz, a porządnie!

Jest jeszcze jedna sprawa: prawdę mówiąc, zawsze wierzyłam, że przynosisz nam na Mikołaja czy pod choinkę konkretne rzeczy, ale w końcu co ja mogę o Tobie wiedzieć, dookoła tylko same przypuszczenia... Więc gdyby było inaczej niż myślałam, to przynieś mnie i moim najbliższym dużo miłości. Mądrzy ludzie mówią, że gdzie jest miłość, tam jest wszystko. Podejrzewam, że mają rację.

Nie chcę przedłużać, bo inni też czekają na swoją kolej. Podaję ci kilka adresów, tylko nie zabłądź. Oczywiście o pozostałych (wszystkich wymienić nie da rady) również pamiętaj!

http://malymiszmasz.blogspot.com
http://tohavefabulousday.blogspot.com
http://teczamoichmysli.blogspot.com
http://marcimokiem.blogspot.com
http://harmoniamojegoja.blogspot.com
http://paryska88.blogspot.com
http://marcelka-fashion.blogspot.com
http://pooczwarka.blogspot.com
http://greentealabel.blogspot.com
http://justyna-life.blogspot.com

Muszę to powiedzieć - lubię TAGi. Dla mnie do świetna zabawa, a ile mówi o drugim człowieku. Mam nadzieję, że Wy również je lubicie, zresztą układy z Mikołajem na pewno się przydadzą. Piszcie więc swoje listy do Świętego, niech spełnia Wasze prośby. Życzę wszystkim wymarzonych prezentów!