poniedziałek, 23 września 2013

Moja broń na jesienne ochłodzenie

Mam z moim M. taką niepisaną umowę: przynajmniej raz w miesiącu chodzimy do restauracji, żebym i ja mogła cieszyć się posiłkiem, którego sama nie musiałam upichcić. Zazwyczaj jest to rzeczywiście raz w miesiącu :) W takiej sytuacji bardzo często korzystamy z ofert zamieszonych na Grupeo.pl dzięki czemu zawsze trochę oszczędzamy. W sobotę zafundowaliśmy sobie właśnie taką kolację, a że akurat była to ostatnia sobota lata i w dodatku bardzo ciepła, postanowiliśmy posiedzieć w ogródku piwnym, kto wie - może to już ostatni raz w tym roku (?). Po tym wyjściu stwierdziłam, że moja Bydgoszcz chyba powoli zaczyna zapadać w jesienny letarg. W restauracji, o godzinie  18-stej byliśmy jedynymi gośćmi, na Starym Rynku ogródki również świeciły pustkami a nieliczni goście pochowali się do wnętrza pubów przed wieczornym chłodem.

Jesienne (?) pustki...

Tak, tego wieczora wyraźnie poczułam nadchodzącą jesień. Nie będę udawała, że przepadam za tą porą roku, zresztą jak większość znanych mi osób, ale skoro nie mam drugiego domu np. w Australii, to nie pozostaje mi nic innego jak  po prostu przystosować się z uśmiechem na ustach. Na początku uśmiech może być udawany ale w końcu mózg podobno daje się tym udawanym uśmiechem oszukać i robimy się cali szczęśliwi.

Najbardziej nie cierpię w jesieni:
  1. Zimna i deszczu.
  2. Ponurych krajobrazów.
  3. Ciemnych wieczorów, kiedy zmuszam się do wyjścia gdziekolwiek, bo po zmroku nie lubię niczego załatwiać poza domem.
I nie wspominam o tym, żeby sobie ponarzekać ale dlatego, żeby "rozpoznać wroga", bo wróg rozpoznany może zostać łatwo pokonany.

Odnośnie punktu pierwszego - moja broń to IMBIR. Stosuję go od dwóch tygodni i jest mi wyraźnie cieplej niż kiedykolwiek o tej porze roku - ciągle jeszcze paraduję po domu i w pracy w bluzkach z krótkim rękawem i czuję się komfortowo. A przecież jestem typem zmarzlucha i nawet latem potrafię trząść się z zimna  siedząc w fotelu, często już jesienią zaczynam spać w skarpetach, a zdarza się też, że muszę do łóżka zabrać termofor. Stąd poprawa mojej ciepłoty ciała jest dla mnie wyraźnie odczuwalna. 

 Produkty uznawane za rozgrzewające działają ale ich działanie jest raczej krótkotrwałe. Imbir powoduje, że odczuwam ciepło w takim samym stopniu przez cały dzień i wyraźnie dodaje energii. Jego świetne rozgrzewające działanie odkryłam zupełnie przez przypadek, szukając czegoś na odświeżenie oddechu. Teraz jestem mega-szczęśliwa bo wreszcie jesienią nie marznę!
Ja swój imbir zjadam dość odważnie w postaci surowej - taki plasterek jak na zdjęciu (wielkości 2 zł), przeżuwam i połykam 2 razy dziennie. Imbir przed zjedzeniem należy zmiażdżyć, działa wtedy podobno lepiej, chociaż z drugiej strony zęby także go miażdżą. Imbir można przedawkować, a wtedy grożą nam skurcze żołądka i zahamowanie jego pracy. Niestety, nigdzie nie spotkałam się z określeniem bezpiecznej dawki imbiru w surowej postaci. Po dwóch tygodniach jedzenia imbiru na surowo nie mam żadnych negatywnych objawów ze strony mojego organizmu.

Przyprawa ta ma ostry, nieco cytrynowy zapach i korzenny, palący smak. Osoby, które nie znoszą ekstremalnych doznań smakowych niech lepiej sięgną po imbir serwowany w innej postaci. Nie zaleca się jego spożywania kobietom w ciąży oraz osobom chorującym na kamicę żółciową. Nie wolno imbiru stosować przed operacją, gdyż zmniejsza krzepliwość krwi. Jest to naturalny substytut aspiryny i leków przeciwzapalnych oraz posiada ogromną ilość innych właściwości (cała litania), których wyliczanie sobie odpuszczę gdyż nie dotyczą tematu.

Jeśli imbir surowy nie przypadł Wam do gustu lub po prostu nie możecie go spożywać, to mamy do wyboru inne produkty zawierających ten składnik lub po prostu zakupienie go w postaci suplementu diety. Dobry jest też imbir sproszkowany - dawka bezpieczna to jedna czwarta łyżeczki dziennie (chociaż spotkałam się też z określeniem dawki 1 łyżeczka dziennie). W sklepach możemy znaleźć imbir w zalewie np. Blue Dragon (używany do sushi, a po zjedzeniu sushi też czujemy ciepło) lub imbir kandyzowany. Sami możemy przyrządzić w domu herbatę imbirową lub lemoniadę imbirową. 


LEMONIADA IMBIROWA
  • 1,5 l wody
  • starty korzeń imbiru - ok. 60 g
  • sok z 1 cytryny i 1 limonki lub pomarańczy
  • miód do smaku lub cukier (5 łyżek - strraszne!)
  • lód (opcjonalnie :))
Imbir ścieramy na tarce, nie musimy go obierać. Cytrusy dokładnie szorujemy, wyciskamy z nich sok, z cytryny ścieramy też skórę. Mieszamy starty imbir, sok, skórkę z cytryny i cukier, zalewamy szklanką wody i odstawiamy na 15 min. przelewamy przez sito do dzbanka i uzupełniamy wodą. Dodajemy lód (jesienią możemy sobie odpuścić). Smacznego!

O moich pozostałych sposobach walki z jesiennymi realiami napiszę innym razem, bo mój post zamienia się powoli w epopeję... 





19 komentarzy:

  1. Ja imbir dodaję do herbaty jak jestem chora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że próbowałam herbaty imbirowej, ale niestety nie przewyższa ona właściwości rozgrzewających surowych plasterków.

      Usuń
    2. Z pewnością :) ja jednak nie zjadłabym imbiru tak o. Strasznie ostry! A tak jeśi chodzi o wspólne wyjścia jeszczetomy z Panem Poślubionym też mamy taką zasadę że raz w miesiącu gdzieś razem wychodzimy :)

      Usuń
  2. Nigdy nie zauważyłam, żeby imbir jakoś znacząco wpłynął na rozgrzanie mnie, ale lubię go:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm... Może to zależy od organizmu, ja aktualnie jestem tak bardzo zadowolona z rozgrzewających efektów, że postanowiłam go polecić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy sposób... sama muszę taki pomysł podrzucić ;) Co do imbiru, najczęściej dodaję go do niektórych potraw. Albo do grzańca. Imbir, przyprawy korzenne z Kamisa, cynamon, miód. Pozdrawiam ciepło ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie, byłam u Ciebie i rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zamiar pisać cały czas. Do rozwiązania i po nim. Nie tylko o moim obecnym stanie. Ale także pasjach, modzie, kuchni, książkach. Życiu codziennym ;) Zawsze lubiłam w ten sposób oddawać siebie. Po prostu pisząc.

      Usuń
  6. Też lubię w zimne dni dodawać imbiru do potraw i napojów - na rozgrzewkę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. A jak się robi cieplej to można się trochę rozkurczyć i już jest przyjemniej B-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy przepis na imbirową lemoniadę, rozgrzewający :) Ja lubię dodawać imbiru do herbaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda. Lemoniada kojarzy mi się z latem, ale ten przepis pasuje właśnie do jesieni.

      Usuń
  9. Fajny pomysł z tymi restauracjami, ja też z chłopakiem co jakiś czas chodzę :) A imbiru chyba nie probowałam.. może w jakimś cieście czy czymś, ale tak to chyba nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój na początku opierał się tłumacząc, że niby najbardziej mu smakuje moja kuchnia (ha ha ha...). Dobrze, że dał się przekonać!

      Usuń
  10. Podobno kłamstwo powiedziane tysiąc razy staje się prawdą, więc można próbować tak z metodą polubienia jesieni ;). Ja osobiście uwielbiam tę porę roku.

    A, kurczę, a ja niestety za imbirem nie przepadam.

    A co do długości postów - niema co się przejmować, jeśli jest przekaz, to czyta się to z przyjemnością i nie wiadomo, kiedy jest się na końcu postu :).

    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję ślicznie, strasznie mi miło, że mój sposób wyrażania się został pozytywnie i intrygująco odebrany! :)

      Usuń
  11. Z tym kłamstwem to też prawda :) W tym wypadku cel również uświęca środki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem okropnym zmarźluchem! Niestety mam też cienką, wrażliwą skórę, która musi się najpierw przyzwyczaić do chłodów..imbir niestety rozszerza naczynka i parę razy mialam wypieki od niego, czego nie cierpię..piekła mnie twarz.
    Zapobiegawczo jesienią zaczynam łykać czosnek. Jest taki jeden, który wyleczył mi kiedyś zatoki ( a latami leczyłam się antybiotykami itp), teraz sporadycznie go biorę. Rozgrzewa, podnosi odporność. Wierzę w jego właściwości, bo np. zeszłej zimy w ogóle nie chorowałam, mimo, że byłam osłabiona z innych przyczyn.

    OdpowiedzUsuń
  13. O ja też z zatokami trochę powalczyłam. Od zbyt długiego stosowania kropelek, moja śluzówka ciągle niedomaga, stąd zainteresowanie naturalnymi środkami podnoszącymi odporność. Szkoda, że czosnek tak intensywnie pachnie, bo nawet lubię jego smak.

    OdpowiedzUsuń