sobota, 26 października 2013

Uroki codziennego życia

"Człowiek docenia uroki codziennego życia, kiedy budzi się z koszmarnego snu albo kiedy po raz pierwszy wstaje z łóżka po chorobie. Dlaczego nie uświadomić sobie tego teraz?" - Wiliam Lyon Phelps.

O tym jak ważne jest bycie tu i teraz oraz cieszenie się drobnymi urokami dnia codziennego, przekonałam się w tym tygodniu na własnej skórze. W czwartek miałam trochę planów na popołudnie, zresztą M. miał wychodne, więc skoro resztę dnia miałam tylko do swojej dyspozycji, to koniecznie chciałam zrobić coś wyjątkowego. Ale na początku musiałam uporządkować stertę brudnych naczyń w kuchni i zasyfione miejsce po zmywarce, która poprzedniego wieczoru pojechała na złom (wyznaję szczerze - rzadko odsuwam sprzęt kuchenny w celu umycia pod nim podłogi i wiem co o tym powiedziałaby perfekcyjna pani domu...).
Jednak już w drodze do domu poczułam się dziwnie osłabiona, a kiedy weszłam do mieszkania, od razu padłam bez siły na łóżko i z każdą chwilą było ze mną coraz gorzej. Do akcji włączył się też narastający z minuty na minutę ostry ból głowy i mdłości - i już wiedziałam - to niespodziewana wizyta mojej starej znajomej - Pani Migreny. Ostatni, tak ostry atak miałam w maju, żywiłam więc cichą nadzieję, że więcej się nie spotkamy...
Jeśli ktoś z Was przeżył kiedyś atak prawdziwej migreny, wie o czym mówię. To prawdziwy koszmar - kilka godzin wykończającego bólu połączonego z mdłościami, nie pozwalającymi spokojnie uleżeć na miejscu. Nic nie jest wtedy ważne, nie ma, że coś muszę, nagle syf w kuchni przestaje istnieć, chcesz tylko jednego: żeby przestało boleć. 


insulinoodporność.blogspot.com

Tak więc czasami się zdarza, że pewne sytuacje (przyjemne lub mniej przyjemne) takie jak: awans, nawał obowiązków w pracy, ważne wydarzenie w rodzinie, choroba, utrata pracy, kłótnia - zmieniają dotychczasowy rytm naszego dnia i nadchodzi ta chwila, kiedy to zaczynamy tęsknić za naszą zwykłą codziennością. 
Po trzech godzinach mogłam wreszcie stanąć na nogach i pomyślałam sobie, że dostałam kolejną lekcję: zdarza mi się (a jakże) marudzenie, że ciągle się nie wyrabiam, że za mało czasu i za szybko upływa, a człowiek zamiast żyć pełnią życia ciągle kręci się wokół własnej osi i ciągle tylko ta doskwierająca zwykłość, codzienność... Dopiero taki przymusowy przystanek wymusza pojawienie się refleksji, że szczęście tkwi właśnie w tych codziennych czynnościach, trzeba tylko umieć wyjść poza schemat i tam gdzie do tej pory widzieliśmy szarość i nudę musimy nauczyć się znajdywać małe, codzienne radości i cieszyć się z drobnostek. 
Niby każdy o tym wie, ale w codziennej gonitwie często zapomina. Dlatego, dla wszystkich, którzy właśnie zapomnieli - przypominam: herbata wypita w ulubionym kubku, widok kwiatów na stole czy krótka rozmowa z ekspedientką w sklepie - to chwile z pozoru proste i zwyczajne, ale to one mogą nadać naszemu życiu sens i sprawić, że będziemy szczęśliwi. Zatem celebrujmy małe, codzienne radości i żyjmy szczęśliwie!
A jutro, zgodnie z obietnicą, ogłoszę do kogo w następnej kolejności powędruje książka "Dzika droga" Cheryl Strayed.

dailytips.pl





12 komentarzy:

  1. Pozwolę sobie męskim słowem zgodzić się w 100% :)
    Tylko pozytywne myślenie i wibracje mogą dać nam szczęście. Szczerość i bycie sobą. Pozdrawiam Mariusz ze smakiem nie ale nie kulinarnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś czytałam świetny artykuł o szczęściu. Wynikało z niego, że każdy musi po prostu w pewnym momencie swego życia zdecydować, że chce czuć się szczęśliwym i zacząć wyrabiać w sobie nawyk bycia pogodnym i szczęśliwym. Po czym autorka wymieniła ok. setki sposobów na rozwijanie radości. To była strona prosperita.edu.pl. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. No tak, masz rację. Detale są ogromnie ważne. Ostatnio byłam na wystawie, cudowna sprawa, ale pewna babeczka postanowiła rozproszyć mi tę radość niemal dosłownie dwoma zdaniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto nie dba o detale, ten bardzo często wpada w "bylejactwo", a jak można być szczęśliwym w byle jakim świecie? Ja bym tak nie mogła. Lubię ładne przedmioty i magiczne chwile i cieszę się, że żyje w świecie, w którym mogę zaspokoić swoje potrzeby.

      Usuń
  3. Tak Gaja, zgodzę się z Tobą w stu procentach! Ja ostatnio uświadomiłam sobie, że sprzątanie wcale nie musi być takie... przytłaczające! Lubię sprzątać i choćbym później była okrutnie zmęczona, sprawia mi to radość! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to wszystko jest kwestią nastawienia naszego umysłu. Trzeba tylko potrafić odpowiednio się zmotywować, zresztą dla własnego dobra, bo co to za życie, kiedy każda czynność wydaje się pracą w kamieniołomach :)

      Usuń
  4. Nie miałam migreny. Ale czasem wieczorami spać nie mogę, bo aż mi coś w głowie, bądź uszach, piszczy. Byłam z tym u lekarzy, ale oni nic nie widzą. Tak więc muszę z tym jakoś żyć.
    A z całego dnia chyba lubię ciepłą herbatę o poranku oraz po przebudzeniu posiedzenie jeszcze w łóżku z książką. :) Ostatnio czytam "Dracula. Nieumarły" Dacr'a Stoker'a i Ian'a Holt'a. Czytam ją drugi raz i kocham takie tajemnicze klimaty. ^____^ "Draculi" Brama Stoker'a jakoś nigdzie znaleźć nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei wieczorami mam najwięcej czasu dla siebie i wtedy staram się robić coś co lubię: czekoladę na gorąco ze szczyptą chili, a do tego tablecik albo książka. Albo robię sobie domowe SPA. "Drakulę" czytałam, w ogóle to lubiłam swego czasu mroczne klimaty w książkach i filmie. Teraz akurat mi to przeszło, ale mój gust zmienia się co jakiś czas.

      Usuń
  5. To prawda, że ludzie nie doceniają chwili teraźniejszej. Ciągle tylko narzekają, marudzą i nie widzą tego szczęścia jakie daje rodzina, praca i przyjaciele.
    Nie jestem z migreną na ty. Na szczęście. Ale czasem miewam bóle głowy, nic przyjemnego. Zatem migrena już zupełnie pewnie potrafi dobić.
    Nie mogę się doczekać aż ogłosisz kolejnego czytelnika. :)
    P.S. I ja także nie mieszkam w sterylnym mieszkaniu. Nie będę co tydzień trzepać dywanów, odsuwać całego sprzętu kuchennego i myć wszystkich półek wewnątrz mebli... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nad ogłoszeniem pracuję. Internet zaczął mi się rwać i całą wieczność zajęło mi umieszczenie baneru :( Migrena to już coś - przedsionek piekła. Dobrze, że nie mam tego zbyt często. Śmiałam się, że dopiero co pisałam o mocy uśmiechu, a podczas jej trwania jakoś mi nie wyszło ;)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń