środa, 2 października 2013

Rzecz o babskiej przyjaźni

Krąży wiele dowcipów o przyjaźni między kobietami. Najkrótszy jaki znam brzmi: "Co oznacza przyjaźń między kobietami? - spisek przeciwko trzeciej."

W rzeczywistości jednak nie jest aż tak źle. Sama mam przyjaciółki i nie wyobrażam sobie bez nich życia, bo wiem jak takie życie wygląda. Kilka lat temu przeprowadziłam się spod Warszawy do Bydgoszczy i powoli, z różnych przyczyn moje kontakty z dziewczynami bardzo osłabły, a w nowym miejscu nie szybko trafiłam na bratnią duszę. Był to dla mnie dość ponury okres w życiu i dobrze, że mam go już za sobą.

Myślę, że znalezienie przyjaciółki podlega podobnym prawom jak znalezienie swojej miłości - po prostu nic na siłę, musi pojawić się to uczucie szczególnej więzi, zaufania, sympatii. Taką osobę jesteśmy w stanie zaakceptować w 100 procentach i ją zrozumieć. W skrócie: musimy nadawać na takich samych falach i to się czuje.

Bo też nasza  kobieca przyjaźń, jeśli już się pojawi, jest zupełnie inna niż męska, czy też damsko-męska. Dla nas bardzo często najważniejsza jest możliwość wygadania się, a poprzez to, poukładania sobie w głowie, uporządkowania uczuć. Mówi się, że kto ma przyjaciół nie potrzebuje psychologa. Dla nas kobiet najważniejsze jest dzielenie się swoimi przeżyciami i potrzeba bycia wysłuchaną i zrozumianą. Wybaczcie, jeśli się mylę, ale uważam, że żaden najukochańszy i najwspanialszy mąż nie zastąpi prawdziwej psiapsiółki i już!

Przyjaźń - podobnie jak miłość - nie jest dana raz na zawsze. Musimy o nią dbać, poświęcając jej czas i uwagę. Powinnyśmy też starać się być cierpliwymi i wyrozumiałymi. Oczywiście wszystko w rozsądnych granicach, bez nich nasze piękne uczucie w pewnym momencie może zacząć przypominać bluszcz, czego bym nie zdzierżyła, bo zawsze muszę mieć dla siebie trochę osobistej przestrzeni:
  • mieć własne zdanie,
  • żyć swoim życiem,
  • być odrobinę tajemniczą, samodzielną,
to podstawa udanej i satysfakcjonującej przyjaźni.


Wczoraj, w ramach babskiego popołudnia, wybrałam się ze swoją psiapsiółą na zakupy, głównie były to łowy w SH, dla mnie nadzwyczaj udane. Oto co udało mi się wyszukać:

Na "żywo" bluzka wygląda jakby była pokryta czarną koronką. To mnie właśnie zachwyciło.

Lubię takie żakieciki, noszę pod nimi proste bluzki z długimi rękawami w różnych kolorach. Pasuje idealnie do dżinsów.

Spódnica Monsoon.


A tutaj to już zaszalałam! Chyba dość odważna kolorystyka, ale tak bardzo przepadam za żywymi kolorami, że sama nie wiem, kiedy kupiłam ten żakiet. 

Wszystkie ubrania kosztowały mnie łącznie 64 zł, mogę sobie wyobrazić co za tę kwotę kupiłabym w "normalnym" sklepie. Moja radość jest tym większa, że wszystkie kupione przeze mnie rzeczy nie mają śladów użytkowania.

Na zakończenie miłego popołudnia wstąpiłyśmy do Zetki na piwa świata - wybrałam niemieckie grejpfrutowe - pychotka, lubię takie niby-piwa.

I czego chcieć więcej: wygadałam się za wszystkie czasy, zrobiłam satysfakcjonujące zakupy i jednocześnie coś dla zdrowia i kondycji (sama nie wiem ile kilometrów tego popołudnia przeszłyśmy, ale jeszcze dzisiaj rano bolały mnie nogi).

Odpowiedzcie sobie szczerze, który mężczyzna dotrzymałby kroku w takiej sytuacji ?

19 komentarzy:

  1. O tak, każda wspólna relacja to wyważenie wszystkiego, bo - jak wiadomo - przesada zawsze burzy nawet najsolidniejsze podstawy. Hah, warto mieć też na uwadze, aby uważać przy dobieraniu sobie przyjaciółek, bo czasem zdarzają się takie pannice, co umyślnie gadają nam słodkie słówka, chcą się pseudo-przyjaźnić, ale tylko po to, aby osiągnąć swoje cele.

    Koszulka w kratę - uwielbiam takie!

    A na zakupy mam męskiego kompana, ha! Ale to może tylko dlatego, że ja wchodzę i zaraz wychodzę, bo nienawidzę zakupów ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. To w kratę to żakiet, jest na podszewce. A co do przyjaciółek, to wolę jedną prawdziwą niż wianuszek takich, co sprzedadzą mnie przy pierwszej lepszej okazji. A co do zakupów ... :) to lubię, ale w granicach rozsądku i nie lubię szaleństw do ostatniego grosza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się ze wszystkim, a także z tym, że z przyjaźnią jest jak miłości. Trzeba o jedno i drugie dbać. No bo czym jest przyjaźń, jak nie miłością? Kiedyś miałam więcej przyjaciółek, teraz mam jedną. To taka przyjaźń po przejściach, ale dzięki temu wiem, że prawdziwa. I jak na ironię obecnie mieszkamy bardzo daleko od siebie, a jakoś co dziennie udaje nam się kontakt utrzymać i wspierać się w trudach życia.

    Gdzie są takie przeceny? W którym sklepie? *_____*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby jest to także sklep: SH - potocznie lumpex ;) Ale na Twoim profilu zauważyłam, że mieszkasz trochę daleko ode mnie, więc chyba nic Ci po dokładnym adresie... A z tymi kilometrami dzielącymi od przyjaciółek, to ja mam tak, że jest mi potrzebny bezpośredni kontakt, chociażby od czasu do czasu. Tylko telefon (i inne takie) nie wystarcza - więzy zaczynają się coraz bardziej rozluźniać.

      Usuń
  4. Uważam, ze kobieca przyjaźń jest bardzo trudna. Mam przyjaciółkę i nadal nie jestem jej pewna...czasem zawodzi, choć ja traktuję ją jak siostrę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jest. Przecież te wszystkie dowcipy o "przyjaciółkach" z jakiegoś powodu powstają... Też często łapię się na tym, że miewam humory - a kiedy je miewam, to myślę, że to ONA jest dziwna. Ale nie ma chodzących ideałów, najważniejsze, że jakoś panujemy nad tym swoim małym bałaganem :)

      Usuń
  5. Ja tam skutecznie obchodzę się bez damskiej przyjaźni. Ale taki mam już charakter. Mam kumpele do wygadania się sobie nawzajem, ale przyjaźń to nie tylko płakanie sobie na ramieniu...o dobrą i lojalną przyjaciółkę, niezmiernie trudno w tych czasach, tak samo jak o dobrego faceta ;) Poza tym super blog. Podoba mi się to co i jak piszesz !

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję :))) Jeśli dajesz rady to O.K., różnie bywa w tym temacie. Przyznaję, że miałam w swoim życiu czas, kiedy twierdziłam, że najfajniejszymi przyjaciółmi są faceci.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam tylko jedną prawdziwą przyjaciółkę, ale znamy się bardzo długo. Podobno przyjaźń, która trwa ponad 7 lat, będzie trwać całe życie. Zresztą... pisałam kiedyś o tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam coś siedmioletnich okresach po których przychodzą kryzysy... zresztą sprawdzę u Ciebie :)

      Usuń
  8. Ja się już nie raz zawiodłam na "przyjaciółkach". Dlatego ciężko mi było otworzyć się trzy lata temu. Spróbowałam i nie żałuję, ale powoli czuję, że, jak to ujęłaś, rośnie wokół mnie bluszcz jej problemów, kłopotów, a ja zarastam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś przez własną zresztą głupotę, bardzo ucierpiałam przez pewną dziewczynę, którą uważałam za przyjaciółkę, po tym została mi wzmożona uwaga - teraz bezwzględnie stosuję wyżej wymienione trzy zasady, które chronią przed bluszczami. Szkoda, że stajemy się mądrzy dopiero po szkodzie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz co? Twoja notka spowodowała to, że napisałam do moich przyjaciółek SMS-a ze spotkaniem. Od dziecka mieszkam w tym samym miejscu, dlatego cieszę się, że mam aż trzy przyjaciółki - dwie ze szkoły podstawowej, jedną jeszcze z piaskownicy. WIem, że jak człowiek się przeprowadzi, to ciężko jest z dbaniem o stare przyjaźnie. A nowe niełatwo znaleźć, dlatego prawdziwa szczęściara ze mnie. Poza tym udało mi się spiknąć ze sobą dwie moje przyjaciółki tak, że teraz spotykamy się we trzy - mega sprawa! Ostatnio nie było czasu, abym się spotkała z moimi i pogadała, bo wszystkie albo pracujemy, albo studiujemy o różnych porach. Ale w ten weekend zamierzam to nadrobić.

    Przyznam jednak, że ja w moim narzeczonym mam przyjaciela. Jeśli na zakupy, to właśnie z nim. Zna wszystkie moje tajemnice, wie dlaczego mi źle, dzieli ze mną sukcesy. Taka przyjaźń w miłości jest naprawdę super. :)
    _________________
    Rozumiem, bo przez wiele lat spodnie były moją ulubioną częścią garderoby. Ale bardziej chyba po to, aby się w nich ukryć. :) Naturalnie jednak rozumiem sympatię do nich nawet jeśli nie posiada się kompleksów. W końcu teraz większośc par jest niezwykle obcisła. :)
    Obserwuję, tak jak obiecałam jakiś czas temu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w swoim mężu oczywiście też, ale tak się składa (pechowo? sama nie wiem), że mama dość różne zainteresowania i charaktery, więc trudno zmuszać się nawzajem do pewnych czynności. Tak więc u nas jest płaszczyzna wspólna i nasze odrębne światy. Ponieważ jesteśmy ze sobą dość długo, to taki odpoczynek od siebie dobrze nam robi.

      Usuń
  11. Może to dziwnie zabrzmi ale moją przyjaciółką jest mama i to już od dawna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dobrze? Różnie o tym mówią. W każdym bądź razie myślę, że taki układ może być korzystny, choć istnieje niebezpieczeństwo, że mama może z racji swojej funkcji rodzicielskiej stać się trochę takim bluszczykiem (ale nie musi - oczywiście :))

      Usuń
  12. PRzyjaźń musi być spontaniczna i nie wymaga "tytułowania".

    OdpowiedzUsuń
  13. Racja, nawiązania przyjaźni nie można zaplanować, ale kiedy już się zdarzyła i trwa, na pewno dobrze jest o nią dbać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ach, zapomniałam dodać, że przyjaźń między kobietami, może subtelnie, ale jednak różni się od męskiej.

    OdpowiedzUsuń