niedziela, 29 września 2013

Czekanie nie musi być nudne

Tak, w ostatnią sobotę byłam w Warszawie, niestety, nie była to wycieczka dla przyjemności ale podróż tam i z powrotem z 2-godzinną przerwą na załatwienie sprawy. Tego dnia akurat pogoda nie zachęcała do spaceru, więc łatwiej się pogodziłam z faktem, że nie będzie chodzenia po mieście.

W samochodzie spędziłam łącznie 7 godzin, co zainspirowało mnie do napisania tego tekstu. Krótkiego tekstu o tym, co można począć ze sobą w czasie podróży, czekania w kolejce do lekarza czy na autobus. Albo w trakcie oglądania filmu. 

Nikt nie lubi siedzieć i czekać. To takie irytujące poczucie zmarnowanego czasu, a przecież, zamiast skupiać się na nieprzyjemnych aspektach sytuacji możemy to oczekiwanie potraktować właśnie jako czasowy bonus! Co więc możemy zrobić? 

Na przykład to:
  1. Wykorzystać czas oczekiwania na pracę koncepcyjną. Ja na przykład planuję sobie przyszłość, tę bliższą i dalszą. Wymyślam nowe tematy na posty, rozkręcam w myślach akcję mojej powieści, zastanawiam się o czym mogłabym napisać artykuł, rozliczam swoje wydatki. Albo po prostu menu na kilka dni układam. A że w torebce zawsze noszę notes na szybkie zapiski, to swoje pomysły od razu utrwalam na papierze i kawał dobrej planistycznej roboty mam wykonany.
  2. Ponieważ telefon zwykle każdy nosi przy sobie, więc możemy zadzwonić do mamy lub przyjaciółki, żeby zapytać co słychać. 
  3. Możemy poczytać sobie coś w obcym języku, którego się uczymy (noszę krótkie teksty w torebce właśnie w tym celu).
  4. Oczywiście książkę możemy sobie poczytać - w czasie sobotniej podróży właśnie jedną przeczytałam.
  5. Możemy też starać się medytować lub poćwiczyć świadome oddychanie. Dla mnie to dobre rozwiązanie, bo w domu, choćbym nie wiem jak się starała, na medytację czasu nie potrafię znaleźć. Ta pożyteczna czynność zawsze jest spychane na dalszy plan.
  6. Czekanie to także znakomita okazja do treningu chociażby mięśni Kegla. Jeśli jesteśmy w miejscu, w którym nikt nas nie obserwuje, to idealna jest gimnastyka twarzy (kino po zaciemnieniu :))
  7. W domu, w przerwie na reklamę robimy maseczki, a potem oglądając program jednocześnie relaksujemy się z maseczką na twarzy lub dłoniach. A-ha, jeszcze jedno, ja na przykład nie posiadam w domu wanny, więc oglądając swój ulubiony serial, jednocześnie moczę stopy w odprężającej i pachnącej kąpieli z dodatkiem soli.
Prawda, że czekanie nie wydaje się wcale takie straszne? A tak na marginesie, w naszej cywilizacji czas jest wartością - mówimy, że czas to pieniądz, więc wszyscy spieszymy się zestresowani, mijamy się, pozdrawiając się w locie. Takie postępowanie może i przynosi korzyści, ale jednocześnie sprzyja kształtowaniu postawy indywidualizmu. Tymczasem, na przykład w tradycjonalnej Afryce życie upływa w rytmie słońca. Afrykańczyk, żeby określić czas spogląda na słońce, a nie na zegarek. Nie spieszy się, żeby wykonać to, co ma do zrobienia, ale za to pozdrawia każdego, kogo spotka po drodze, pyta się o jego rodzinę, a może nawet wdać się w dłuższą rozmowę. Tradycyjny Afrykańczyk szanuje czas i cieszy się nim, wzbogaca go  o gościnność i uczynność.


Tak więc czas może mieć różne oblicza, nie oceniam tutaj, które z nich jest  lepsze, a które gorsze, za to polecam na co dzień starą ale jarą zasadę złotego środka - myślę, że powinna być idealna na codzienne bolączki.

Dobrze, że nie musieliśmy stać w korkach. Koleżanka ostrzegała, że w W-wie 9 km pokonuje się w godzinę...

20 komentarzy:

  1. również jestem fanką takiej kompresji czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety kompresuję czas od niedawna, wcześniej przeciekał mi między palcami. Cieszę się, że postawiłam na zmiany :)

      Usuń
  2. Ostatnio musiałam czekać tyle czasu do lekarza, przed gabinetem. Aż 4 godziny, nim zostałam przyjęta. Całe szczęście byłam uzbrojona w książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, kolejki do lekarza, to już cała historia. Zapisujesz się na konkretną godzinę, a kiedy przychodzisz to okazuje się, że i tak musisz walczyć z legionem chorych, którzy nie mogli się zapisać albo mają wejście o tej samej godzinie co ty. Nawet trudno w takich warunkach czytać, bo ciągle musisz zachowywać czujność.

      Usuń
    2. To akurat ten lekarz co nie ma zapisów. Przychodzisz i czekasz. Ale czasem tez tak jest, że zapisy do lekarza są za trzy miesiące, a ty musisz wcześniej np. po receptę lub badanie kontrolne. No to jakoś wejść trzeba. Ale to już nasza kochana służba zdrowia...

      Usuń
  3. Bardzo fajne pomysły :) ja najczęściej biorę telefon i dzwonię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zaległe telefony to świetny pomysł. Dzisiaj poruszałam się komunikacją miejską i załatwiłam w tak zwanym międzyczasie trzy ważne rozmowy.

      Usuń
  4. ja tam sie nudze w swym towarzystwie hhaha ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam :) Serdecznie zapraszam na mojego bloga o gotowaniu :) http://kulinarnerewolucjeanette.blogspot.com/

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe wskazówki. Zmieniają postać rzeczy i światopogląd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy robię jedną z wyżej wymienionych rzeczy to przynajmniej nie wściekam się na czekanie, a kiedy się nie wściekam się to jestem zdrowsza.

      Usuń
    2. Ja niestety nie raz nie potrafię panować nad emocjami. Zwłaszcza w pracy. Ale tutaj można poruszyć kwestię ludzi. Którzy byli, są i będą irytujący. I niestety wszystko odbija się na mnie. Na moim samopoczuciu... zdrowiu.

      Usuń
    3. Bo z niektórymi ludźmi po prostu nie nadajemy na tej samej fali, ale w pracy, wiadomo, towarzystwa sobie nie wybieramy. Ciężko przetrwać w jednej komórce z toksyczną dla Ciebie osobą. Też mam podobne doświadczenia. Ale, żeby nie zwariować, zawsze staram się pamiętać, że bez sensu jest wnerwianie się, na coś, na co nie mam wpływu. Mam wpływ na siebie i sama mogę się zmienić co i tak jest trudne, a Krysi, Marysi itp. zmienić nie mogę niestety...

      Usuń
  7. ja zawsze czytam lub gram na telefonie, gorzej jak prowadzi sie samochod w korkach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wtedy to już kaplica. Ja gdybym w tej sytuacji próbowała się uczyć angielskiego (podobno są tacy...), to od razu wjechałabym w d..ę temu z przodu.

      Usuń
  8. Mnie najbardziej wkurza jeśli mam długą przerwę między zajęciami, ale od czego są książki, mam nawyk noszenia w torebce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami dojeżdżam do pracy komunikacją miejską i wtedy książki się przydają - do pracy mam 8 km, a wracam godzinę (w tym dojście do przystanku, czekanie). Jadąc rowerem pokonałabym tę trasę szybciej.

      Usuń
  9. Ja nie lubię czekać, ale jak widać, będę musiała przywyknąć. I chyba skorzystam z niektórych Twoich rad, bo są całkiem dobre :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Przetestowałam na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń