wtorek, 5 listopada 2013

Garść refleksji o "Dzikiej drodze"

Dzisiaj książka powędrowała pod kolejny adres, a ja zgodnie z zasadami akcji "Przeczytaj i podaj dalej", podzielę się swoimi przemyśleniami po jej przeczytaniu.

"Dzika droga" Cheryl Strayed wciągnęła mnie w momencie, kiedy autorka (dwudziestokilkuletnia dziewczyna) staje na szlaku Pacific Crest Trail. Wcześniej raczej przez nią brnęłam zastanawiając się, jaką osobą była czy jest Cheryl. Jak dla mnie, opis chwil spędzonych z matką oraz śmierci matki i związanych z tym okoliczności był wręcz drobiazgowy, a chwilami nawet zbyt osobisty (?). Przyszło mi do głowy, że może za wcześnie ją straciła, chociaż spotkałam się kiedyś z opinią, że na odejście rodziców zawsze jest za wcześnie. Późniejsza lektura książki potwierdziła, że był to właściwy trop, bo tak naprawdę cała ta mozolna wędrówka PCT stanowiła dla Cheryl okazję do uporządkowania swojego życia, które wymknęło się spod jej kontroli na skutek nagłego odejścia matki.

Jednak kiedy Cheryl rozpoczyna opis właściwej wędrówki, nie mogę oderwać się od czytania. Chłonę z zainteresowaniem opisy dzikiej przyrody i śledzę przemianę autorki. Co krok napotykam dowody na niebywałą lekkomyślność dziewczyny i konfrontuję je ze sobą. Oczywiście, mam pewność, że sama nigdy bym tak nie postąpiła, ale gdzieś w głębi duszy nieśmiało czai się znak zapytania. Na zdjęciu Cheryl dźwigająca Monstrum (tak nazywała swój plecak). Przez pół książki natrząsałam się z tego plecaka, czytając opisy jej męczarni oraz zdziwienia jakie wyrażali WSZYSCY napotkani ludzie, którzy próbowali go podnieść.


Cheryl na szlaku. m.theatlantic.com
Wędrówka Cheryl kojarzyła mi się z pielgrzymką. Na str. 368 - 369 czytam opis spotkania z Susanną ze Szwajcarii, która masuje jej stopy i mówi "to co robisz nazywamy pielgrzymowaniem" - cieszę się, że wcześniej sama na to wpadłam. Kiedy jednak czytam definicję pielgrzymki, już nie jestem taka pewna tej interpretacji. 
A Wy jak myślicie?

Pielgrzymka - podróż podjęta z pobudek religijnych, do miejsc świętych.
Motywy: chęć zadośćuczynienia za popełnione występki, wyrażenia prośby np. o zdrowie lub wyrażenia wdzięczności.

Żeby nie przedłużać - książka bardzo mi się spodobała, w trakcie czytania dużo myślałam (i takie książki lubię!), a na końcu nawet ze wzruszenia popłynęły mi łzy, co jest niewątpliwą oznaką oddziaływania tej lektury na emocje. Zapiski na marginesach popełnione przez dziewczyny, które czytały ją przede mną były równie ciekawe i dające do myślenia...

Ja z książką. Na zdjęciu odbił się jakiś "duszek" - w okolicach twarzy :)

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, to uprzejmie donoszę, że prawo do ekranizacji "Dzikiej drogi" kupiła aktorka Rees Whiterspoon - film ma być gotowy w przyszłym roku. Rees zagra w nim główną rolę. Tak więc niedługo będzie można skonfrontować swoje wyobrażenia o wędrówce Cheryl z obrazem przedstawionym na ekranie. Ciekawa jestem, co tym razem okaże się lepsze: książka czy film. W moim mniemaniu, jak na razie, wszystkie takie pojedynki wygrywały książki.
"Dziką drogę" polecam z czystym sumieniem - czas z nią spędzony, nie powinien okazać się stracony. 







23 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  11. Właśnie zrobiłam coś, co zepsuło mi skutecznie dobry nastrój - kombinowałam coś w ustawieniach komentarzy i efekt był żałosny - usunęłam wszystkie wszystkie, które nagromadziły się przez dwa miesiące mego blogowania. Może i to w końcu przeżyję, ale chwilowo siedzę i wymyślam sobie od różnych!!! Przepraszam też wszystkich, którzy zdziwili się niemiło komunikatem, o usuniętych komentarzach. TU NIE MA CENZURY, to tylko ja :( A co najgorsze dowiedziałam się, że usunięte komentarze są nie do odzyskania. Cóż, wypada zapytać - czego ta lekcja ma mnie nauczyć :/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała pociecha: widzę że pod innymi postami, jakimś cudem coś ocalało. To chyba nauczka, żeby w pracy zajmować się pracą... Ciągle mam ochotę się rozpłakać :'( To się więcej nie powtórzy - daję słowo!

      Usuń