środa, 11 września 2013

Dlaczego nie zostałam wróżką

    Kiedyś poszłam do wróżki, chciałam otrzymać natychmiastową odpowiedź na wszystkie nurtujące mnie pytania. Muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Moja wróżka była profesjonalistką, nie znałyśmy się a ona czytała ze mnie jak z otwartej księgi. Odpowiedziała na wszystkie moje pytania i jeszcze dorzuciła garść szczegółów o które wcale nie pytałam. Później okazało się, że jej przepowiednia sprawdziła się całkowicie, na szczęście była pozytywna. 

    Wróżka powiedziała też, że ja również potrafię wróżyć. Prawie natychmiast kupiłam talię kart Tarota i podręczniki z rozkładami kart oraz ich interpretacją, ukończyłam też kurs Tarota.  Przez siedem lat  karty były moją pasją i poświęcałam im czas codziennie. Koleżanki bez przerwy prosiły mnie o stawianie kart, a ja widziałam się w przyszłości jako wróżka. Wróżenie jednak wychodziło mi najlepiej, gdy nie myślałam o tym, czego nauczyłam się z książek.

  Równoległe z nauką tarota interesowałam się rozwojem duchowym, szczególnie wciągnęło mnie prawo przyciągania i w związku z tym ciągle starałam się myśleć pozytywnie oraz dbać o zachowanie czystości umysłu. Pewnego dnia jednak, zdecydowanym ruchem schowałam karty do najgłębszej szuflady, z zamiarem by nigdy już do nich nie wrócić. Bo skoro to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie i tworzymy je każdego dnia poprzez nasze myśli, które przekształcają się w słowa i działanie, to po co nam wróżka? Przecież nietrudno wywnioskować, że to zbierzemy co posialiśmy. Sama jestem odpowiedzialna za wszystko co mi się przytrafia i wspaniale się czuję z tą myślą. Nawet w podręczniku do nauki Tarota możemy znaleźć wzmiankę o tym, że każdy może swoją przepowiednię odwrócić poprzez właściwe postępowanie, gdyż wróżenie to nic innego jak wchodzenie w energię drugiej osoby i jej odczyt. 

    Nie uważam tych siedmiu lat spędzonych z Tarotem za zmarnowany czas. To trochę tak jakby brunetka mówiła: przefarbowałam włosy na blond, teraz wracam do swojego koloru ale nie żałuję swojej poprzedniej decyzji, bo teraz wiem jak wyglądam jako blondynka ;-) I było to naprawdę ciekawe doświadczenie. 

źródło: tarotschool.com




4 komentarze:

  1. Bardzo dziękuję za przemiły komentarz u mnie, warto pisać dla ludzi takich jak Ty :) dziękuję :)ja muszę rozgościć się u Ciebie.. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Sekret", wierzę w to, choć ciężko wcielić w życie takiej pesymistce jak ja..

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie byłam u wróżki, chociaż czasem mnie kusi. Też jetem zdania, że co zasiejemy to zbierzemy, oglądałam "Sekret", czytałam "Potęgę podświadomości" i kilka innych książek traktujących o pozytywnym myśleniu. A na wróżkę nigdy się nie zdecydowałam, ponieważ zawsze obawiałam się, że wbiję sobie do głowy co ona mi tam naopowiada, zwłaszcza jeśli będzie to coś negatywnego, i potem nie wyrzucę z myśli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gaju, napewno bylo to cudowne doswiadczenie. Szkoda, ze karty sa w szulfadzie, ale bynajmniej nie sa spalone.
    Ja musze nauczyc sie myslec pozytywnie, bo inaczej sie wykoncze ...

    P.S. Gaju, zobacz tutaj zaledwie kilka komentarzy, a spojrz na swojego bloga.
    Gratuluje tylu wiernych czytelnikow! Piekny wynik otwarc.

    OdpowiedzUsuń