piątek, 20 września 2013

Ludzie - wirusy


źródło: arturhirth.pl
Niektórzy ludzie przypominają mi wirusy, potrafią wywołać epidemię... narzekania. Otwiera taki buzię i zaraz wylewa się z niej ocean złych wiadomości i obaw. Każdy powód do narzekania wydaje się dobry: koniecznie pogoda, zdrowie (zawsze coś dolega!), brak pieniędzy, problemy rodzinne, zawodowe czy wreszcie KRAJOWE. Właściwie to już nie jest narzekanie, to już jest ględzenie. Tym ględzeniem często nawzajem się zarażamy, tak samo jak katarem, a kiedy mamy katar, to wiadomo - czujemy się źle. 

Zadaję sobie pytanie, czy to jest normalne zjawisko, a ja wymagam zbyt wiele od mojego otoczenia? Czy może jednak mam trochę racji? Może świat nie musi jawić się w czarnych barwach, wystarczy otworzyć się na jego piękno i dostrzegać także to co dobre... 

Powiedzmy STOP nakręcaniu spirali złych emocji, gdyż im więcej narzekamy, tym więcej rośnie w nas frustracji, stresu i agresji. Możemy to zrobić na przykład poprzez:

  • nie podtrzymywanie rozmów polegających na narzekaniu, krytykowaniu i plotce,
  • podnoszenie na duchu koleżanek, które przyszły wypłakać się w nasz rękaw, w umiejętny sposób - wyciszenie złych emocji, skierowanie uwagi na pozytywne aspekty sprawy,
  • odcinanie się od złych wiadomości, które niczego dobrego nie wnoszą do naszego życia i nic dla nas nie oznaczają - wyłączmy telewizor w odpowiednim  momencie, wybierajmy właściwe artykuły w prasie,
  • wprowadzenie do swojego życia wieczornego rytuału dziękowania za np. 10  (?) pozytywnych wydarzeń minionego dnia - prawdopodobnie, jeśli podejdziemy do tej czynności z pełnym zaangażowaniem, to w ciągu dnia automatycznie będziemy rozglądali się za tym, co dobre,
    i wreszcie....
  • podjęcie wyzwania by w ciągu 21 magicznych dni nie narzekać (krytykować, plotkować), jeśli damy radę to gwarantuję polepszenia samopoczucia, spadku nerwowości i ogólnej poprawy jakości życia. Takie wyzwanie podjęłam 20 kwietnia br. udało mi się po kilku podejściach i moje życie drgnęło z miejsca.  Czasami przyplącze się jakiś szajs lecz powszechnie wiadomo, że ziemia to nie do końca mlekiem i miodem płynąca kraina, więc staram się nie histeryzować. Ale nie zamierzam snuć o tym opowieści. Sami  spróbujcie i cieszcie się efektami. 
A-ha, starajmy się też, aby nie narzekać w myślach, a myśli o narzekaniu zastąpmy wdzięcznością (powód do nie zawsze się znajdzie! ), jest taki bardzo popularny cytat przypisywany Frankowi Outlow: 
"Uważaj na swoje myśli, stają się słowami.
Uważaj na swoje słowa, stają się czynami.
Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami.
Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem.
Uważaj na swój charakter, on staje się twoim losem."

Może to i oklepane, ale jakże prawdziwe - myślę...


Na zakończenie ciekawostka wygrzebana w archiwalnym wydaniu tygodnika Przegląd (wydanie 10/2002): narzekanie po prostu zaśmieca umysł, bo człowiek ma ograniczoną pojemność pamięci operacyjnej.
Zatem - cieszmy się życiem każdego dnia, zamiast spędzać i tak szybko upływający czas na marudzeniu.

11 komentarzy:

  1. Dużo takich ludzi wirusów znam :) Grunt to trzymać się twoich rad - samemu nie narzekać i nie podtrzymywać rozmowy o narzekaniu :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też ostatnio kilka osób podtruwało swoim "humorkiem", stąd ten post.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, idealne. Jak słyszę narzekanie na pogodę szlag mnie trafia. Jeszcze od osoby, która dupy z domu nie ruszy. Jak ktoś jest ogrodnikiem, to wybaczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Narzekanie na pogodę. Słyszę to niemal codziennie. A podobno to Anglicy przodują w rozmowach o pogodzie. (Wiem, wiem, to takie powiedzenie ;)).

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznaję, czasem narzekam sobie, ale np. w pracy staram się po prostu pracować, a nie narzekać i jęczeć...raczej robię wszystko szybko, bez zbędnego gadania..pewna pani w pracy, notabene urocza i miła, ciągle narzeka...pracujemy od niedawna razem, ale czasem dobija mnie kolejne "o rany, nie zdążę", "nie wytrzymam" i po prostu nie ciągnę tematu... raz jej nawet napisałam wiersz, coby się uśmiechnęła i nie załamywała, bo "da radę". Uśmiała się, ale i tak zdarza jej się narzekać soczyście i często. A to nie pomaga w pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze jedna refleksja mi się nasunęła teraz... w zeszłym roku, gdy czułam się fatalnie, dajmy na to totalna depresja połączona z nerwicą, z lękami i trzęsiawką...jak słyszałam ludzi wokół narzekających np. na pogodę czy zły obiad w bufecie, myślałam, że się rozpłaczę a do nich miałam wielki żal i niezrozumienie - ja tu umieram, wypalam się, czuję fatalnie i nie mogę pracować, a wy narzekacie na pogodę??? na wizytę u dentysty?? Przecież to nic strasznego, ja chciałabym mieć taki problem! - tak wtedy myślałam. Oczywiście, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale gdy zaczynam w duchu narzekać za bardzo, przypominam sobie tamte chwile i wiem, że mam za co dziękować i powinnam się cieszyć, że mogę mieć takie problemy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W swoim życiu już tak dużo sobie ponarzekałam, że teraz, kiedy tylko usłyszę typowe ględzenie to od razu mam "cofkę".

      Usuń
  7. Co do podnoszenia innych na duchu to też trzeba uważać, bo kiedy jesteś empatyczna, to można zapędzić się w taki kozi róg, że w pewnym momencie ludzie piszą do Ciebie tylko po to, by się wyżalać i dostać porcję pozytywnej energii, i trudno ich nastawić na ten tor, że lubicie też się z nimi cieszyć a nie tylko pocieszać ;)

    Uwielbiam twoje teksty, i to, że publikujesz je też na PnK. Nie mam ostatnio czasu na przeglądanie blogów a tak, jeszcze zanim się dziś na PnK zalogowałam, to zobaczyłam jego zajawkę i od razu zaliczyłam uśmiech na "dzieńdobry" mimo ciężkiej nocy [pochorowane dziecko] za sobą :D

    Ściskam cieplutko :)
    Cholera Naczelna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :) Postanowiłam wrzucić coś z pierwszego okresu blogowania, kiedy ludzie praktycznie tu nie zaglądali. I masz zdecydowaną rację - tak z pierwszej obserwacji: nawet niektóre blogerki, które wykreowały się na autorytet w dowolnej dziedzinie otrzymują podobno masę korespondencji, a w niej same gorzkie żale. Trzeba uważać, żeby nastrój nie upadł :)

      Usuń
    2. a wiesz, że właśnie weszłam żeby wpisać Ci, że dopiero po chwili zauważyłam, że to starsza notka? nota bene z dnia moich urodzin :D i będąc szczerą, z braku czasu na czytanie, nie wiem kiedy, a nawet czy, miałabym przyjemność to przeczytać. I tak mi w głowie błysnęła myśl: za to uwielbiam PnK i publikujące tam blogerki! tam znajduję obecnie chyba najwięcej fajnych rzeczy, do których bym pewnie nie dotarła "ot tak" :)

      A korespondencja to jedno... ale miałam taki okres, kiedy potrzebowałam się zamknąć na ludzi znikając ze skype na przykład [sporo znajomości przenoszę ze skrzynki na skype], bo się nadmiarem cudzych problemów w pewnym momencie aż "pochorowałam" ;)
      Później ogłosiłam wszystkim, że mam właśnie 21 dni bez narzekania i proszę o nie uskutecznianie tegoż u mnie, i się nieco poprawiło ;)

      Cholera Naczelna

      Usuń
    3. To chyba też zależy od poziomu empatii. Ja też zwykle chłonę czyjeś emocje, a chciałabym umieć się od nich odcinać. Na pewno częściej bym się uśmiechała :)

      Usuń